Zmien skórke
Logo Polygamii

Prey for the Gods zmienia tytuł, bo ZeniMaxowi za bardzo kojarzył się z grą Bethesdy

Masakra. Od teraz zapamiętujemy, że kolejna gra inspirowana twórczością Fumito Uedy będzie się nazywać Praey for the Gods.

Historia Prey for the Gods, jak na ambitnego indyka przystało, obfituje w coraz więcej powykrzywianych zakrętów. Wydawało się, że po udanej kampanii na Kickstarterze deweloper No Matter Studios po prostu będzie mógł spokojnie dokończyć to inspirowane Shadow of the Colossus cudeńko (piszę „cudeńko”, bo tak naprawdę nie widziałem jeszcze gry w akcji, jasna sprawa). Może jednak każda gra „icopodobna” skazana jest na los The Last Guardian i ścieżkę pełną kłód. Nigdy nie zgadniecie, co było ostatnim zmartwieniem twórców Prey for the Gods.

praey for the godsPrey. Ten nowy, od ojców Dishonored. A tak naprawdę właściciel jego marki oraz przełożony Bethesdy, ZeniMax Media. Przedstawiciele prawni korporacji wyrazili niepokój o tytuł No Matter Studios i jego „zbieżność” z nowym hitem Bethesdy. Rozumiecie, bo jest słowo „prey” w tytule. Od razu mimowolnie przypominam sobie o sporej aferce wokół „cyberpunka”, jaka ostatnia zatrzęsła naszymi mailami. Dla małego dewelopera, którego z trudem wychowywane dziecko dopiero wychodzi z fazy alfa, walka z wielkim wydawcą „nie była tego warta”. Stąd drobna, choć niefajna zmiana tytułu na Praey for the Gods.

Tak. Nie chcieliśmy tego robić, ale zrobiliśmy. Szczęśliwie, nadal pozostaje nam logo, ale przemodelujemy je, by zawierało „praey” (…) Mogliśmy o to walczyć, nawet zastanawialiśmy się nad tym. Ale spory o znaki towarowe potrafią być bardzo długie oraz – w zależności od uporu obu stron – bardzo kosztowne. A nie chcemy tracić cennych funduszy od osób, jakie nas wsparły na Kickstarterze, na cokolwiek innego niż postęp produkcji lub przewidziane w zbiórce nagrody. Nawet gdybyśmy wygrali, musielibyśmy wydać sporą część naszych pieniędzy. Odpuściliśmy.

Jak przypomina Polygon, ZeniMax już kiedyś postąpił podobnie: gdy w 2012 roku ścierał się z firmą Mojang o słowo „scrolls” (wiadomo – seria Bethesdy), a w 2015 zabronił wydania fanowskiego Fortress Fallout pod pierwotnym tytułem. Dbają o swoje, rozumiemy. Ale o Prey for the Gods wiemy przecież od dawna. Czy nie można było tego załatwić wcześniej? Albo, nieco bardziej rozsądnie, w ogóle nie zaczepiać No Matter? Czy każda gra w przyszłości, której tytuł rozpocznie się słowem „prey”, będzie celem prawników ZeniMax?

A co do Prey for… przepraszam – Praey for the Gods, to jego premiera nadal przewidziana jest na grudzień tego roku, na pecetach, PS4 i Xboksie One. Fajnie, bo ze wszystkich tytułów „icolike” chyba najbardziej trafia w mój gust. Najpierw przekonamy się jednak, co tak naprawdę pokaże nam Rime – kolejny tytuł, który przeszedł niemałe piekiełko przed sklepowym debiutem.

Adam Piechota

Więcej na temat:

  1. grocal
    13:31 04.05.2017
    grocal

    https://twitter.com/DCDeacon/status/859910708301049856

    Ja się pytam, bo nie znam się na amerykańskim „prawie”: w jaki sposób pozostawienie nazwy „Prey for the Gods” stwarza ryzyko utraty znaku handlowego „Prey” przez ZeniMax? JAK!?

    Ukryj odpowiedzi()
  2. 19:23 04.05.2017
    Eschelius

    Gdyby Bugthesda dawała tyle kasy na QA co na prawników to może w ich gry dałoby się grać wcześniej niż w wersję GOTY i po zaaplikowaniu modów ważących drugie tyle co sama gra.

    „Ciekawe”, że nie walczyli z 1C jak ci wydali w 2009 (kiedy to już Bugthesda/Zenimax mieli prawa do Prey) Birds of Prey i Wings of Prey 🙂