Zmien skórke
Logo Polygamii

Songbringer trafi też na konsole. To RPG akcji jest nieco inne

Zacznijmy od tego, że główny bohater to hulaka, któremu w głowie tylko imprezy i muzyka.

Songbringer to action RPG science-fiction z mieczami, tajemnicami, lochami, bossami i innymi takimi.

To opis gry z jej oficjalnej strony. I już brzmi ciekawie, a jeszcze nie wiemy, że Roq Epimetheos to pozbawiony koszuli luzak, który szuka tytułowego statku, na którym ma miejsce jakaś artystyczna biba, a akcja gry toczy się 13 tysięcy lat przed naszą erą, w galaktyce Drogi Mlecznej. I znowu coś fajnego, ale jeśli zamierzacie teraz machnąć ręką, że znowu jakieś indycze nie wiadomo co, poczekajcie. Są miecze, lochy, bossowie i inne takie.

Będą też proceduralnie generowane światy, powoływane do życia wyborem 6-literowego hasła. Unikalnych kombinacji będzie ponad 308 milionów, ale wpisując ten sam kod trafimy jeszcze raz do tego samego świata. Dodatkowo będą one otwarte i nieliniowe.

Nie musicie nawet podnosić miecza.

Nie będzie punktów doświadczenia. Postęp będzie tu oznaczał odnajdywanie lub tworzenie nowych użytecznych narzędzi, które oddadzą Roqowi do dyspozycji nowe umiejętności.

A wspomniałem o Jibie? Nie?

Jib był ludzkim chłopcem w gwiezdnym mieście na planecie Yuerder. Interesował się programowaniem sztucznej inteligencji, czyniąc z tego swój zawód. Na łożu śmierci nielegalnie przeniósł swoją świadomość do skybota.

Jib to roboci kumpel Roqa, w którego w ramach lokalnej kooperacji będzie mógł wcielić się inny gracz. Jib ma obsesję na punkcie wąsów, których jako robot nie może już zapuszczać.

Czyli niby action-RPG z machaniem mieczem i ciekawymi umiejętnościami bohatera, ale stworzony bez nadęcia – z jajem. I to przez jednego faceta. No, do tej pory. Faktem jest, że gra jest nieco spóźniona. Zbierając na Kickstarterze fundusze (15 tysięcy dolarów) na jej dokończenie Nathanael Weiss celował w premierę pod koniec 2015 roku. Ostatecznie zagramy w trakcie najbliższego lata. Nie tylko na PC, ale również na PS4 i Xboksie One. Dzięki wsparciu Double Eleven, które temat konsolowych portów ma w małym palcu. Firma pomaga też w testowaniu gry, marketingu i prezentacjach na branżowych imprezach.

Dzięki wierze w Songbringera, wsparli mnie też finansowo pozwalając dać grze więcej czasu i dodać do niej nowe, świetne rzeczy ponad to, co myślałem, że jest możliwe.

Premiera na Steamie i konsolach będzie równoczesna. Songbringer trafi też na iOS i Androida, ale nieco później. Czuję tu potencjał na niezależną perełkę tego roku.

Maciej Kowalik

Więcej na temat:

  1. gsg
    15:19 17.02.2017
    gsg

    Nie wygląda może aż tak zjawiskowo jak zeszłoroczny Hyper Light Drifter, ale uwielbiam takie tytuły, więc będę obserwował.

    Właśnie, Maćku. Próbowałeś w końcu HLD? Podeszło?

    Niektórzy twierdzą, że losowo składane lochy to pułapka, w którą wpadają ambitni samotni twórcy, nie mający dostatecznych zasobów, żeby dokładnie zaplanować/zaprojektować i zrealizować grę. Dwa lata poślizgu pewnie mogłyby potwierdzić tę tezę, ale liczę, że ostatecznie będzie super 🙂

    Ukryj odpowiedzi()
    • Maciej Kowalik
      18:00 17.02.2017
      Maciej Kowalik

      Pograłem, widzę, co w HLD tak przyciąga. Ale… to jedna z gier, które wydają mi się wymagać rzucenia dla nich wszystkiego innego. Żeby nie wyjść z wprawy w walce, żeby wiedzieć gdzie się jest i co się dzieje. A tego zrobić dla niej jeszcze nie mogłem. Gdy wracałem po kilku dniach to było drapanie się po głowie i zagwozdka co ja tu robię.

Najczęściej czytane

01

Star Wars Battlefront 2 zabolał EA

02

Sześć dni, trzy miliardy złapanych Pokémonów – cicha woda brzegi rwie?

03

Nie trzeba Vadera w różu, by dodatki do Star Wars Battlefront 2 mogły dotyczyć tylko wyglądu

04

Grałem w Warhammer 40000: Inquisitor – Martyr. Minimalna zawartość Inkwizytora w Inkwizytorze

Popularne Gry