Zmien skórke
Logo Polygamii

"Najlepiej sprzedająca się konsola Nintendo w Stanach Zjednoczonych" to ładny tytuł, ale co tak serio oznacza?

Historyjka o jednych takich, co podnoszą się z kolan.

Lubicie przechwalanie się wynikami sprzedaży? Nintendo lubi, ale nie można im się dziwić, skoro ich najnowsza konsola jest następcą wielkiego przegranego tej branży (Wii U). To musi być mocno uspokajające dla włodarzy tej firmy. Być może już słyszeliście, że Switch w Europie sprzedaje się lepiej niż jakakolwiek wcześniejsza konsola Nintendo, wliczając w to DS-a i rewolucyjne pod pewnymi względami Wii. Nie od dziś jednak wiadomo, iż to nie nasz rynek jest najważniejszy dla japońskiego molocha.

zeldziochaCzas na Stany Zjednoczone. Według analityków z NPD Group, dzięki marcowym wynikom i w Ameryce jest to „najlepiej sprzedający się sprzęt w długiej historii Nintendo”. To ładny tytuł. Ale co za nim tak naprawdę się kryje? 906 tysięcy konsol opchniętych w samym marcu. I analogicznie 925 tysięcy switchowych egzemplarzy The Legend of Zelda: Breath of the Wild (którego magię obecnie u nas poznaje Maciu). Wyższa sprzedaż gry od konsoli oznacza po prostu, że sporo osób kupiło dwa egzemplarze: kolekcjonerkę, której nie odpakowali, oraz normalną, dzięki której rozpoczęli swoją przygodę w Hyrule. Wartym odnotowania jest wynik Zeldy na Wii U – prawie pół miliona kopii robi spore wrażenie.

Nintendo obiecało, że 27 kwietnia poda nareszcie oficjalne, globalne statystyki ich nowego dziecka. Po co zatem puszczać w media mniejszą notkę o samych Stanach? Chciałbym napisać – dlatego, że obecnie sprzedaż zwolniła, a miejsce Switcha na ściance zajął Xbox Scorpio (czy jakkolwiek go tam nazwą). Ale przecież za chwilę premiera Mario Kart 8 Deluxe. Który, choć odgrzewany, jest hitem największego kalibru. Biorąc pod uwagę, że Switch prawdopodobnie uniknie tak sromotnej klęski, jaką zaliczyło Wii U, nawet przestaję się gniewać, iż ponownie wydają „ósemkę”. Na pewno doczekamy się następnego numerowanego MK na tej generacji Nintendo. Ale nie mamy pewności, że będzie aż tak dobry.

O tym, że japoński moloch musi się naprawdę postarać, by sprzedaż Switcha nie zwolniła, pisałem przy okazji naszego tekstu podsumowującego pierwszy miesiąc konsolki. Warto też przypomnieć, że wczoraj poznaliśmy daty premiery następnych głównych dań: ARMS i Splatoon 2. Lato w magicznym świecie Nintendo multiplayerem stoi. I dlaczego by nie?

Adam Piechota

Więcej na temat:

  1. Raidenorius
    00:09 15.04.2017
    Raidenorius

    Niezależnie od wyników sprzedaży w pierwszym miesiącu, NSwitch potrzebuje dużych tytułów adresowanych do gracza z zachodu.
    MK8 nie jest takim tytułem. Mam wrażenie, że interesuje bardziej tych, którzy już tę grę ograli na WiiU i wiedzą, jak jest dobra, niż nowych, potencjalnych użytkowników sprzętu Nintendo. Co do kolejnej części, to nie byłbym taki pewny, czy wyjdzie – każda konsola Big N otrzymywała jednego Mario Kart i tyle. Ponowne wydanie Mario Kart 8 (kojarzonego z nieskończonością – ∞) jest czymś zupełnie nowym, natomiast nie wiem, czym Mario Kart 9 miałby zachęcać/w czy być lepszy od „ósemki”.

    Sprawa Mario Kart pokazuje, że gracze skupieni na zachodnich tytułach, nie przełamią się i nie sięgną po coś z lepszą rozgrywką, jeżeli grafika, czy niektóre mechanizmy rozgrywki będą odbiegały od, kreowanych przez lata, standardów. Aby to przełamać, potrzebne są takie gry jak Zelda, a póki co ich nie widać (Arms nie ma szans u „hardcorowych” graczy, a Splatoon 2 to już nie taki przełom jak jedynka – generalnie można go określić odgrzewanym kotletem, tyle że z przyprawami najwyższej jakości). Mario Odyssey też nie przekona tych graczy.

    Nintendo poprawiło marketing i nie ma mowy o powtórce z WiiU. Sam pisałem, że 50-60 mln NSwitch rozejdzie się w 4 lata od premiery, lecz nie będzie na to szans, jeżeli zmarnują pierwszy rok.

    Jako posiadacz WiiU nie mam, póki co, najmniejszego zamiaru kupować NSwitch. Konsole przenośne nigdy mnie jakoś nie interesowały, a resztę, jak dotąd, zapewnia WiiU.