Zmien skórke
Logo Polygamii

Moment, w którym pokochałem daną grę [Klub Dyskusyjny]

Czasem jest to sam początek gry, czasem jej koniec. Nie ma reguły, poza tą jedną - od tego momentu nie możemy przestać o danym tytule myśleć.

pawel2Paweł Olszewski:„Pokochałem” to zbyt mocne określenie, bo to taka miłość na 4/5, czyli nie na zawsze i nie na zabój. Mowa o Horizon Zero Dawn, które po przewidywalnym do bólu prologu zaserwowało mi niekończący się tutorial. A potem dosyć schematyczną ubizabawę, która, owszem, nawet bawiła, ale nie zwiastowała niczego więcej niż MOŻNA w naszej oceniaczce. I wtedy pierwszy raz hen daleko na mapie pojawił się punkt w mieście Południk. Warto tutaj dodać, że orientalnym mieście, zupełnie innym od wszystkiego, co widzi się przez pierwsze godziny gry. I naprawdę oddalonym, za łańcuchem górskim i za pustynią. Które to trzeba przejść. Nie miałem wtedy jeszcze oswojonych żadnych mechanicznych zwierzaków, więc naprawdę szedłem do tego Południka, przebijając się przez góry, zamieć śnieżną, a potem pustynię z masą zupełnie nowych mechanicznych stworów. Ten motyw wędrówki przez różne strefy klimatyczne, czy wręcz kulturowe, był momentem, w którym stwierdziłem, że Horizon to jednak coś więcej niż po prostu „fajna piaskownica”. Bo początkowo naprawdę sądziłem, że to taka gra na poziomie inFamous.

Horizon Zero Dawn
Horizon Zero Dawn

Drugim takim motywem chwytającym za serce była pamiętna walka z The Last Guardian. Nie ta ostatnia (to znaczy nie tylko), ale też wcześniejsza, w poprzecinanej mostami wieży. Z tego co pamiętam, po tym starciu napisałem na redakcyjnych mailach coś w stylu „ej, czy możemy wystawić ocenę KUR&@%# TRZEBA?”


Maciej Kowalik: Bardzo chciałem napisać o podróży do Południka w Horizon: Zero Dawn, ale skoro Paweł już to zrobił, to ja wrócę do The Witness. I rzucę spoilerem, więc jeśli ktoś nie grał, a planuje, to może niech pominie ten akapit.

O wyjątkowości gry byłem przekonany zanim ją odpaliłem. Ba, równie dobrze, zamiast o niej, mógłbym tu pisać o końcówce Braida, która absolutnie mną zamiotła. Jon Blow najwidoczniej po prostu „potrafi”. The Witness uwiódł mnie błyskawicznie. W pierwszej lokacji. Wiedziałem, że gra polega na rysowaniu linii na panelach. Spoko, [pamiętacie o spoilerze?] znalazłem kilka, rozwiązałem. Ale gdy podszedłem do bramy i spojrzałem w niebo słońce zaczęło wyglądać jak kropa, zachęcająca do dotknięcia kursorem. Coś mnie tknęło, zrobiłem to i zadziała się magia. Wystarczyło ustawić się tak, by perspektywa pozwalała połączyć je z bijącym z bramy słupem światła. Miałem ciary. Odblokowałem ukryte zakończenie gry w kilka minut po jej odpaleniu. Inna sprawa, że nic z niego nie zrozumiałem. Ale na świat Witness patrzyłem już inaczej. Ba, nawet w rzeczywistości zasuwka w drzwiach nagle zaczęła mi wyglądać jak zagadka. Zresztą nie tylko mi Witness zaczął „przeciekać” do świata realnego. Jest o tym tumblr.


adam2Adam Piechota: To może moment, w którym jednocześnie pokochałem i znienawidziłem? Miałem tak w tym roku z Shin Megami Tensei: Devil Survivor (wersja Overclocked na 3DS-a). Wiedziałem, że jak większość gier z największej serii Atlusa, i ta skopie mnie porządnie po tyłku. Podczas 60-godzinnej przygody nie raz trafiałem na bossa, przy którym pojawiała się myśl „dość, nie dam rady”. Te przeciwne, że „wow, to jest niesamowite, jak wiele wymaga ode mnie ta gra”, również trafiały się regularnie. Aż do głównego szefa podstawowej kampanii. Był trudny, wiadomo. Ale był także pewnym rachunkiem sumienia. Okazało się bowiem, że nie postarałem się wystarczająco przez trzy miesiące „dowyrkowego” grania. Zabrakło mi wielu obowiązkowych umiejętności („ściąga” się je z przeciwników w trakcie całej przygody). Ile razy na przestrzeni historii trafiały się pozycje, które potrafiły z zimną krwią powiedzieć graczowi „zawaliłeś, musisz zacząć od początku”? Tak, nie ukończyłem Devil Survivor – przez to teoretycznie mógłbym tę grę znienawidzić. Nie, wcale się tego nie wstydzę – i dlatego ją mimo wszystko kocham. Jeżeli kiedyś znajdę w sobie siłę na drugi raz, postaram się mocniej. Co za gra.


Bartek Stodolny foto1Bartek Stodolny: Do gier podchodzę jak do seriali – jeśli nie spodoba mi się od początku, raczej zdania o niej nie zmienię i po prostu odpuszczam. Chyba każdy z nas ma takiego kumpla, mówiącego: „Stary, ten serial robi się świetny od 6 odcinka 17 sezonu. Musisz tylko dać mu szansę!”. Problem w tym, że nie mam czasu na dawanie szansy, bo mam tysiąc ciekawszych i ważniejszych rzeczy do roboty. Tak miałem na przykład z Dishonored 2, które zaczęło mnie mierzić od samego początku. I może potraktowałem ją niesprawiedliwie, może w dalszej części by mnie do siebie przekonała (a sądząc po opiniach kolegów z redakcji – tak by było). Tylko wiecie co? To gra ma mi robić dobrze, a nie ja jej. Jeśli coś nie potrafi mnie zainteresować przez pierwszych parę godzin, znajdę sobie coś innego.

Jest oczywiście wyjątek od tej reguły – recenzja. Jeśli mam ocenić jakąś grę, nie mogę tego zrobić bez spędzenia z nią odpowiednio dużo czasu. Tylko w tym przypadku również nie zdarzyło mi się, żebym coś pokochał (albo znienawidził) od któregoś momentu. Bo nie jest tak, że w takim przypadku zamykam się po pierwszym zniechęceniu. Nie wiem, może to kwestia doboru tytułów do zrecenzowania albo po prostu intuicji.


Dominik Gąska: Rzadko zdarza się, żeby gra wywoływała absolutną, całkowitą fascynację już w pierwszych 10 minutach. Jeszcze rzadziej – żeby udawało jej się to w pierwszych 10 minutach wersji demonstracyjnej. Ale oczywiście była taka gra, taka seria – najlepsza seria poprzedniej generacji i coś, na co ciągle czekamy w tej – Bioshock oczywiście.

Cała sekwencja nukrowania do Rapture to absoltny majstersztyk. Mistrzostwo w budowaniu świata, postaci, kreowania motywacji gracza, wszystkiego naraz. To nie tylko moment, po którym momentalnie zakochałem się w grze i po którym zawładnęła ona moim umysłem aż do napisów końcowych. To też, wydaje mi się, moment, w którym zakochać można się w grach wideo jako takich.

nws_bioshock_the_collection

Kurczę, jak bardzo chciałbym porozmawiać z kimś, dla kogo Bioshock był pierwszą grą, w jaką grał. Znacie kogoś takiego? Musi ktoś taki być. I jak strasznie musiał być później rozczarowany tym medium.

A poza tym – MACIU – BRUCE WILLIS JEST MARTWY, A KEVIN SPACEY JEST KEISEREM SOZE

Redakcja

Więcej na temat:

  1. Kocimientka
    10:04 03.04.2017
    Kocimientka

    Pozwolę sobie przekleić mojego niedawnego fejsowego posta:

    „Wreszcie pograłam dłużej w Breath of the Wild (tak, wysyłanie tego posta o 5 rano nie jest dziełem przypadku).
    W pewnym momencie trafiła mi się chwila totalnego utknięcia. Nie mogąc pchnąć fabuły ani o jotę najpierw biegałam jak pojebana po okolicy, szukając jakiejś wskazówki która pokaże mi co zrobić (poradniki na youtube są dla słabych, pamiętajcie dzieci). Efekt był taki, że straciłam na tym oporowo dużo życia i pożywienia, ogólnie zrobiło się nieciekawie.
    I wtedy stało się coś, czego nie doświadczyłam od lat w żadnej grze. Wzięłam oddech i po prostu przystanęłam chłonąc widoki. Potem pospacerowałam trochę w poszukiwaniu jabłek i grzybów. Upichciłam co nieco, spędziłam noc pod gwiazdami i miałam czysty fun ze spacerowania pośród latających świetlików. Gdy nastał świt po prostu ruszyłam przed siebie, tak bez żadnego pomysłu. Wspięłam się na pobliski szczyt aby znowu pochłonąć widoki i rozejrzeć się dokładniej.
    I wiecie co? Na tym szczycie czekał na mnie mój cel. I wtedy zrozumiałam co oznacza tytułowy zew dziczy.
    Boge, kocham tę grę.”

  2. Vries
    17:57 03.04.2017
    Vries

    Pierwsza gra która wzbudziła wielkie pozytywne uczucia to było Final Fantasy VII. Sam nie wiem ile razy przeszedłem tę gre pomimo że była liniowa do bólu. Potem tak wielkie emocje były przy Fure Emblem IV; Lineage of the Holy War pod emulatorem SNES’a z fanowskim tłumaczeniem. Nie można nie wspomnieć o pierwszym Panzer General. Satysfakcja ze zdobycia stolicy USA olbrzymia. Wiele bardzo dobrych tytułów pojawiło się później ale to te pierwsze najbardziej wbiły się w pamięć.

  3. simpson
    09:26 04.04.2017
    simpson

    Virtual sex 3, pamiętam jak kupiliśmy z kumplem w 3 klasie podstawówki od jakiegoś sąsiada cały plik gier, a tam porno gierka 😉

Najczęściej czytane

01

Star Wars Battlefront 2 zabolał EA

02

Sześć dni, trzy miliardy złapanych Pokémonów – cicha woda brzegi rwie?

03

Nie trzeba Vadera w różu, by dodatki do Star Wars Battlefront 2 mogły dotyczyć tylko wyglądu

04

Grałem w Warhammer 40000: Inquisitor – Martyr. Minimalna zawartość Inkwizytora w Inkwizytorze

Popularne Gry