Zmien skórke
Logo Polygamii

Resident Evil 7? Outlast 2? Najstraszniejsza rzecz jaką widziałem w tym roku pochodzi z MLB: The Show 17

20.03.2017 Maciej Kowalik
Developerzy rzadko chwalą się błędami, ale gdy już to robią...

Pozornie mogłoby się wydawać, że nie ma nic prostszego, niż kolejna edycja gry sportowej. Ba, nie ma nic prostszego niż kolejna edycja gry sportowej, która zmierza tylko na jedną platformę. MLB The Show to nie FIFA czy NBA 2K, które co roku wychodzą na wszystko. Za tę serię odpowiada wewnętrzne studio Sony z San Diego, a tegoroczna odsłona trafi już tylko na PS4, odcinając się od PS3 i Vity. Fanom baseballu mogą ją z całego serca polecić, bo to fenomenalna symulacja, w której odnalazł się nawet taki laik jak ja. Ale dziś nie o tym.

Dziś piszę o MLB, bo przez cały weekend nie umiałem wyrzucić z głowy obrazka, który widzicie poniżej. To przykłady błędów, na jakie można było trafić we wczesnej wersji MLB The Show 17, gdy chciało się stworzyć w edytorze własnego gracza. Prosto od twórców gry.

fot. twitter.com/Steve_OS

Nie mam skłonności do trypofobii – moją tapetą na tablecie są czachy z XCOM 2 i wcale nie śnią mi się po nocach. Ale ilekroć patrzę na monstrum po prawej, dostaję gęsiej skórki. Może dlatego, że widziałem jak TO mruga.

Znowu ciarrry. Brrr. Nie wiem, o co chodzi – widząc ucinane kończyny i największe obrzydlistwa ostatniego Residenta tylko wzruszałem ramionami i wracałem do zupy mlecznej, ale to… To na mnie działa. Ciekawe, jak będzie z Wami.

1412698952-mediaSwoją drogą edytory postaci w grach sportowych potrafią czasem odstawiać numery. Zwłaszcza jeśli appka do fotografowania twarzy, którą chcemy obdarzyć zawodnika wymaga studyjnych warunków, jak w NBA 2K15. Efekt? Prawie jak obsada Mass Effect Andromeda.

Autorzy najnowszego MLB też mieli koszmary, ale obiecują, że poradzili sobie z błędami. Jeśli mówią prawdę, 28 marca fani tematu dostaną kolejną obowiązkową pozycję. Jeśli nie – internet zaleją galerie potworów, które pozwolą na moment zapomnieć o karuzeli śmiechu rozkręconej przez Andromedę.

Maciej Kowalik