Zmien skórke
Logo Polygamii

Prezes tinyBuild znowu w natarciu. Tym razem życie „zrujnował” mu rosyjski wydawca

I tak się zastanawiam, czy pan Nichiporchik nie robi sobie z tego wszystkiego taniego marketingu.

TinyBuild to mały deweloper i wydawca równie małych gier. Nie oznacza to, że gier nieciekawych. Punch Club okazał się bardzo udaną produkcją, podobnie jak Party Hard. Dobrze zapowiada się też nadchodzący Hello Neighbor. Firma zasłynęła też z tego, że wytknęła G2A dopuszczanie do sprzedaży kluczy kupionych za pomocą kradzionych kart kredytowych, na czym miała stracić niemal pół miliona dolarów. Przepychanki trwały jakiś czas i nasiliły ogólnobranżową falę krytyki skierowaną w popularne „kluczowisko”.

Zapewne nigdy się nie dowiemy, jak było naprawdę i jakie straty faktycznie zostały poniesione, bo w te 450 tysięcy dolców średnio chce mi się wierzyć. Zresztą obie firmy nie palą się do współpracy, a cała sprawa zdążyła już przycichnąć i ogranicza się do okazjonalnych przytyków. I podejrzewam, że podobna sytuacja będzie miała miejsce w przypadku oskarżeń, jakie Nichiporchik wysunął w stronę rosyjskiego wydawcy – Buka Entertainment.

Sprawa ma swój początek w 2011 roku, kiedy raczkujący wtedy tinyBuild pracował nad swoją pierwszą grą – No Time to Explain. Mimo udanej, jak na tamte czasy i skalę projektu, kampanii na Kickstarterze, twórcom nie było łatwo. Przede wszystkim brakowało funduszy na wykorzystanie odpowiedniego silnika, bo gra była tworzona w ActionScripcie 2, wykorzystywanym na przykład we flashowych produkcjach. Ciężko się nie zgodzić, że idealnym silnikiem dla gry przeznaczonej na pecety on nie był. Tutaj do akcji wkracza Buka Entertainment, której przedstawiciel skontaktował się z Nichiporchikiem i zaproponował, że zajmie się sprzedażą pudełkowej wersji No Time to Explain w Rosji i pomoże wprowadzić grę na Steama. Zaoferował też zapłatę z góry tytułem przyszłych tantiem.

Kwota nie była wielka, bo mowa o 24,5 tysiącach dolarów, z czego połowa miała zostać przekazana natychmiast po podpisaniu kontraktu. Pamiętajmy jednak, że wtedy tinyBuild faktycznie był „tiny”, a pieniądze pozwoliłyby przenieść grę na odpowiedni silnik. Z maili, jakie Nichiporchik umieścił na swoim blogu, wynika, że umowa została zawarta i studio cierpliwie czekało na przelew, jednak pieniądze nigdy nie doszły, a deweloper po kilku upomnieniach dowiedział się, że projekt wydania No Time to Explain został anulowany.

Teraz sprawa wraca, ponieważ studio domaga się wypłacenia należności, a ponadto twierdzi, że szef Buki groził Nichiporchikowi sądem, jeśli ten nie przestanie wszystkiego nagłaśniać. Na razie wypowiada się tylko jedna strona, rosyjski wydawca milczy, natomiast jedno zastanawia. Dlaczego dopiero teraz, sześć lat po tym, jak kontrakt nie doszedł do skutku?

Po części może to tłumaczyć fakt, że wtedy nikt nie słyszał o tinyBuild, ale czy właśnie w ten sposób studio nie zyskałoby rozgłosu? „Mały, niezależny deweloper idzie na wojnę z wydawcą” – takie nagłówki pomogłyby w promowaniu komercyjnego debiutu. Tymczasem do premiery Hello Neighbor nieco ponad dwa miesiące i nie chce mi się wierzyć, że wypłynięcie całej sprawy właśnie teraz to zbieg okoliczności. O wszystkim zaczynają pisać kolejne portale, na przykład PC Games News, pewnie niedługo temat podłapią Kotaku i Polygon, news trafił też na N4G – agregator zajmujący się wyłapywaniem najciekawszych artykułów o naszej branży. Mówiąc wprost – na lepszą promocję nie można liczyć.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

  1. 23:08 21.06.2017
    MasaGratoR

    A może dlatego, że wtedy nie mieli hajsu, by szlajać się po sądach, a teraz mają? 😛