Zmien skórke
Logo Polygamii

PolecamyThe Long Dark – piękny i (na razie) pusty survival

„Gdy nadejdzie czas białego zimna, nie jedz żółtego śniegu” - głosi jedna z zabawnych wskazówek, wyświetlanych na ekranach ładowania Wiedźmina ...

The Long Dark
Facebook Twitter Google Wykop

„Gdy nadejdzie czas białego zimna, nie jedz żółtego śniegu” – głosi jedna z zabawnych wskazówek, wyświetlanych na ekranach ładowania Wiedźmina 3. To tylko częściowo prawda. Nie jedz żadnego śniegu. Dostaje się dyzenterii i umiera.

Gracze mają obsesję na punkcie wskaźników. W The Long Dark są cztery – ciepło, zmęczenie, pragnienie i głód. I aż trudno uwierzyć w to, jak szybko spadają. Widok czerwonego paska temperatury, dodatkowo oznaczonego strzałkami, dobitnie pokazującymi kierunek zmiany, wystarczy, żeby zapragnąć zrobić wszystko dla odrobiny ciepła. Rozpalam więc moje pierwsze ognisko, co jest prostsze, niż mogłoby się wydawać. Wybieram z menu stosowną opcję, akurat mam przy sobie wszystko co potrzebne, klik i jest ogień.

Bardzo krótki, bardzo niewiele dający ogień. Bo jak się okazuje, paliwa trzeba do niego dorzucać. A próbując mocniej wykorzystać jego ciepło i podchodząc bliżej doznaję jeszcze poparzeń. Ta gra się nie szczypie.

Dla Kanadyjskiego zespołu Hinterland Games The Long Dark jest debiutem. Gra nie jest jeszcze skończona, ale za pośrednictwem steamowego Early Access oraz Game Preview na Xboksie One udostępniana jest jej robocza wersja. Nie zawiera ona kampanii fabularnej, pozwalając zamiast tego spróbować swoich sił w swoistym „trybie wolnym”. Jesteśmy więc tylko my, nasz spryt i natura. A natura potrafi być bardzo okrutna.

Jeżeli zastanawiacie się, czemu tuż po włączeniu gry pokazuje się informacja o tym, że autorzy wiedzą, że wilki wcale nie atakują ludzi, a ich celem nie było stworzenie realistycznie zachowującego się ekosystemu fauny, to wystarczy trochę pograć. Te cholerne wilki.

Koniec końców przeżycie zależy tu od szczęścia i umiejętności odnalezienia potrzebnych do tego zasobów. Będziecie więc chodzić i szukać drewna, podpałki, jedzenia i picia. Jest tu dużo bezcelowego chodzenia i rozglądania się, a gra momenty nudy nadrabia bardzo inteligentnie budowanym klimatem.

Kiedy więc idziecie, myśląc już, że to koniec, ze skręconą kostką, dygocząc z zimna, głodni i spragnieni, a na 10 sekund przed pojawieniem się na horyzoncie ratującej wam życie chatki włącza się delikatna muzyka…  To za 10 razem nie robi to już takiego wrażenia, ale za pierwszym jest czymś, co trudno zapomnieć.

Schronienie się w chatce będzie do tego okazją do posłuchania najlepszego efektu dźwiękowego hulającego za drewnianymi ścianami wiatru, jaki słyszeliście w grach wideo. Ten autentyzm jest miejscami fascynujący.

Poza dbaniem o ciepło, dostarczanie energii (jest nawet wskaźnik kalorii!) oraz wody, opieka nad sterowaną przez nas postacią roztacza się na zajmowanie się chorobami czy urazami. Próba przeciśnięcia się pomiędzy dwiema belkami, od której w innej grze odeszlibyście po kilku nieudanych próbach i zaczęli szukać innej drogi, tu kończy się właśnie wspomnianym skręceniem kostki. Ta gra się nie szczypie.

Nie da się jednak uciec od tego, że jest to jednocześnie gra o chodzeniu w tę i z powrotem po dość pustych lokacjach i zbieraniu na nich przedmiotów. Całość kreuje sprawnie survivalowy kontekst, a jako że survivalu nie mamy w grach za dużo (a takiego prawdziwego, niepołączonego z horrorem jeszcze mniej), to potrafi to na kilka chwil przyciągnąć. Będziecie mieli z The Long Dark przynajmniej kilka wspomnień o cudownym ratunku w momencie, gdy myśleliście, że wasz los jest przypieczętowany.

W tym sensie The Long Dark potrafi fenomenalnie odtworzyć wrażenie znane z opowiadających o przetrwaniu w ekstremalnych warunkach dzieł kultury. Jak w książkowej Drodze nauczycie się tu cieszyć z małych rzeczy, z niewielkich zwycięstw, z tej odrobiny ciepła, fasolki w puszce, możliwości przespania bezpiecznie kilku godzin. Samo to wrażenie warte jest spróbowania swoich sił.

Ale raczej nie będą to wspomnienia o tym, jak dzięki własnej inwencji w sprytny sposób uporaliście się z problemem. To nie Minecraft, to nawet nie Fallout 4 czy The Walking Dead. Gra jest z jednej strony całkowicie otwarta, ale z drugiej pozwala na bardzo ograniczony zakres interakcji. Znajdź fasolkę. Podgrzej fasolkę. Zjedz fasolkę. Wskaźnik szybuje do góry!

Z tego powodu The Long Dark przy całej swojej świeżości nuży dość szybko. Początkowo możecie pomyśleć, że mapy są tu generowane proceduralnie, a podczas każdej rozgrywki bada się zupełnie nową lokację. Nic z tych rzeczy. Mapy są  w całości zaprojektowane przez twórców, a gra jedynie losuje miejsce, w którym zaczynamy. Po kilku podejściach zaczniecie już rozpoznawać znane miejsca, pamiętacie, że o tam w lewo jest stróżówka, a tam w prawo opuszczona tama.

Oczywiście nie mamy tu do czynienia ze skończoną produkcją, a jako pokaz intrygujących mechanizmów ten Early Access sprawdza się dobrze. Rozbudza nadzieje na to, czym może być tryb fabularny, nad którym pracują twórcy. 20 euro to cena jak za to dość wysoka, ale jeżeli chcecie twórcom zaufać, to są ku temu powody.