Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeOutland – platformówka hipnotyzująca kolorami

Outland, najnowsza gra studia Housemarque, nie zaskoczy nikogo mechaniką ani stylistyką. Zaskakuje natomiast jakością. Outland to dwuwymiarowa platformówka, która nie …

Outland, najnowsza gra studia Housemarque, nie zaskoczy nikogo mechaniką ani stylistyką. Zaskakuje natomiast jakością.

Outland to dwuwymiarowa platformówka, która nie kryje się ze swoimi inspiracjami: to w jednej trzeciej Castlevania, Ikaruga i Limbo. Po tej pierwszej dziedziczy rozległe poziomy, do których gracz będzie wracał wielokrotnie, zdobywszy nowe moce, pozwalające mu dostać się do wcześniej niedostępnych miejsc. Od drugiej zapożycza mechanizm dwóch kolorów (o którym za chwilę), a od gier w stylu Limbo specyficzną stylistykę - kilkuwarstwowe tła, świat przedstawiany konturami i cieniami (tyle że w przypadku Outland od wszystkiego biją jaskrawe barwy, przywodzące na myśl film "Tron").

Gracz wciela się w rolę bezimiennego herosa i musi zaprowadzić porządek w świecie, w którym strażniczki stworzenia i zniszczenia postanowiły zabrać się za to ostatnie. Mimo ciekawej, quasi-azteckiej (a może tolteckiej? Inkaskiej?) oprawy graficznej, fabuła jest sztampowa i potraktowana po macoszemu, jednym uchem wejdzie, drugim wyleci. Po drodze do swojego celu, graczowi przyjdzie skakać, ślizgać się, walczyć i strzelać, zbierając przy okazji różnorakie moce - jak to w większości platformówek - a także manipulować bliźniaczymi siłami reprezentowanymi przez dwa kolory, czerwony i niebieski. Pewnych wrogów można zabić tylko niebieską mocą, innych tylko czerwoną, pewne platformy pojawią się tylko, kiedy gracz przejdzie w odpowiedni kolor, pewnych pocisków można uniknąć tylko w czerwieni, a znowuż innych w błękicie. Jak na razie - Ikaruga.



W Outland próżno szukać oryginalnej myśli - ale mimo to szczerze Wam tę grę polecam. Czemu? Po pierwsze, jest świetnie wykonana. Poziomy są pięknie narysowane i dynamiczne, sterowanie postacią bardzo płynne, czułe i intuicyjne, a zagadki i wyzwania opierające się na manipulacji kolorami ciekawe i zajmujące. W Outland gra się po prostu przyjemnie (na uwagę zasługują zwłaszcza bardzo pomysłowi bossowie).

Co więcej, Outland oferuje tryb kooperacyjny (niestety, tylko online) i bicie punktowych rekordów, a także specjalne wyzwania dla dwóch graczy, które modyfikują podstawowe zasady gry. Rozgrywka z partnerem jest na pewno łatwiejsza, ale przynosi też zdecydowanie więcej frajdy. Kampania zapewnia około sześciu godzin zabawy, ale jeśli chce się zwiedzić wszystkie ukryte i niedostępne zakątki, znaleźć wszystkie znajdźki i zmierzyć się z licznikiem punktów (albo znajomymi poprzez tablice wyników), to Outland dostarczy rozrywki na długie wieczory.

Outland to mało innowacyjna, ale bardzo solidna pozycja. Polecam ją przede wszystkim fanom platformówek (z nowych gier tego typu jest to praktycznie must-have), a także miłośnikom lekkich zagadek logicznych (ale wymagających od gracza zręczności!). Zachęcająca jest również sama cena gry - na Xbox Marketplace Outland można nabyć już za 800 MS punktów, a na PS3 kosztuje 36zł.

Marcin Wełnicki,

pisarz, tłumacz, publicysta - prowadzi bloga Biały Atrament

Marcin Wełnicki 13.07.2011
Facebook Twitter Google Wykop

Outland, najnowsza gra studia Housemarque, nie zaskoczy nikogo mechaniką ani stylistyką. Zaskakuje natomiast jakością.

Outland to dwuwymiarowa platformówka, która nie kryje się ze swoimi inspiracjami: to w jednej trzeciej Castlevania, Ikaruga i Limbo. Po tej pierwszej dziedziczy rozległe poziomy, do których gracz będzie wracał wielokrotnie, zdobywszy nowe moce, pozwalające mu dostać się do wcześniej niedostępnych miejsc. Od drugiej zapożycza mechanizm dwóch kolorów (o którym za chwilę), a od gier w stylu Limbo specyficzną stylistykę – kilkuwarstwowe tła, świat przedstawiany konturami i cieniami (tyle że w przypadku Outland od wszystkiego biją jaskrawe barwy, przywodzące na myśl film „Tron”).

Gracz wciela się w rolę bezimiennego herosa i musi zaprowadzić porządek w świecie, w którym strażniczki stworzenia i zniszczenia postanowiły zabrać się za to ostatnie. Mimo ciekawej, quasi-azteckiej (a może tolteckiej? Inkaskiej?) oprawy graficznej, fabuła jest sztampowa i potraktowana po macoszemu, jednym uchem wejdzie, drugim wyleci. Po drodze do swojego celu, graczowi przyjdzie skakać, ślizgać się, walczyć i strzelać, zbierając przy okazji różnorakie moce – jak to w większości platformówek – a także manipulować bliźniaczymi siłami reprezentowanymi przez dwa kolory, czerwony i niebieski. Pewnych wrogów można zabić tylko niebieską mocą, innych tylko czerwoną, pewne platformy pojawią się tylko, kiedy gracz przejdzie w odpowiedni kolor, pewnych pocisków można uniknąć tylko w czerwieni, a znowuż innych w błękicie. Jak na razie – Ikaruga.



W Outland próżno szukać oryginalnej myśli – ale mimo to szczerze Wam tę grę polecam. Czemu? Po pierwsze, jest świetnie wykonana. Poziomy są pięknie narysowane i dynamiczne, sterowanie postacią bardzo płynne, czułe i intuicyjne, a zagadki i wyzwania opierające się na manipulacji kolorami ciekawe i zajmujące. W Outland gra się po prostu przyjemnie (na uwagę zasługują zwłaszcza bardzo pomysłowi bossowie).

Co więcej, Outland oferuje tryb kooperacyjny (niestety, tylko online) i bicie punktowych rekordów, a także specjalne wyzwania dla dwóch graczy, które modyfikują podstawowe zasady gry. Rozgrywka z partnerem jest na pewno łatwiejsza, ale przynosi też zdecydowanie więcej frajdy. Kampania zapewnia około sześciu godzin zabawy, ale jeśli chce się zwiedzić wszystkie ukryte i niedostępne zakątki, znaleźć wszystkie znajdźki i zmierzyć się z licznikiem punktów (albo znajomymi poprzez tablice wyników), to Outland dostarczy rozrywki na długie wieczory.

Outland to mało innowacyjna, ale bardzo solidna pozycja. Polecam ją przede wszystkim fanom platformówek (z nowych gier tego typu jest to praktycznie must-have), a także miłośnikom lekkich zagadek logicznych (ale wymagających od gracza zręczności!). Zachęcająca jest również sama cena gry – na Xbox Marketplace Outland można nabyć już za 800 MS punktów, a na PS3 kosztuje 36zł.

Marcin Wełnicki,

pisarz, tłumacz, publicysta – prowadzi bloga Biały Atrament