Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeSyberia 3 – recenzja. Automaty, szamani i rosyjska melancholia

Tak, trzecia część kultowej już przygody ma trochę wad, ale unikalnej atmosfery jej odmówić nie można.

Facebook Twitter Google Wykop

To pewnie najważniejsza wiadomość dla każdego, kto grał w dwie poprzednie części Syberii. Leniwa, niezwykła podróż z pogranicza fikcji podbiła kiedyś serca graczy na całym świecie. Był Oskar, był Hans Voralberg, były mamuty, automaty, Jukole… Ale od tamtego czasu minęło już 13 lat. Mało tego, zwieńczenie drugiej części domykało raczej większość najważniejszych wątków i zostawiało gracza z uczuciem spełnienia. A teraz mamy 2017 – czasy trójwymiaru, niezwykle szczegółowej grafiki i point and clicków zepchniętych na gatunkowy margines. Po wielu trudach produkcyjnych pojawia się Syberia 3, która sama jest już trochę takim mamutem współczesności.

Platformy: PC, PS4, Xbox One
Producent: Microids, Benoît Sokal
Wydawca: Microids
Dystrybutor: CDP.pl
Data premiery: 20.04.2017
Wymagania: Windows 7/10, Intel Core i3, 4 GB RAM-u, AMD R7 260X – Nvidia GTX 550 Ti 2GB
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor. Obrazki pochodzą od redakcji. Graliśmy na PS4.
Witaj, Kate Walker

Pierwsze wrażenie jest… odroczone, bo gra na dzień dobry zasysa łatkę – 18 (!) GB na PC i 14 GB na konsoli. Kiedy już jednak odpalimy tytuł, wita nas przepiękna muzyka Inona Zura w menu, brzydki wizualnie filmowy wstępniak i… brzydka wizualnie gra. Trudno od początku nie odnieść wrażenia że ekipa Benoîta Sokala porwała się z motyką na słońce, chcąc stworzyć w pełni trójwymiarową przygodówkę o takich rozmiarach jak Syberia 3. Niedoróbki technicznie widoczne są na każdym kroku, do samego końca; do tego postacie dziwnie mówią, a na PS4 dramatycznie spada liczba klatek na sekundę…

Ale każdy fan Syberii szybko spojrzy ponad te irytujące technikalia i poczuje coś, za czym mógł tęsknić nawet 13 lat – niepowtarzalny klimat tych gier. Słuchamy o migracji śnieżnych strusi i jesteśmy w smutnym, rosyjskim szpitalu, gdzie w ptaszarni możemy znaleźć nakręcane ptaki z metalu. Nie da się tego pomylić z niczym innym. To jest Syberia, to jest sznyt Sokala. Dlatego narzekając na to, jak ta gra chodzi, zachwycamy się jednocześnie światem przedstawionym i znajomą, niepowtarzalną atmosferą. Retrofuturyzm pod znakiem automatów na korbkę miesza się z plemiennymi, pierwotnymi wątkami i melancholią rosyjskich mrozów.

Nierówny w tej grze jest też scenariusz. Z jednej strony znowu wcielamy się w Kate Walker i tym razem pomagamy koczowniczemu plemieniu Jukoli przy wypadającej co dwadzieścia lat migracji śnieżnych strusi do świętej ziemi Yakhastanu. Powraca silny motyw drogi, doprawiona fikcją rzeczywistość i ciekawe przeciwności losu. Z drugiej jednak mamy kilka nieporadnych wątków, duet najbardziej tandetnych antagonistów pod słońcem i kiepskie zakończenie. Jedna z ważniejszych postaci w połowie znika bezpowrotnie bez pożegnania, a od kilku topornych dialogów zgrzyta się zębami. Ale na każdy taki zgrzyt przypadają z dwa uśmiechy wywołane różnymi akcentami, które nieustannie pokazują, że mimo wielu wad Syberia 3 ma duszę.

W grze jest wiele naturalnych odniesień do poprzednich części

(…) mimo wielu wad Syberia 3 ma duszę

Ale ta seria to nie tylko atmosfera i fabuła; to też zagadki. Muszę przyznać, że w tym wypadku gra prezentuje chyba najrówniejszy poziom. Przez pierwszą godzinę-dwie bałem się, że będzie zbyt prosto, ale potem zaczęły pojawiać się większe zagwozdki. Zdarzyło mi się nawet zaciąć kilka razy, co uznaję za zaletę – nawet jeśli problemy wynikały zazwyczaj z tego, że nie zauważyłem przedmiotu do podniesienia. Lizanie ścian to też część genotypu point and clicków. Tutaj z ulgą donoszę, ze przejście w trójwymiar i 2017 nie stępiły przygodówkowych cech Syberii. Ostatecznie nie było jakoś diabelnie trudno – było wystarczająco niełatwo.

Gra na korbkę

Nic dobrego nie da się niestety powiedzieć o wspomnianej już stronie technicznej gry. Syberia 3 wygląda zwyczajnie brzydko, a na PS4 skandalicznie gubi klatki. Pełno jest też drobnych, irytujących błędów – woźny zamiata podłogę, ale miotła fruwa obok niego, na schody wejdziemy tylko w jednym punkcie, bo w innych odpycha nas niewidzialna siła, a w maszynowni nie załaduje się tekstura podłogi, mieszając nam w głowie niezaplanowaną abstrakcją. Do tego postacie potrafią mówić o rzeczach, które się wydarzyły, jakby jeszcze nie miały miejsca, a Kate w pewnym momencie zamiast skomentować coś w myślach, mówi coś do postaci, która pojawi się dopiero pół godziny później. Burdel na kółkach. Albo tych pociesznych śnieżnych strusiach, bo one wiele potrafią udźwignąć.

Osobny akapit warto poświęcić też dubbingowi. Ten angielski na początku brzmiał tak źle, że szybko przerzuciłem się na zaskakująco niezły polski. Ale po kilku godzinach polski też miał coraz więcej drewnianych postaci, szwankować zaczęła dotąd znośna Dereszowska, więc wróciłem do angielskiego… i było znacznie lepiej niż na początku. Aktorka, która z początku brzmiała jak syntezator mowy, chyba się rozkręciła i wróciła do roli, którą odgrywała już przecież ze świetnym skutkiem przy okazji dwóch pierwszych części. Dziwna sprawa z tym dubbingiem. Dziecko potrafi brzmieć jak czterdziestolatek, sześćdziesięciolatka jak dwudziestka. Ale za to polskie tłumaczenie jest zgrabne i potrafi być pomysłowe, co objawia się szczególnie przy języku Jukoli – ich „Pannakejt”, „dodzenia” czy „klienturysta” to bardzo ładne zabawy słowne.

Ostatecznie nie było jakoś diabelnie trudno – było wystarczająco niełatwo

No i muzyka. Inon Zur skomponował ścieżkę dźwiękową dwójki i po trzynastu latach nie zapomniał, jak perfekcyjnie akcentować magiczną atmosferę Syberii. Najnowsza odsłona ma mnóstwo świetnych, klimatycznych utworów. Owszem, kiedy zatniemy się na zagadce, niektóre potrafią zirytować, ale nawet najwspanialsza melodia pod słońcem zaczęłaby męczyć, gdyby słuchać jej zapętlonej przez dwie godziny.

W grze czeka wiele ciekawych miejscówek
Dodzenia

Wiele trzeba tej grze wybaczać. To taki tytuł, w którym momenty małych zachwytów mieszają się z westchnięciami pełnymi pożałowania. Jeśli jesteś fanem Syberii, nawet techniczne bagno i fatalne zakończenie, o wiele gorsze niż to z 2004, nie zmieni tego, że trójkę będziesz wspominać ciepło. Wystarczająco dużo dobrego niesie ze sobą atmosfera, niektóre wątki i zagadki.

Jeśli nie jesteś fanem… odpal jedynkę. Potem dwójkę i dopiero jako fan poznawaj trójkę, bo wiele tutaj nawiązań do poprzedniczek. Odpalałeś/aś jedynkę i się nie spodobało? Syberia 3 nie jest dla ciebie. Ja jako fan nie żałuję tych parunastu godzin. Dobrze się bawiłem, często tonąłem w tym świecie. Nawet jeśli do samego końca zastanawiałem się, czy trzecia część była tej serii właściwie potrzebna.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.0

  1. 15:29 28.04.2017
    ammarmar

    Grając na PC muszę powiedzieć, że gra jest ohydnym i do tego źle wykonanym portem z konsol. Sterowanie postacią przypomina raczej to z gier Telltale – to nie jest przygodówka „point and click”, trzeba chodzić WASDem, co powoduje ciągłe obijanie się o ściany i nagłe zmiany kierunku, gdy gra zdecyduje o zmianie kamery.

    W ogóle sama gra zachęca do stosowania kontrolera (na PC!!!! żenua!). Owszem, można wskazywać przedmioty myszką (pod warunkiem, że najpierw się do nich podejdzie w odpowiedni sposób – zwykle za trzecim razem się udaje…), ale z jakiegoś powodu, jakiś IDIOTA zdecydował, że kursor będzie półprzezroczystym kółkiem, którego czasem przez 20 sekund szuka się na ekranie.

    Ponadto, po kilku godzinach gry nadal nie udało mi się znaleźć metody jak użyć akcji innej niż domyślna na przedmiotach, które mają więcej niż jedną (np. „patrz” i „weź”).

    Mimo, że mam mocny PC, gra potrafi nieźle przyciąć, co przy tej banalnej, statycznej grafice jest jakimś nieporozumieniem.

    Ogólnie rzecz biorąc, od strony technicznej, Syberia 3 na PC dostaje ode mnie akademicką DWÓJĘ.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 16:29 28.04.2017
      hadxmen

      Sterowanie na klawiaturze i myszy jest koszmarne, na padzie gra się bardzo przyjemnie. Większość problemów technicznych została usunięta wraz z Denuvo.

      Na temat samej gry nie chcę się jeszcze wypowiadać, ale na pewno jest cholernie wciągająca. To godna kontynuacja, pomimo marnego sterowania jest jej dużo bliżej do klasycznych przygodówek w stylu dwóch pierwszych części, Broken Swordów czy The Longest Journey niż aktualnych samograjów od TT czy Davida Cage’a.

      Gra ma duszę, czego brakuje wielu produkowanym dziś tytułom.

      Widać, że przeszła piekło produkcyjne, że cholernie brakowało kasy na jej produkcję. Ja tam potrafię wiele grom wybaczyć jeśli są tego warte.

  2. 17:51 28.04.2017
    hadxmen

    Autorze, ta gra naprawdę wygląda aż tak źle na PS4 jak na screenach?

    Ukryj odpowiedzi()
  3. LordGabriel
    19:04 28.04.2017
    LordGabriel

    Ja nie wiem co się dzieje z grami, że zbierają takie niskie oceny

    Ukryj odpowiedzi()
  4. fakafones
    16:27 25.05.2017
    fakafones

    Tworzenie gier nigdy nie było łatwe, ale też nigdy nie było takie trudne jak dziś gdzie wyrobione oko graczy odkryje każde niedociągnięcie, a parametry techniczne sprzętu są na tak wyśrubowanym poziomie, że tylko największe studia i najbardziej doświadczone ekipy programistów mogą sprostać wymaganiom XXI wieku.

    Dlatego szkoda mi tych wszystkich ludzi, którzy mają wspaniałe pomysły, ale z technologicznego punktu widzenia porywają się z motyką na Księżyc. Był taki okres w historii gier komputerowych, że pewne niedociągnięcia warsztatowe dało się przykryć ciekawą fabułą lub niecodziennymi pomysłami prowadzenia rozgrywki, ale niestety (choć na szczęście dla nas) takie czasy przeminęły i dziś nawet prosta gra na ajPada musi zachwycać perfekcyjnym wykończeniem bo nikt przy takiej ilości gier nie nabierze się na produkt pół_gotowy.

    Pamiętam, że już pierwsza część Syberii cierpiała na wiele niedociągnięć i w świecie gdzie przyzwyczajono nas, że każda nowa odsłona serii musi być lepsza od poprzedniej takie numery już nie przejdą.