Zmien skórke
Logo Polygamii

Star Citizen „zmienia” silnik, ale to jeszcze nie powód do paniki

Kotaku
Akurat w tym przypadku to naprawdę nic wielkiego, a dużo ważniejsze są inne zmiany, które przyniosła aktualizacja 2.6.

Większość zainteresowanych wie już od piątku, że wraz z aktualizacją 2.6 Star Citizen przesiadł się na nowy silnik. Normalnie byłby to kolejny dowód na to, że Chris Roberts zagubił się w swoim sukcesie i zupełnie przestał panować nad tym projektem, ale nie tym razem, bo zmiana jest czysto kosmetyczna.

A jest tak dlatego, że nowym silnikiem jest Amazon Lumberyard, który oparty jest na CryEnginie. Tym samym, na zmodyfikowanej wersji którego działa już Star Citizen. Zatem przejście nie powinno być problematyczne i na pewno nie możemy mówić o jakiejś wielkiej rewolucji, a bardziej od graczy poszkodowany może być co najwyżej CryTek, który i tak ma już sporo problemów. Sam twórca Star Citizena mówi o całym przedsięwzięciu tak:

Lumberyard oferuje przełomowe rozwiązania dla gier sieciowych, włączając w to integrację z chmurą w Amazon Web Services i Twitchem, dzięki czemu łatwo i szybko możemy dotrzeć do milionów graczy na całym świecie. Ponieważ mamy [z Amazonem] identyczną wizję dotyczącą kwestii technicznych, przejście odbyło się bez większych problemów i wersja 2.6 [Star Citizena] pracuje już na nowym silniku.

Co to oznacza dla graczy? Przede wszystkim to, że Star Citizen korzysta od teraz z Amazon Web Services, zatem za obsługę części sieciowej odpowiadają serwery Amazonu. Łatwiej będzie też udostępniać rozgrywkę na Twitchu czy dodać wsparcie dla modów.

Jednak dużo ważniejsze jest to, co do gry wprowadza łatka 2.6, bo Star Citizen bardzo potrzebuje czegoś nowego co sprawi, że granie, czy w ogóle wspieranie tej produkcji będzie miało dalszy sens.

Wśród nowości znajdziemy między innymi trochę nowych statków, lepszą kamerę dla widoku z perspektywy trzeciej osoby, „nowy” tryb w Arena Commanderze (który zamienia fale obcych na fale piratów), dodatkowe misje w systemie Crusader i… moduł Star Marine!

To ten obiecany jakiś czas temu i – wydawałoby się – porzucony element FPS, w którym wysiadamy z naszego statku, bierzemy karabin w łapę i idziemy lać się z innymi graczami. Na razie w dwóch trybach – Elimination, czyli klasyczym deathmatchu i Last Stand, gdzie walczymy o kontrolę nad czterema punktami dostępowymi. A wszystko na dwóch mapach, z których jedna umożliwia walkę w stanie nieważkości.

Dobrze, bardzo dobrze. Niech Roberts i Cloud Imperium Games pokażą, że Star Citizen to coś więcej, niż festiwal niespełnionych obietnic. Tylko niech kolejne aktualizacje nie pojawiają się z częstotliwością jedna na „kiedyś tam”.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

Najczęściej czytane

01

7 grzechów głównych HearthStone’a

02

Blade Runner 2049 – recenzja filmu. Piękno niedoskonałości

03

W tył ku akcji – South Park mógł mieć w Polsce fajny tytuł, ale ślady po nim znikają

04

Co było dawno temu w odległej galaktyce, lepiej niech tam pozostanie. Battlefront II to dziś smutny żart

05

Xbox One X – najpotężniejsza konsola na rynku. Ale czy najsensowniejsza?

06

Wiedźmin 3 na PS4 Pro – po patchu 1.51 jest ładniej, ale wciąż nie aż tak, jak na trailerach z 2014 roku

07

Hype czy ziew – jarają was jeszcze kolejne zapowiedzi Gwiezdnych wojen? [Klub Dyskusyjny]

08

Rozchodniaczek: Powrót Raymana, sukces Gran Turismo i łatanie Wiedźmina 3

09

Cuphead – recenzja. Diabeł ubiera się u Walta Disneya

10

Mało brakowało, a w Falloutach od początku obserwowalibyśmy akcję oczami bohatera

Popularne Gry