Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaOch nie, jeszcze więcej niezależnych gier z PAX

Co robi zwiedzający targi, gdy zobaczy już wszystko, na co czekał? Zaczyna snuć się pomiędzy stoiskami, rozglądając się w poszukiwaniu …

Co robi zwiedzający targi, gdy zobaczy już wszystko, na co czekał? Zaczyna snuć się pomiędzy stoiskami, rozglądając się w poszukiwaniu produkcji, o których nic nie słyszał, a które wyglądają obiecująco. Tak wpadłem na poniższą piątkę gier - zabawnych, ciekawych, a nawet odkrywczych.

Smocza horda

Jeżeli poniższe pięć gier to za mało, przeczytaj koniecznie nasz wcześniejszy tekst o dziesięciu innych paxowych grach.

Do stoiska Hoard graczy wabiła nadobna niewiasta w stroju żywo przypominającym księżniczkę Peach. Wcale robić tego nie musiała, bo po spojrzeniu na ekran, wiedziałem, że chcę w Hoard zagrać. Twórcy próbowali stworzyć RTS na PS3, ale sami przyznają, że niezbyt im wyszło. Zdecydowali się więc odwrócić role. W pięknie rozwijającym się bajkowym królestwie, to Ty jesteś tym złym, wielkim, znienawidzonym gadem, a twoim zadaniem jest palić, zabijać, rabować i porywać księżniczki. O ile smoki to w ogóle gady? Oczywiście rozmaici rycerze, złodziejaszkowie i magowie nie mogą Ci na to pozwolić, więc gdzieś w tle unosi się duch Dungeon Keeper.



W sumie nawet cztery osoby siedzące przy jednej konsoli lub połączone przez sieć mogą wcielić się w przerażające bestie i właśnie w multi latanie nad królestwem sprawia największą radość. Choć nieco brakuje w tym jakiejś historii - śrubowanie wyników w określonym limicie czasu i różnych trybach, to trochę za mało, by przyciągnąć mnie do tytułu na dłużej. Hoard wydaje się jednak idealną grą do popykania ze znajomymi, którzy wpadli z wizytą albo na rozprostowanie umysłu w przerwie od pracy. Urzekła mnie stylizacja graficzna terenu na figurkowe gry bitewne - postacie mają podstawki, a za krawędzią planszy widać stół - wszystko jest kolorowe, niczym pomalowane farbami. Autorzy zapowiadają liczne DLC z nowymi planszami, trybami, przeciwnikami. Ciekawe czy będzie zbroja dla smoka? Całość dostępna już niedługo na PSN i przez rok pozostanie tytułem na wyłączność dla konsoli Sony.

Heros ze skasowanego komiksu

Za każdym razem, gdy mijałem stoisko Twisted Pixel, konsola z Comic Jumper była zajęta i ciężko się było dopchać. Rzucając komuś okiem przez ramię pomyślałem "Rany, Earthworm Jim", a po chwili patrzenia: "Raczej, Comix Zone 2". Wszystko to prawda, sympatyczna zręcznościówka o bohaterze skasowanego komiksu "Captain Smiley" ma coś z obydwu tych gier, a także sporo więcej. Ponieważ główna postać nie ma już własnego tytułu, tuła się po innych słabszych komiksach, dorabiając jako sobowtór i kaskader. Stąd w grze znajdują się zarówno plansze nawiązujące do mangi, oldschoolowego fantasy jak i nieco kiczowate, kolorowe opowieści o superherosach ze Srebrnej Ery. Fani gatunku docenią, jak zręcznie sparodiowano styl różnych rodzajów komiksów. Podoba mi się też, że Comic Jumper rozbija czwartą ścianę - bohater do komiksów teleportuje się ze swojej kwatery głównej, jednocześnie zmienia się jego wygląd na odpowiadający realiom danego tytułu, a w razie problemów może wezwać rysownika na pomoc. W czasie gry można też zobaczyć komiksowe ramki na obrzeżach planszy, a wszelkie dźwięki przedstawione są za pomocą onomatopei.



Gra jest niezwykle dynamiczna, żongluje elementami zręcznościówki i strzelanki. Na planszy, w którą miałem okazję zagrać bohater przedzierał się przez strażników muzealnych, ostrzeliwując się z dwóch pistoletów, unikał wachlarzy rzucanych przez wiszące na linach Azjatki i skakał po linach i rurach. W innej wielkim mieczem oganiał się od chcących go zacałować japonskich uczennic. Jak widać, nie nie brakuje wykręconego humoru, a prym wiodą tu uszczypliwe dialogi między Captainem Smileyem a jego superbohaterskim symbolem - żółtą gwiazdą. Aż szkoda, że cieszyć nimi będą się mogli tylko posiadacze Xboxa, którzy znajdą grę na XBLA.

Krasnoludzkie szaleństwo

Dwarfs!? już z daleka wyglądało na sympatyczną produkcję, a przyjrzenie się bliżej sprawiło, że razem z moją dziewczyną utknęliśmy przy stoisku na dobre pół godziny - a w realiach targowego zamieszania to całkiem sporo. No bo cóż może być sympatyczniejszego od gry logiczno-zręcznościowej, w której opiekujemy się wioską średnio rozgarniętych krasnoludów. A te wcale nie myślą nas słuchać i ślepo niczym lemmingi podążają za swoją potrzebą fedrowania tuneli i wydobywania złota. Zadaniem gracza jest okiełznanie tego krasnoludzkiego żywiołu, ochrona brodaczy przed podziemnymi powodziami, wskazywanie drogi do nowych żył złota i trenowanie wojowników, którzy zrobią porządek z pałętającymi się po tunelach goblinami. Ot, krasnoludzki żywot. Sprawa tylko początku jest prosta, gdyż nasi brodacze mnożą się szybko, a plansze są naprawdę duże - już po chwili trzeba mieć oczy dookoła głowy i refleks gracza w Starcrafta, by nadążyć za wesołą kompanią. Autorzy nie wstydzą się określenia "casual game" i mam wrażenie, że właśnie prostota będzie siłą krasnali. Gra się naprawdę przyjemnie, łatwo zacząć, trudniej się oderwać - co wytrwalsi będą nabijać coraz wyższe wyniki, inni mogą poprzestać na partyjce od czasu do czasu.



Dwarfs!? umożliwiać będzie grę zarówno z limitem czasowym jak i w trybach, które umożliwią niemalże niekończącą się eksplorację. Będzie także kampania z zadaniami do wykonania. Swoje wyniki można zgłosić na sieciową tablicę i przekonać się, czyja broda jest najdłuższa. Styl graficzny choć prosty, to urzeknie każdego miłośnika pixel artu. Jeśli macie X360 lub PC i lubiliście Dungeon Keeper, Lemmingi, Settlersów, a nawet opisywane tu niegdyś Desktop Dungeon, to zanotujcie sobie gdzieś tytuł Dwarfs!?. Niecierpliwi mogą już przeszukać bloga Power of Two Games i spróbować uruchomić betę .

Z gitarą wśród obcych...

O ciekawej idei Retro/Grade sporo napisał już Konrad , więc ja tylko mogę dorzucić tylko swoje wrażenia z grania. Po krótkiej sesji z grą można spokojnie stwierdzić, że to właściwie Guitar Hero/Rock Band w innych szatach i bez muzyki. Szatach atrakcyjnych, bo historia bohatera, który musi cofnąć swoje wspaniałe czyny jest całkiem zakręcona i ładnie podana, ale jednak przykrywających ten sam mechanizm rozgrywki - wciśnij strunę i próg w odpowiednim momencie.

Pewnym urozmaiceniem jest tu unikanie pocisków wrogów za pomocą brzdąkania na strunie, co wprowadzania nieco zamętu do rozgrywki. I choć przy kilkunastominutowej sesji z Retro/Grade na PAX bawiłem się całkiem nieźle, to mam obawy, czy powtarzanie tego samego schematu obroni się w dłuższym czasie gry.

... i z perkusją wśród zombie

O ile Retro/Grade miało odkurzyć waszą nieużywaną gitarę, to Drumskulls ma zrobić to samo z perkusją. Gra była pokazywana w bardzo wczesnej fazie produkcji, a małe studio Drumskull Games dopiero szukało dla niej wydawcy, nie można więc wiele powiedzieć na temat oprawy graficznej czy dźwięku, które były tymczasowe. Mój szeroki uśmiech wywołała koncepcja samej gry - choć łudząco podobna do Rock Of the Dead. Kto bowiem nie chciałby pozabijać zombie przy pomocy perkusji.

Póki co wystarczyło tylko uderzać w bęben w kolorze nadciągającej bestii, a i tak robienie szybkich przejść, by ustrzelić całe stado zombie dawało masę nieskrępowanej niczym radości. Twórcy nie ukrywali, że mają jeszcze sporo pomysłów na usprawnienie rozgrywki - m.in. specjalne kombinacje i wielkich bossów. Pozostaje życzyć im powodzenia w realizacji, bo Drumskulls jest świetnym pomysłem na odstresowywacz i imprezowy wymiatacz.

Paweł Kamiński

Paweł Kamiński 24.09.2010

Co robi zwiedzający targi, gdy zobaczy już wszystko, na co czekał? Zaczyna snuć się pomiędzy stoiskami, rozglądając się w poszukiwaniu produkcji, o których nic nie słyszał, a które wyglądają obiecująco. Tak wpadłem na poniższą piątkę gier – zabawnych, ciekawych, a nawet odkrywczych.

Smocza horda

Jeżeli poniższe pięć gier to za mało, przeczytaj koniecznie nasz wcześniejszy tekst o dziesięciu innych paxowych grach.

Do stoiska Hoard graczy wabiła nadobna niewiasta w stroju żywo przypominającym księżniczkę Peach. Wcale robić tego nie musiała, bo po spojrzeniu na ekran, wiedziałem, że chcę w Hoard zagrać. Twórcy próbowali stworzyć RTS na PS3, ale sami przyznają, że niezbyt im wyszło. Zdecydowali się więc odwrócić role. W pięknie rozwijającym się bajkowym królestwie, to Ty jesteś tym złym, wielkim, znienawidzonym gadem, a twoim zadaniem jest palić, zabijać, rabować i porywać księżniczki. O ile smoki to w ogóle gady? Oczywiście rozmaici rycerze, złodziejaszkowie i magowie nie mogą Ci na to pozwolić, więc gdzieś w tle unosi się duch Dungeon Keeper.



W sumie nawet cztery osoby siedzące przy jednej konsoli lub połączone przez sieć mogą wcielić się w przerażające bestie i właśnie w multi latanie nad królestwem sprawia największą radość. Choć nieco brakuje w tym jakiejś historii – śrubowanie wyników w określonym limicie czasu i różnych trybach, to trochę za mało, by przyciągnąć mnie do tytułu na dłużej. Hoard wydaje się jednak idealną grą do popykania ze znajomymi, którzy wpadli z wizytą albo na rozprostowanie umysłu w przerwie od pracy. Urzekła mnie stylizacja graficzna terenu na figurkowe gry bitewne – postacie mają podstawki, a za krawędzią planszy widać stół – wszystko jest kolorowe, niczym pomalowane farbami. Autorzy zapowiadają liczne DLC z nowymi planszami, trybami, przeciwnikami. Ciekawe czy będzie zbroja dla smoka? Całość dostępna już niedługo na PSN i przez rok pozostanie tytułem na wyłączność dla konsoli Sony.

Heros ze skasowanego komiksu

Za każdym razem, gdy mijałem stoisko Twisted Pixel, konsola z Comic Jumper była zajęta i ciężko się było dopchać. Rzucając komuś okiem przez ramię pomyślałem „Rany, Earthworm Jim”, a po chwili patrzenia: „Raczej, Comix Zone 2”. Wszystko to prawda, sympatyczna zręcznościówka o bohaterze skasowanego komiksu „Captain Smiley” ma coś z obydwu tych gier, a także sporo więcej. Ponieważ główna postać nie ma już własnego tytułu, tuła się po innych słabszych komiksach, dorabiając jako sobowtór i kaskader. Stąd w grze znajdują się zarówno plansze nawiązujące do mangi, oldschoolowego fantasy jak i nieco kiczowate, kolorowe opowieści o superherosach ze Srebrnej Ery. Fani gatunku docenią, jak zręcznie sparodiowano styl różnych rodzajów komiksów. Podoba mi się też, że Comic Jumper rozbija czwartą ścianę – bohater do komiksów teleportuje się ze swojej kwatery głównej, jednocześnie zmienia się jego wygląd na odpowiadający realiom danego tytułu, a w razie problemów może wezwać rysownika na pomoc. W czasie gry można też zobaczyć komiksowe ramki na obrzeżach planszy, a wszelkie dźwięki przedstawione są za pomocą onomatopei.



Gra jest niezwykle dynamiczna, żongluje elementami zręcznościówki i strzelanki. Na planszy, w którą miałem okazję zagrać bohater przedzierał się przez strażników muzealnych, ostrzeliwując się z dwóch pistoletów, unikał wachlarzy rzucanych przez wiszące na linach Azjatki i skakał po linach i rurach. W innej wielkim mieczem oganiał się od chcących go zacałować japonskich uczennic. Jak widać, nie nie brakuje wykręconego humoru, a prym wiodą tu uszczypliwe dialogi między Captainem Smileyem a jego superbohaterskim symbolem – żółtą gwiazdą. Aż szkoda, że cieszyć nimi będą się mogli tylko posiadacze Xboxa, którzy znajdą grę na XBLA.

Krasnoludzkie szaleństwo

Dwarfs!? już z daleka wyglądało na sympatyczną produkcję, a przyjrzenie się bliżej sprawiło, że razem z moją dziewczyną utknęliśmy przy stoisku na dobre pół godziny – a w realiach targowego zamieszania to całkiem sporo. No bo cóż może być sympatyczniejszego od gry logiczno-zręcznościowej, w której opiekujemy się wioską średnio rozgarniętych krasnoludów. A te wcale nie myślą nas słuchać i ślepo niczym lemmingi podążają za swoją potrzebą fedrowania tuneli i wydobywania złota. Zadaniem gracza jest okiełznanie tego krasnoludzkiego żywiołu, ochrona brodaczy przed podziemnymi powodziami, wskazywanie drogi do nowych żył złota i trenowanie wojowników, którzy zrobią porządek z pałętającymi się po tunelach goblinami. Ot, krasnoludzki żywot. Sprawa tylko początku jest prosta, gdyż nasi brodacze mnożą się szybko, a plansze są naprawdę duże – już po chwili trzeba mieć oczy dookoła głowy i refleks gracza w Starcrafta, by nadążyć za wesołą kompanią. Autorzy nie wstydzą się określenia „casual game” i mam wrażenie, że właśnie prostota będzie siłą krasnali. Gra się naprawdę przyjemnie, łatwo zacząć, trudniej się oderwać – co wytrwalsi będą nabijać coraz wyższe wyniki, inni mogą poprzestać na partyjce od czasu do czasu.



Dwarfs!? umożliwiać będzie grę zarówno z limitem czasowym jak i w trybach, które umożliwią niemalże niekończącą się eksplorację. Będzie także kampania z zadaniami do wykonania. Swoje wyniki można zgłosić na sieciową tablicę i przekonać się, czyja broda jest najdłuższa. Styl graficzny choć prosty, to urzeknie każdego miłośnika pixel artu. Jeśli macie X360 lub PC i lubiliście Dungeon Keeper, Lemmingi, Settlersów, a nawet opisywane tu niegdyś Desktop Dungeon, to zanotujcie sobie gdzieś tytuł Dwarfs!?. Niecierpliwi mogą już przeszukać bloga Power of Two Games i spróbować uruchomić betę .

Z gitarą wśród obcych…

O ciekawej idei Retro/Grade sporo napisał już Konrad , więc ja tylko mogę dorzucić tylko swoje wrażenia z grania. Po krótkiej sesji z grą można spokojnie stwierdzić, że to właściwie Guitar Hero/Rock Band w innych szatach i bez muzyki. Szatach atrakcyjnych, bo historia bohatera, który musi cofnąć swoje wspaniałe czyny jest całkiem zakręcona i ładnie podana, ale jednak przykrywających ten sam mechanizm rozgrywki – wciśnij strunę i próg w odpowiednim momencie.

Pewnym urozmaiceniem jest tu unikanie pocisków wrogów za pomocą brzdąkania na strunie, co wprowadzania nieco zamętu do rozgrywki. I choć przy kilkunastominutowej sesji z Retro/Grade na PAX bawiłem się całkiem nieźle, to mam obawy, czy powtarzanie tego samego schematu obroni się w dłuższym czasie gry.

… i z perkusją wśród zombie

O ile Retro/Grade miało odkurzyć waszą nieużywaną gitarę, to Drumskulls ma zrobić to samo z perkusją. Gra była pokazywana w bardzo wczesnej fazie produkcji, a małe studio Drumskull Games dopiero szukało dla niej wydawcy, nie można więc wiele powiedzieć na temat oprawy graficznej czy dźwięku, które były tymczasowe. Mój szeroki uśmiech wywołała koncepcja samej gry – choć łudząco podobna do Rock Of the Dead. Kto bowiem nie chciałby pozabijać zombie przy pomocy perkusji.

Póki co wystarczyło tylko uderzać w bęben w kolorze nadciągającej bestii, a i tak robienie szybkich przejść, by ustrzelić całe stado zombie dawało masę nieskrępowanej niczym radości. Twórcy nie ukrywali, że mają jeszcze sporo pomysłów na usprawnienie rozgrywki – m.in. specjalne kombinacje i wielkich bossów. Pozostaje życzyć im powodzenia w realizacji, bo Drumskulls jest świetnym pomysłem na odstresowywacz i imprezowy wymiatacz.

Paweł Kamiński