Zmien skórke
Logo Polygamii

Posłuchasz, gdy Shinji Mikami będzie chciał z Ciebie zrobić casuala?

Reżyser The Evil Within 2 uważa, że w tej grze lepiej będzie wybrać najniższy poziom trudności.

Według rozmowy Famitsu z Shinjim Mikamim i Johnem Johanasem (Tango Gameworks), ten pierwszy, czyli ojciec serii Resident Evil, próbuje dodatkowo nastraszyć graczy przed The Evil Within 2, sugerując, że generalnie wszystkim użytkownikom poleca pierwsze przejście jego nowego dzieła na poziomie trudności Casual. Taka ma być koszmarna. Jasne, że będą wyższe ustawienia do wyboru (Survival oraz Nightmare), a ten rekomendowany nazwany jest na tyle felernie, by wzbudzić poczucie wstydu w weteranach. I jasne, że to może być standardowa gadka marketingowa, byle tylko media wspominały nadchodzący tytuł jak najczęściej.

Ale ten kultowy reżyser może także mówić to szczerze. Pierwsze The Evil Within, szczególnie w porównaniu do sporej większości dzisiejszych straszaków, proponowało dość hardkorową wersję survival horroru. Znacie to z dawnych wspomnień – dusza na ramieniu, każdy nabój się liczy. Nie od dziś także wiadomo, że wyższe poziomy trudności czasem zabijają esencję gier z gatunku. Weźmy jako przykład mieszanie przyjętego Outlasta 2, gdzie konieczność lepszego planowania dalszych kroków i lizania ścian w poszukiwaniu dodatkowych bateryjek szczególnie gryzła się z podstawową ideą całej pozycji – szaleńczym biegiem przed siebie, niemal bez przerwy. Jako drugi przykład wskażmy Resident Evil VII, gdzie domyślne ustawienia oferowały idealnie zbalansowane wyzwanie.

Horrory nigdy nie miały się lepiej. Mamy dziś wybór obejmujący aż kilka odmiennych podgatunków – od symulatorów spacerowicza z dreszczykiem, przez współcześnie przygotowaną klasykę, po zainspirowane wybitnym portfolio Frictional Games zabawy w chowanego z potworami. Ktoś wyjątkowo złośliwy mógłby powiedzieć, że nie ma tutaj miejsca na szkołę czwartego Residenta, czyli wymagające gry akcji z kamerą zawieszoną nad ramieniem. Błąd, jest miejsce. Zwłaszcza że The Evil Within dorzuca wiele osobliwego mięska do tego gara, zapożyczając się choćby od takiej jednej, zapomnianej serii Konami.

Czy jako prawdziwy pożeracz gatunku czuję się wyzwany przez jednego z ojców-założycieli? Jeżeli nie mnie przypadnie obowiązek zrecenzowania „dwójki” – na pewno, wtedy odpalę Survival, choćbym miał kląć przez następne piętnaście godzin. Jeżeli jednak Maciu wskaże swym wirtualnym paluchem moje nazwisko, standardowo pozostanę przy domyślnych ustawieniach. Bo tak przecież robi większość graczy, dla których recenzje piszemy. A wspominałem już, że bardzo na The Evil Within 2 czekam? Nie miałbym nic przeciw, by w naszym podsumowaniu roku znalazł się jeszcze trzeci horror.

Adam Piechota

Więcej na temat: