Zmien skórke
Logo Polygamii

Netflix na Switchu? Raczej tak. Rime na Switchu? Tak, ale drożej

Czyli kolejne kontrowersje wokół nowego dziecka Nintendo. Z czego jedna bardzo niepokojąca.

Jak wspominałem w teście Switcha: to konsola z szalenie ubogim systemem operacyjnym. Biblioteka posiadanych produkcji, podstawowe opcje, link do eShopu i lista znajomych graczy. Internet nie może tego przeżyć, nawet jeśli jest całkiem oczywiste, że to dopiero zygota całej wizji Nintendo. Cierpliwość nie jest naszą cechą, wiadomo. No ale nie powinniśmy mieć wątpliwości, że to wyłącznie kwestia czasu.

Reggie Fils-Aime, szef amerykańskiego oddziału firmy, potwierdził to zresztą w rozmowie z „The Washington Post”. „Zbudowaliśmy Nintendo Switch jako urządzenie do gier, co oznacza, że przede wszystkim chcieliśmy dać wam gry i związane z nimi doświadczenie. Ale rozmawiamy z wieloma spółkami na temat innych usług – firmami takimi jak Netflix, Hulu, Amazon. Wszystko przyjdzie w odpowiednim czasie. Z naszej perspektywy to nie jest żaden wyznacznik. Wyznacznikiem jest sposób, w jakim gra się na Switchu”.

Podobny problem powoduje w sieci… brak jakichkolwiek melodii w menusach konsoli. Tak. Prawda, że Nintendo nie odpuszczało pod tym względem na dwóch poprzednich sprzętach – eshopowa muzyczka na Wii U to klasa sama w sobie – ale czy eksperyment, jakim było „wyciszenie” Switcha, to rzeczywiście powód do rozpoczynania wielkich dyskusji? (nie wierzycie? Kotaku ma cały artykuł na temat) Na pewno jest mnóstwo osób, którym przypadnie do gustu minimalistyczny kierunek nowej konsoli. Na razie nikt nie powinien siedzieć w menusach. Po to kupili konsolkę, by zwiedzać Hyrule lub ścigać się w Fast RMX. No, ale z całą pewnością nie dla 1-2-Switch.

Absolutnie rozumiem za to, nawet sam dołożę własną cegiełkę do krytyki switchowych cen gier. Wczoraj poznaliśmy datę premiery Rime – tego cudownego indyczka w duchu Uedy. Gra ukaże się 26 maja na pecetach i pozostałych konsolach, gdzie wycenioną ją na trzydzieści dolarów. Chwilę później rynek zaszczyci wersja na konsolę Nintendo. I ta będzie kosztować dziesięć zielonych więcej. Nawet jeśli Switch doczeka się wydania pudełkowego (co chwalę), jest to groźny sygnał na przyszłość.

Niektórzy twierdzą, że wpływ na switchowe ceny mają przede wszystkim kartridże, które są bardziej kosztowne w produkcji od płyt. Zapytany przez nas wydawca przyznał rację tej teorii. Cena będzie jednak taka sama dla wydania pudełkowego i cyfrowego.

Adam Piechota

Więcej na temat:

  1. marloon87
    10:15 09.03.2017
    marloon87

    Indyki na Nintendo drogie? Polecam zajrzeć do eShopu na Wii U. To co na Steamie można wyrwać za kilkanaście złotych, na konsoli kosztuje kilkadziesiąt, również produkcje sprzed kilku lat. Oni się nigdy nie nauczą..
    Nie nauczą się również, że ludzie czasem potrzebują urządzenia, które będzie robić WIĘCEJ niż minimium. Czemu nie ma Netflixa? Tego nie zrozumie chyba nikt, bo przecież był zarówno na Wii U jak i na stareńkim Wii. To samo było z odczytem DVD i Blu-raya na poprzednich konsolach – Nintendo się tłumaczyło, że przecież ludzie mają stacjonarne odtwarzacze, po co im te funkcje w konsoli? Oni żyją we własnej rzeczywistości 🙂

  2. Kalimdor
    11:35 09.03.2017
    Kalimdor

    Dla mnie efekt wkładasz i grasz liczy się te 10$ – jednak nie na takiej gównoplatformie.

    Ukryj odpowiedzi()
  3. 12:18 09.03.2017
    Avalanc

    „Jak wspominałem w teście Switcha: to konsola z szalenie ubogim systemem operacyjnym. Biblioteka posiadanych produkcji, podstawowe opcje, link do eShopu i lista znajomych graczy. Internet nie może tego przeżyć, nawet jeśli jest całkiem oczywiste, że to dopiero zygota całej wizji Nintendo.”

    Jakie to dziwne, że świat nie może przeżyć kolejnej konsoli w wersji beta. Przecież powinni łykać wszystko jak młode pelikany. Howgh.

  4. 15:26 09.03.2017
    misio-puchatek

    Niektórzy twierdzą, że wpływ na switchowe ceny mają przede wszystkim kartridże, które są bardziej kosztowne w produkcji od płyt. – Totalna bzdura. Przy masowej produkcji koszty nośnika (jakiegokolwiek) to centy. Pewnie nawet złamane na pół. Serio uważacie, że nagle płyta BD czy kartridż kosztuje, w przeliczeniu, prawie 50zł sztuka?
    Już wieki temu było powiedziane, że koszty nośnika nie mają żadnego wpływu na cenę gry, a liczy się jedynie koszt licencji lub widzimisię wydawcy/producenta. Gdyby było inaczej ceny cyfrowych wersji byłyby kilkadziesiąt zł niższe. A jest tak?

    Może jednak przestańcie nawet sugerować takie bzdury. Powiedzcie wprost, że Nintendo liczy na jak najszybszy zarobek póki jeszcze może. Ceny ich gier są kosmiczne. Za Bombermana, który nijak nie jest megaprodukcją rzucają cenę 50$.

    Ukryj odpowiedzi()
  5. 22:18 09.03.2017
    RealWaaagh

    Ja kupiłem Switch dla 1,2 Switch, więc nie piszcie że nikt.