Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaNa tapecie: Mass Effect: Andromeda

Czy latające płaszczki to wystarczająca oznaka obcej galaktyki? O co chodzi z barierą językową w Andromedzie? I czemu wjeżdżamy na dziewczynę Dominika?

Facebook Twitter Google Wykop

Uwaga: w tekście znajdują się drobne spoilery z pierwszych godzin gry

 

Bartek Stodolny: Andromeda jest durna. Dialogi pisał 12-latek, a sceny romansów jego 6-letni brat. Do tego interfejs był projektowany przez małpę, a liczba zadań kurierskich wywołałaby skok adrenaliny u lokalnego pana z UPS. Sama fabuła jest po prostu naiwna i zrobiona z myślą o nastolatkach, i naprawdę – jeśli jeszcze raz ktoś powie do mnie „pionierze”, poszukam moda na strzelanie do cywili.

Muzyka w Andromedzie trzyma przyzwoity poziom, ale to ten utwór jest chyba najlepszy

Mimo tego gra mi się zadziwiająco dobrze i „czyszczę” praktycznie każdą planetę. Bo co z tego, że historia jest taka a nie inna? To przecież space opera, tam ma być głupio, z patosem i niemal nadnaturalnym bohaterstwem. Oryginalna trylogia była taka sama (choć lepiej napisana). Oto przed nami człowiek, którego wygodnie nazwano Shepard, co wcale nie kojarzy się z pasterzem prowadzącym swój lud do zbawienia. Oczywiście TYLKO ON może uratować galaktykę przed krwiożerczymi, gigantycznymi robotami, które za swoich przydupasów mają mniejsze, ale równie krwiożercze… roboty. Zbuntowaną SI, która postanowiła powstać przeciw swoim twórcom i teraz walczy ze wszystkim co organiczne. Motyw jak dotąd nigdzie niewykorzystywany…

Dominik Gąska: Ja bym nie miał nawet problemu z patosem, ale tu jest więcej problemów. Ci bohaterowie potrafią gadać rzeczy po prostu głupie albo nawet przeczyć samym sobie w ciągu jednej wypowiedzi. „Największy problem z badaniem ras, które wyginęły, polega na tym, że ich przedstawiciele nie żyją”, mówi w swoim dzienniku wybitna pani antropolog (czy archeolog). No serio. Serio wybitna. Jak słucham tego, co ci ludzie i nieludzie mówią, to chcę sobie momentami rwać włosy z głowy. I myślę sobie „co wy mówicie, ludzie i nieludzie, to nie ma żadnego sensu”.

Ale poza tym, poza momentami kiedy z kimś gadam, jest świetnie. Mam mega frajdę z biegania i strzelania, z rozwijania postaci, z tworzenia sobie broni i próbowania ich w działaniu. To jest dla mnie strasznie dziwne. Bo BioWare zawsze było dla mnie firmą, która robiła gry, hmm, odwrotne od tej. W których postacie były ciekawe i chciało się z nimi spędzać czas, w których fabuła angażowała i to pomagało wybaczać niedostatki w rozgrywce. A w Andromedzie to rozgrywka pomaga wybaczać niedostatki całej reszty.

Dialogi pisał 12-latek, a sceny romansów jego 6-letni brat

Dziwnie mi z tym, ale tak ostatecznie i szczerze – dużo bardziej „growa” jest ta Andromeda od poprzednich Mass Effectów. Dużo lepiej działa jako zabawka, nawet jeżeli dużo gorzej jako historia. Więc… Hmm… Czy to nie oznacza, że to jest lepsza gra?

BS: I to jest dla mnie kolejny problem Andromedy – te postacie są zupełnie nieciekawe. Ani trochę nie interesuje mnie historia rodziny Ryderów, a kolejne wspomnienia ojca Pionierów zbieram, bo akurat są na mapie. Poza tymi początkowymi żadnego jeszcze nie odsłuchałem. Zresztą podobnie jest z postaciami drugoplanowymi. Liara była dla mnie super i chłonąłem każdą informację na jej temat. A taka Peebee… Pani hipster, która nikogo nie potrzebuje, nie angażuje się i w ogóle jest anty.

A odnośnie mądrych dialogów, to scena między panią Ryder i Suvi z Tempesta chyba na zawsze zostanie w mej pamięci:

– Ej, Suvi! Podobasz mi się. Tak wiesz, jako kobieta.

– Rydeeeeeer! No weeeeź nooooooo.

– A, to sorry…

– Nie no, w sumie ty mi też.

(…) poza momentami kiedy z kimś gadam, jest świetnie

Przewidywalna emo-gotka, jednowymiarowa pani hipster czy dobra postać?

DG: Ej, ale Peebee jest super! To oczywiście kolejna wariacja na temat dziewczyny z sąsiedztwa (TIFA NA ZAWSZE), na którą lecą tacy ludzie, co to nie mają życia i spędzają cały dzień z grą RPG, ale ona im wyszła. Lubię ją. Coś z tego będzie!

BS: Mi ona lata. Wkurzają mnie takie postacie, co próbują być inne na siłę. I ten nieszczęsny „porz-tech”. Poza tym, kto jej ten pasek na oczach namalował?

DG: ODCZEP SIĘ OD MOJEJ DZIEWCZYNY. To jest emo-gotka-obcy w kosmosie, ja to kupuję.

Patryk Fijałkowski: No ja też z Peebee romansowałem, ale tylko dlatego, że Suvi nie chciała. Więc tak o, z braku laku. To jest bardzo nudna postać, bo przewidywalna, jednowymiarowa, ograna. Sporo takich w Andromedzie, zdarzają się niemal na każdym kroku, choć sama galaktyka jest dziwnie cicha.

BS: No właśnie, Andromeda to strasznie puste miejsce. W Drodze Mlecznej mamy trzy główne rasy (cztery z ludźmi) i masę dodatkowych. Jest cywilizacja, kwitnie handel, Cytadela i tak dalej. A tutaj nic. Dwie inteligentne rasy, z których jedna zła, bo tak. Ani jednego dużego miasta, jak nie dżungla, to pustynia albo Hoth.

DG: Bartek, to jest w ogóle coś, co prowadzi do innego spostrzeżenia – BioWare myśli o galaktykach jak ludzkość o krajach albo, no może, kontynentach. Jak o o miejscach, którym można przypisać konkretne cechy. „O, widać, że nie jesteśmy już w Drodze Mlecznej”, mówi Ryder po zobaczeniu jakichś tam latających płaszczek. To mi też nie gra. Znaczy ze mnie żaden astronom, ale wydaje mi się, że galaktyka to nie jest to, co BioWare myśli, że jest. 😉

PF: Obiecująca wizja zupełnie nowej galaktyki wyszła studiu w kratkę. I znowu wynika to z kiepskiej jakości pisania. Kiedy wspominam teraz towarzyszy Rydera – przepraszam, PIONIERA – dochodzę do wniosku, że naprawdę ciekawie napisanymi ziomkami był tylko Drack z Jaalem. Oferowali więcej niż wydawało się na pierwszy – a nawet drugi – rzut oka.

Najlepszy skład? A może macie lepszą kombinację?

BS: Drack bardzo super, bo to taki prawdziwy kroganin. Nie patyczkuje się, mówi, co myśli, jest bardzo bezpośredni. I kurde, te jego opowieści wojenne i zwracanie się do każdego „młoda/młody”. Za to Jaal urzekł mnie tym, że jako jedyny zachowuje się tam jak ktoś, kto właśnie ma styczność z zupełnie obcą cywilizacją. Bo mam wrażenie, że wszyscy przybysze z Drogi Mlecznej traktują Andromedę jak miejsce, do którego leci się na wakacje. Nic nie dziwi, obce rasy nie zaskakują, a jedynym komentarzem jest: „No, u nas w sumie nie ma takich drzew”.

DG: Ja Jaala nie lubię i z nim nie gadam, bo nie mogę skumać, w jaki właściwie sposób z nim gadam. No bo z jednej strony gra mocno sugeruje, że się jakieś automatyczne tłumaczenie z obcego na angielski gdzieś dzieje (no bo tak na serio przecież musi, inaczej trzeba by zaakceptować, że obcy z jakiegoś powodu mówią płynnym angielskim). A z drugiej jest kwestia dialogowa, w której Jaal pyta o jakiś idiom angielski, którego nie zrozumiał. No to halo. Kolejna rzecz, która nie ma żadnego sensu. No bo jak tam coś automatycznie tłumaczy, to przecież idiomy nie powinny być problemem innym od reszty języka.

PF: Otóż to. Czasami zdaje się, że BioWare nie może się zdecydować czy Andromeda to zupełnie obce, niezrozumiałe miejsce, czy jednak po prostu kolejna garstka standardowych planet, kosmiczne last minute. Raz komunikacja z kettami jest niemożliwa i to jest świetne, ten problem w porozumieniu się z wrogiem, dyskomfort, żelazna bariera językowa, a zaraz potem płynna, bezproblemowa nawijka z angara.

Tutaj przeczytacie naszą recenzję Mass Effect: Andromeda.

Dziwnie mi z tym, ale tak ostatecznie i szczerze – dużo bardziej „growa” jest ta Andromeda od poprzednich Mass Effectów. Dużo lepiej działa jako zabawka

BS: Tak samo przy pierwszym spotkaniu z Archontem – który jest chyba najnudniejszym „głównym złym” w historii gier BioWare’u – nagle bez problemu wszyscy się dogadują po angielsku. Trochę się to nie trzyma kupy.

DG: No bo to wszystko wyglada tak, jakby to pisało dziesięciu ludzi niemających ze sobą żadnego kontaktu. A potem nikt nie przeczytał tego w całości.

PF: Tam coś chyba między wierszami jest o jakimś urządzeniu tłumaczącym albo ja je sobie ubzdurałem… No bo skąd niby, do cholery, jakiekolwiek urządzenie miałoby tłumaczyć coś, o czym wcześniej nie miało pojęcia?

DG: Tak, ja też tak to odebrałem – że jest tłumaczenie jakieś tam gdzieś. Jak ono działa, nieważne. Jest więcej bzdur tam naukowych, choćby teleskopy szybsze niż światło. Ale jak już wymyślili, że mają magiczne urządzenie do tłumaczenia, które działa cholera wie jak, to mogliby się tego trzymać.

BS: Tylko pamiętaj, że ludzie w Andromedzie byli rok przed Ryderem. Więc tłumacz miał czas ogarnąć języki obcych. A teleskopy szybsze od światła wzięli niby z technologii Gethów, które potrafiły się porozumiewać z prędkością nadświetlną.

DG: Bo to jest po prostu niespójne. Ja nie mam problemu, kiedy fikcja sobie wymyśla jakieś rzeczy. Nie muszą mi tego tłumaczyć. Nie potrzebuję nawet takiego wyjaśnienia jak twoje, Bartek. Tylko jak już coś wymyśliliście, to się tego trzymajcie i zachowujcie się tak, jakby to faktycznie działało. A nie, on się wykłada na jakimś idiomie, bo ktoś pomyślał, że to fajny dialog (a nie jest).

BS: Ale ja się zgadzam. Skoro mają magicznego tłumacza, niech działa on sprawnie.

PF: I właśnie m.in. takie pierdoły mnożą się, pokazując niezdarność scenariusza.

DG: Dziwi mnie tylko, że to wydaje się nie przeszkadzać graczom. Gracze się zafiksowali na animacjach, a nikt tak naprawdę nie mówi o jakości dialogów – to jest coś, co zostaje u nas, w prasie. Bo nas to obchodzi. A ogółu nie, myślicie?

BS: Ja myślę, że to wynika z tego, że większość krytykujących animacje nie grało, tylko obejrzało śmieszne kompilacje na YouTubie.

Bardzo ciekawy materiał dotyczący felernych animacji w Andromedzie

(…) mam wrażenie, że wszyscy przybysze z Drogi Mlecznej traktują Andromedę jak miejsce, do którego leci się na wakacje

PF: Niektórzy też tego nie widzą, nie są na to wyczuleni, łykają całą tę fantazję, trawią między pięknymi widokami, fajnym strzelaniem i tym „że to przecież Mass Effect”. Ale z filmami czy książkami też się często widzi taki rozstrzał w opiniach. Czy to kwestia jakiejś wrażliwości językowej? A może chodzi o niższą poprzeczkę stawianą grom wideo, że tutaj więcej głupot przechodzi, bo to przecież gra? I niektórzy na to pozwalają, zwyczajnie dlatego, że podczas rozgrywki szukają czegoś innego.

Oj, widoki to ta gra ma...

DG: I akurat te inne rzeczy Andromeda daje, i to naprawdę w dużych ilościach. Więc teraz pytanie – czemu takie baty dostała ta gra? Bo oceny 7/10 dla wysokobudżetowej produkcji i twoje, Patryku, 3/5 to jest ewenement jednak. W sensie – czemu akurat ona? Bo nie jest tak, że popełnia grzechy, których nie można zarzucić innym grom z górnej półki.

BS: Nie wiem, pewnie to indywidualna sprawa każdego odbiorcy. Ale prawda jest taka, że kiedy przestałem zwracać uwagę na głupoty dialogowe i ogólny poziom scenariusza, zacząłem się świetnie bawić. Bo fajnie jeździ się tym Nomadem, fajnie się kolonizuje planety i fajne jest to, że te kolonie potem żyją własnym życiem, a nie na zasadzie „okej, zadanie odfajkowane, możesz zapomnieć”.

DG: Ja w tym momencie nie kwestionuję, bo rozumiem tę ocenę, ale może to jest okazja żeby powiedzieć sobie, że ogólnie za wysoko oceniamy gry? Że właśnie skoro tak wiele z nich ma takie problemy, to może powinniśmy trochę zmienić standardy – oczekiwać więcej?

PF: Wszystko zależy od kontekstu. Wiadomo, że nikt nie będzie beształ Dooma za to, że postacie nie mają skomplikowanych portretów psychologicznych. Ale to Mass Effect, BioWare, RPG – podczas oceny kluczowe są takie aspekty jak fabuła, bohaterowie czy dialogi. To tętno podobnych gier. Dlatego tutaj słabsze oceny miały sens nawet w świecie wyjątkowo przychylnych recenzji dla większości tytułów AAA.

Co nie zmienia faktu, że jakaś część mnie ma nadzieję, że to też znak, że być może branża doszła do punktu, w którym nie jest już taka wyrozumiała dla hiciorów. Za dużo dobrego się ostatnio dzieje, zarówno wśród grubych ryb, jak i na scenie niezależnej; trzeba jakoś oddzielić rzeczy naprawdę unikatowe od rzemieślniczej, nierównej roboty za miliony dolarów – a taką jest właśnie Andromeda. Czasami lepszą, czasami gorszą, ale pozbawioną prawdziwej wizji robotą rzemieślników.

BS: Wchodzisz na bardzo grząski grunt z tymi ocenami. W końcu recenzja, wbrew temu, co wiele osób twierdzi, jest subiektywną oceną. To, co spodoba się jednemu, drugiemu niekoniecznie musi. Zobacz choćby na Numenerę. Powszechnie mówiło się, że to genialna gra i objawienie, a Dominikowi jednak coś nie podeszło. I jestem pewien, że gdzieś są gracze, dla których Andromeda to 10/10, GOTY i tak dalej.

Choć dla mnie faktycznie to przyjemna eksploracja pozbawiona jakiejś głębi. Nie tyle z kulejącą fabułą, co pełna nieścisłości i głupich błędów.

PF: No, akurat sam główny wątek i ogólnie, powiedzmy, sceneria fabularna były dla mnie jedną z największych zalet Andromedy… dopóki ni stąd, ni zowąd nie dostałem komunikatu, że przede mną ostatnia misja. Pomyślałem wtedy z szeroko otwartymi ustami: serio? To już? To… wszystko? Poza tym nawet kiedy spojrzymy na aspekt samej rozgrywki w Andromedzie, to znajdziemy trochę minusów – przede wszystkim nieprzyzwoicie dużo bugów i kilka niewygodnych rozwiązań. Zauważyliście, jak drzwi na Tempeście czasem każą czekać na siebie z otwarciem? Albo jak długo otwiera się je (hakuje? bo tak to wygląda) na Kadarze? Podróże między planetami już na szczęście poprawiono, ale uciążliwe zadanka, które każą nam zjeździć pół galaktyki nigdy nie znikną…

No, ale ja już się o tym dużo nagadałem gdzie indziej. A skoro jesteśmy przy ocenianiu, to jakbyście w takim razie ocenili Andromedę, gdybyście to Wy zajmowali się jej recenzją? Jak byście mnie, koledzy, wyręczyli?

BS: Nie skończyłem jej jeszcze. Mam 30 godzin na liczniku, a zrobiłem dopiero ze trzy planety. Ale patrząc po tym, co już wiem, pewnie dałbym jej 3,5. Fabuła jest durna jak na space operę przystało, więc to nie minus, ale miałkich postaci już nie podaruję. Podobnie jak nie podaruję licznych idiotyzmów. Za to sama eksploracja bardzo na plus i pod tym względem jest dużo lepiej niż w starych Mass Effectach.

DG: Ja mam dokładnie tę samą nadzieję, co Patryk. Że to, co się wydarzyło wokół Andromedy, jakkolwiek trochę dla mnie niezrozumiałe, jest ogólnie pozytywnym sygnałem na przyszłość. Z dwóch powodów. Po pierwsze – jak napisałeś – fajnie, jakbyśmy wszyscy nauczyli się być trochę bardziej krytyczni w stosunku do wysokobudżetowych hitów. Dobrze by to zrobiło i graczom, i recenzentom. Bo ja w ogóle odniosłem wrażenie, że dopiero kiedy Rock Paper Shotgun napisał swoje bardzo negatywne wrażenia z pierwszych 10 godzin, reszta serwisów zaczęła bardziej krytycznie pisać o tej grze. Zwróćcie uwagę, że pozostałe z tych zapowiedzi były w większości optymistyczne i w klimacie „jest potencjał, chcę grać dalej, bla bla”. A później jakby wszyscy nagle odetchnęli z ulgą i stwierdzili: „Ej, to tak można pisać o wielkiej grze za miliony dolarów? No to lecimy!”.

I zrobiło się ciekawie dzięki temu w recenzjach – jest przecież też trochę pozytywnych, są umiarkowane, są bardzo negatywne. Jest fajna dyskusja i fajny ferment. Tak powinno być przy każdej wielkiej premierze. Gdzieś na Fejsie mignęło mi ostatnio, że Orwell powiedział: „dziennikarstwo to drukowanie rzeczy, których ktoś nie chce zobaczyć wydrukowanych – reszta to public relations”. Fajnie się czasami poczuć jak ktoś więcej niż tylko PR-owiec wielkiej firmy.

I chyba graczom też dobrze czasami zobaczyć, że dziennikarze growi są po ich stronie. A jak bym sam ocenił? 3 albo 3,5. Z zaznaczeniem, że to dobra, pozytywna ocena.

PF: Z tym przewodnictwem Rock Paper Shotgun się nie zgodzę, bo nawet przy okazji recenzji wciąż było dużo bardzo przychylnych opinii. Andromeda wywołuje po prostu skrajne emocje. Poza tym najpierw pojawiały się wrażenia z trzech godzin (same pozytywne w gruncie rzeczy), dopiero potem z dziesięciu (zaczęły się narzekania).

Zgodzę się natomiast, koledzy Pionierzy, że Mass Effect: Andromeda to cholernie ambiwalentna gra. Dobrze byłoby, gdyby wszyscy, po obu stronach barykady, wyciągnęli z niej jakieś wnioski.

Mass Effect: Andromeda brali na tapet: Patryk Fijałkowski, Dominik Gąska, Bartek Stodolny.

  1. Sasilton
    10:34 13.04.2017
    Sasilton

    Nie kumam jednego. Jak można romansować z Suvi? Facetka się otruła, bo lizała kamienie na obcych planetach.

    Ukryj odpowiedzi()
  2. 11:20 13.04.2017
    friedrich

    „Oczywiście TYLKO ON może uratować galaktykę przed krwiożerczymi, gigantycznymi robotami, które za swoich przydupasów mają mniejsze, ale równie krwiożercze… roboty. ”

    Ale że co? Przydupasami żniwiarzy był podporządkowany gatunek organiczny (podejrzewano że były to resztki protean choć wyjasnienia chyba pewnego w grze nie było). A Gethowie (Gethci?) to zupełnie inna bajka.

    A pomysł ze Żniwiarzami czyli rasą robotów zajmującą się pracami polowymi z wykorzystaniem cywilizacji istot organicznych był bardzo ciekawy i jak na gry – odkrywczy. Przecież gdyby nie Żniwiarze w galaktyce nie pojawili by się zapewne nie tylko ludzie ale i dziesiątki (setki/tysiące) innych wcześniejszych gatunków. To oni dokonując „żniw” robili miejsce dla nowych cywilizacji i ras. Ciekawe tylko jak potraktowali by gethy: w końcu to tez roboty…

    Co do Andromedy: mam za sobą ok. 10 godzin, bardzo mi się podoba klimat, misje na razie także. Dobija mnie twarz Rydera bo jest taka miałka z tymi pypciami zarostu (niestety nie zmieniłem na wejściu mu wyglądu bo myślałem że będzie wyglądał jak człowiek (np. Shepard) a nie memeja. A teraz już za późno bo nie będę zaczynał dla wyglądu zwłaszcza że gdzie tylko mogę biegam w hełmie). Ale po ustawieniu dźwięku surround i podkręceniu głośności jest super. Za to wywaliłem przy pierwszej możliwej okazji tę babkę z fryzurą na bok. Kto ją czesał? No kto?

    Ciekawostka: na opakowaniu wersji na XONE mam polskie napisy, polski dźwięk, polska instrukcja. Oczywiście dubbingu nie ma – mam więc opakowanie z błędem które – jak błędy filatelistyczne – może tylko zyskiwac na wartości 🙂

  3. 12:00 13.04.2017
    Andrzej

    Problemem Andromedy i Mass Effecta w ogóle, jest to, że ludzie traktują tą grę jako science-fiction. A to trochę tak jakby do gatunku SF zaliczyć Star Wars… a nie wiem czy SW bardziej by się do tego nie nadawały.

    Takie traktowanie historii, która z wierzchu i wyglądu jest SF, a w pod spodem zwykłą, oklepaną fantasy powoduje straszny dysonans. Bo szuka się w tym myśli technologicznej, spojrzenia futurystycznego, problemów globalnych z jakimi ludzkość może spotkać się tylko w przyszłości, ale to wszystko jest tłumaczone logiką i narracją fantasy. Efekt jest taki, że żeby to wrażenie zatrzeć twórcy uderzają w patos, a przed nim samym uciekają grzęznąć w jeszcze większy patos.

    Aczkolwiek narzekanie na płytkość fabuły mnie z gruntu nie rusza… nie jestem graczem specjalistą, panem recenzentem itd, ale ja gry z dobrą fabułą nie uświadczyłem nigdy… Inną sprawą jest fakt, że fabuła powinna być przede wszystkim dobrze prowadzona a nie być ciekawa. Dobrze opowiedziana historia gościa, który wyszedł po pieczywo, może być zdecydowanie fajniejsza niż pełna patosu, kolejna opowiastka o ratowaniu świata.

    A jeszcze inną sprawą jest fakt, czy gry w ogóle potrzebują fabuły, ale to już jest temat na inną okazję:D

    Ukryj odpowiedzi()
    • 13:11 13.04.2017
      simpson

      zgadzam się ze wszystkim, aczkolwiek znam gry z dobrą fabułą.

    • 14:34 13.04.2017
      Dominik Gąska

      Tak bardzo się zgadzam, szczególnie z tą częścią o fabule vs. sposobie jej prowadzenia. No dokładnie, nigdy praktycznie w grach nie masz jakichś odkrywczych fabuł, bo ich to jest w ogóle mało wszędzie. Kultura popularna to żerowanie głównie na tym, co już było i co się dobrze sprawdza, i nie ma z tym jakiegoś problemu.

      Ja mam tu swojego konika – Gone Home (Maciu nie lubi ;(). To jest dla mnie idealny przykład tego, o czym mówisz. Tej historii o facecie i pieczywie. A gracze się rzucili i zaczęli ją rozrywać na kawałki, że banalna. No kurna! Większość uniwersalnych opowieści jest banalna jak je do tego banału zredukować. Cała sztuka w przedstawieniu ich w sposób niebanalny, co moim zdaniem w Gone Home wyszło świetnie.

  4. TurboGad
    14:07 13.04.2017
    TurboGad

    „Największy problem z badaniem ras, które wyginęły, polega na tym, że ich przedstawiciele nie żyją” – ja wiem, że „wyrwane z kontekstu” to najpopularniejsza wymówka jak kogoś przyłapie się na gadaniu głupich lub kontrowersjach rzeczy, to jednak w tym przypadku tak jest. Później wyraźnie Liara mówi, że to oznacza, że socjolog nie ma nic do roboty, bo nie ma czego obserwować i badacze innych specjalności pochylający się nad tematyką danej cywilizacji mają pole do popisu. Przypomina mi się ostry spór z kolegą o „a kto umarł, ten nie żyje”. Wg kolegi nie ma głupszego wyrażenia, a wg mnie to genialny opis stanu rzeczy jeśli użyć go w odpowiednim kontekście. Prawie kufle (takie fest ciężkie) sobie na łbach o to porozbijaliśmy.

    Tak w ogóle to te zarzuty o to, że dialogi pisali gimnazjaliści (niektóre są faktycznie bardzo słabe) w kontekście konwersacji o translatory pokazują popularny problem. „Incepcji” zarzucają niektórzy dziury fabularne, podczas kiedy po prostu nie uważali jak coś było wyjaśniane (to, że wyjaśnienie było słabe i zaburzało narrację w jakimś stopniu to inna sprawa, ważne że było). To samo z odbiorem „Gry o tron”, co świetnie podsumowano w Honest Trailers. Ludzie znają tylko parę głównych postaci, a cała reszta to dla nich „ten gościu”/”ta baba”, no to jak mają śledzić przebieg tytułowej gry jak nie wiedzą kto jest kim, z kim trzyma, po której stronie stoi?

    Wracając do Andromedy – translatory to część „lore” ME i parę razy postaci odnoszą się do nich bezpośrednio, np. w sytuacji, w której czyjaś funkcja nie została przetłumaczona, bo jest trudna do określenie „po ludzku”. Zresztą, już w ME3 Vega rzuca „like shooting fish in a barrel” i jak drugim towarzyszem jest Garrus to musi mu tłumaczyć co to znaczy, bo turianin nie zna tego idiomu.
    Przyczepić się można, że przy pierwszej wizycie na Aya angara translatory podejrzanie szybko się adaptują (to, że już ponad rok wcześniej ludzie mieli kontakt z angara w ogóle nie ma znaczenia, bo to byli ludzcy odszczepieńcy i angara, z którymi „centrala” nie utrzymuje kontaktu). Akurat Archon mówiący „po ludzku” (bo niekoniecznie po angielsku, może to być np. język salarian – co byłoby zresztą najbardziej logiczne) doskonale wpisuje się w to, że dosłownie i w przenośni adaptują inne cywilizacje.

    Zgodzi się można z kolei z tym, że to bardzo „growy” ME – strzelanie, elementy platformowe, nawet (dzięki skanerowi) point and click tutaj mamy.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 09:08 14.04.2017
      JaroWars

      „Ludzie znają tylko parę głównych postaci, a cała reszta to dla nich „ten gościu”/”ta baba”, no to jak mają śledzić przebieg tytułowej gry jak nie wiedzą kto jest kim, z kim trzyma, po której stronie stoi?”

      To tak nie działa. Ludzie nie kojarzą imion, ale tylko dlatego, że, inaczej niż choćby w takim The Walking Dead, nie są nimi bombardowani na prawo i lewo. Ale mimo wszystko wiedzą coś o tej postaci, potrafią ją scharakteryzować. Bo brutalna prawda jest taka, że imię to po prostu pewien środek prostej identyfikacji.

      A udowodnię to następującym przykładem. Masz dziewczynę? To teraz wyobraź sobie, że zamiast XYZ nazywa się Justyna (oczywiście zakładam, że jej rzeczywiste imię brzmi inaczej) i powiedz mi, co zmienia to w Waszej relacji.

      No właśnie.

      Ukryj odpowiedzi()
      • TurboGad
        10:23 14.04.2017
        TurboGad

        Ale mnie nie chodziło o to, że ludzie nie kojarzą imion postaci, bo to jest akurat najmniejszy problem. Ja to widzę tak, że wielu widzów nie kojarzy postaci w ogóle – tzn. co zrobiła wcześniej, jakie jest jej miejsce w opowieści. Ja sam nie zawsze mam pamięć do imion, ale np. kojarzę, że „ten typ z rudą brodą nienawidzi Starków, bo [powód]”. Może źle się wyraziłem, bo mi chodziło o nie kojarzenie wątku danej postaci drugoplanowej, a nie koniecznie jej imienia, bo to faktycznie nie jest tak istotne.

  5. 16:04 13.04.2017
    friedrich

    Dlaczego nie mogę napisać komentarza??? Dwie różne sieci, dwa różne kompy. I nic.

    Ukryj odpowiedzi()
  6. 16:09 13.04.2017
    friedrich

    Oczywiście TYLKO ON może uratować galaktykę przed krwiożerczymi, gigantycznymi robotami, które za swoich … mają mniejsze, ale równie krwiożercze… roboty. ”

    Ale że co? Pomocnikami żniwiarzy był podporządkowany gatunek organiczny (podejrzewano że były to resztki protean choć wyjasnienia chyba pewnego w grze nie było). A Gethowie (Gethci?) to zupełnie inna bajka.
    A pomysł ze Żniwiarzami czyli rasą robotów zajmującą się pracami polowymi z wykorzystaniem cywilizacji istot organicznych był bardzo ciekawy i jak na gry – odkrywczy. Przecież gdyby nie Żniwiarze w galaktyce nie pojawili by się zapewne nie tylko ludzie ale i dziesiątki (setki/tysiące) innych wcześniejszych gatunków. To oni dokonując „żniw” robili miejsce dla nowych cywilizacji i ras. Ciekawe tylko jak potraktowali by gethy: w końcu to tez roboty…

    Co do Andromedy: mam za sobą ok. 10 godzin, bardzo mi się podoba klimat, misje na razie także. Dobija mnie twarz Rydera bo jest taka miałka z tymi pypciami zarostu (niestety nie zmieniłem na wejściu mu wyglądu bo myślałem że będzie wyglądał jak człowiek (np. Shepard) a nie memeja. A teraz już za późno bo nie będę zaczynał dla wyglądu zwłaszcza że gdzie tylko mogę biegam w hełmie). Ale po ustawieniu dźwięku surround i podkręceniu głośności jest super. Za to wywaliłem przy pierwszej możliwej okazji tę babkę z fryzurą na bok. Kto ją czesał? No kto?

    Ciekawostka: na opakowaniu wersji na XONE mam polskie napisy, polski dźwięk, polska instrukcja. Oczywiście dubbingu nie ma – mam więc opakowanie z błędem które – jak błędy filatelistyczne – może tylko zyskiwac na wartości 🙂

    Ukryj odpowiedzi()
    • 16:43 13.04.2017
      Than

      [SPOILER oryginalnej trylogii] Było wyjaśnione z całkiem dużą pewnością w ME2 oraz później jeszcze dobitniej powiedziane w ME3 że Zbieracze to Proteanie. I tak BTW, wywaliłeś Corę przez fryzurę? Serio? Jej fryzura pasuje do jej stylu bycia, komandoski. To Ashley w ME3 miała komediową fryzurę, kto to widział żeby w pięknie ułożonych, długich włosach biegać po polu bitwy 😀

      Ukryj odpowiedzi()
      • 16:54 13.04.2017
        friedrich

        Tak jest – Cora mnie wkurza.

        A Ashley chyba – bo nie pamiętam już dokładnie czy to była ona – uśmierciłem w ME1 gdy trzeba było wybrać kogo trzeba poświęcić. Sorry – ale potrzebowałem łepka do włamywania się do szafek wiec pani poszła sobie precz.

        I jak mówiłem – dawno grałem i kojarzę że to mieli być proteanie ale nawet nazwy – zbieracze – nie pamiętałem 🙂 Najbardziej jednak brakuje mi w Andromedzie Quarian a dokładniej Quarianek. Asari mnie nie kręcą 😉

        Ukryj odpowiedzi()
        • 17:19 13.04.2017
          Than

          Asari były świetne w trylogii, Liara i Samara, super postacie. Aczkolwiek Tali była równie świetna co Liara, obowiązkowa opcja romansowa dla męskiej postaci (żeńską zawsze wybierałem Liarę, a przeszedłem trylogię naprawdę wiele razy), nigdy nie poszedłem w romans z Mirandą w ME2 z powodu Tali właśnie 😉 Nie wiem czy to nie spoiler, ale natknąłem się na info w ME:A, że pozostałe rasy, Hanarzy, Quarianie itp mają przylecieć do Andromedy z opóźnieniem, więc w nastepnej częsci będą zapewne.

  7. 16:14 13.04.2017
    Than

    Wszyscy, którzy narzekają na ilość obcych nam ras powinni pamiętać, że akcja gry nie dzieje się w całej galaktyce Andromedy, a jedynie w Gromadzie Helios, składającej się z różnych Systemów Gwiezdnych, po których to podróżujemy właśnie. (jestem po 30h gry w ME:A, ale nie wydaje mi się żeby akcja miała opuścić tą Gromadę, jak ktoś ukończył grę i jednak podróżujemy po całej Galaktyce to sorry ;))Tak więc szansa na to że w jednej gromadzie znajdziemy jedną obcą rasę, oraz złego najeźdźcę jest całkiem wysoka, więcej zapewne poznamy w innych częściach ME, gdy będziemy podróżować po całej Galaktyce Andromeda, lub akcja przeniesie się do innej Gromady.

  8. 23:48 13.04.2017
    ammarmar

    A mnie Ryder bardziej się podoba niż Shepard. Właśnie dlatego, bo to taki trochę fajtłapa, bohater z przypadku a nie kolejny klon-terminator, jak z hollywoodzkiego filmu.

    Właśnie fajne jest w nim to, że trochę nie ogarnia zadania, w które się wpakował, że ma wątpliwości, czy da radę. Nie tylko on zresztą, właściwie każda napotkana osoba wytyka mu brak kompetencji. W zależności od tego, jak prowadzimy rozmowy, może albo sobie z tego żartować (chociaż widać, że robi dobra minę, gdy musi) albo starać się „trzymać fason” i podtrzymywać resztę na duchu (chociaż też widać, że nie bardzo mu to wychodzi czasem).

    Peebee trzeba dać szansę – jej „luzackie” podejście do życia to też trochę maska, co wychodzi na jaw w miarę postępu fabuły i robi się z niej całkiem ciekawa postać.
    Drack jest tak o dwa poziomy ciekawszą i lepiej pokazaną postacią niż Wrex. Jaal nie ma chyba swojego odpowiednika w poprzednich grach, szczególnie z jego specyficznym podejściem do życia. Nikt chyba tak nie wprawia w zakłopotanie reszty, co on.
    Cora to taki trochę Garrus w spódnicy.
    Vetra na początku wydaje się znacznie ciekawszą postacią, niż później. Jako szmugler mogłaby znacznie, znacznie więcej wnieść do fabuły.

    Jeśli bez kogoś ta gra mogłaby sobie spokojnie poradzić, to bez Liama. Właściwie nie wiem, jaką on gra rolę, chyba tylko jego istnienie ma sens, jeśli gramy Sarą.
    Nawet Gill ma ciekawszą historię do opowiedzenia chyba. W ogóle, pozostała, „niedrużynowa” część załogi w wielu momentach ratuje tę grę i fajnie, że jest z nimi związane całkiem sporo questów pobocznych.

  9. 23:54 13.04.2017
    Avalanc

    „To przecież space opera, tam ma być głupio, z patosem i niemal nadnaturalnym bohaterstwem.”

    Wypadałoby napisać, że to growa space opera odmóżdzającego aRPG w wykonaniu Bioware. Książki i seriale z tego gatunku są na znacznie wyższym poziomie. Nazywanie tego szrotu który robi Bioware space operą to obraza gatunku.

    „Oryginalna trylogia była taka sama (choć lepiej napisana).”

    Dzięki że ktoś to zauważył.

    Jak czytam krytykę Andromedy w kontraście gloryfikowania wcześniejszych części Mass Effect’a to chce mi się płakać ze śmiechu. Niektórzy bardzo mocno oceniają gry przez pryzmat spojrzenia 15-latka z zerowymi wymaganiami.

    Odpaliłem niedawno ME1 na kilkanaście godzin. Ahhh… ta głęboka fabuła, te bogate, wielowątkowe dialogi, ciekawe postacie, porywające misje, supertaktyczny system walki. Serio… ehh….

    http://x3.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_WXx2iXO4sp4yhFGBrvmd6cdyXXkuUvof.jpg

    Ukryj odpowiedzi()
    • 00:12 14.04.2017
      ammarmar

      Rzecz w tym, żeby znaleźć się gdzieś pośrodku. Inaczej będziemy się zachwycać bogatą fabułą, w której nie wiadomo, o co chodzi (Dukaj) albo równie bogatą fabułą, która sprawia, że bijemy rekordy w ziewaniu (Lem).

      Żeby było ciekawie, czasem coś też musi sobie wybuchnąć a i kawałek „zielonego cycka” od czasu do czasu też nie zaszkodzi.

  10. 04:29 17.04.2017
    Zriel

    Mnie wkurza więcej rzeczy :
    – brak możliwości zmiany ekwipunku i uzbrojenia sojusznikom
    – możliwość wybrania maksymalnie 3 umiejętności jednocześnie, do tego ich ograniczona ilość (również do 3) dla sojuszników
    – brak uzbrojenia nomada
    – zbyt długie loadingi i wymuszanie latania z każdą pierdółką na terminal pocztowy na Tempescie
    – durne spawnowanie się przeciwników

    znalazło by się tego więcej, grać się da ale moim zdaniem zamiast progresu jest regres.

  11. Cumic
    09:53 21.04.2017
    Cumic

    Fabuła całkiem dobra, nie licząc błędów technicznych i animacji gra jak najbardziej na plus 😉