Zmien skórke
Logo Polygamii

Mam nadzieję, że niedotrzymywanie słowa przy zbiórkach społecznościowych nie wejdzie twórcom gier w nawyk

Tym razem sprawa dotyczy małego studia Gloomywood i jego 2Dark.

Nie tak dawno temu, bo pod koniec stycznia, mieliśmy całą aferę z inXile Entertainment i brakiem obiecanych podczas zbiórki na Kickstarterze elementów w Torment: Tides of Numenera. A właściwie to dwie afery, bo była jeszcze kwestia edycji kolekcjonerskiej od Techlandu.

Dziś natomiast sprawa dotyczy mniejszego dewelopera i projektu na dużo mniejszą skalę, ale sprawa z 2Dark od Gloomywood ciągnie za sobą dużo większy smród. W przypadku Tormenta wszyscy zainteresowani przynajmniej dostali grę. Okej, nieco różniącą się od tego, co zapowiadano, dla niektórych lekko rozczarowującą, ale jednak grę.

Tego samego nie może powiedzieć nikt, kto wspierał powstanie 2Dark za pośrednictwem platformy Ulule z myślą o grze na Linuksie bądź Macu. Wszystko za sprawą zabezpieczenia Denuvo, na które zdecydowali się twórcy, a właściwie wydawca – Bigben Interactive. Już samo użycie Denuvo jest zaprzeczeniem tego, co znajdowało się na stronie zbiórki, bo z DRM-ów była mowa tylko o Steamie, a gra miała trafić też na GOG-a i Desurę, gdzie pozostałaby wolna od „dodatków”.

2dark denuvo
https://en.ulule.com/2dark/

No dobra, samo Denuvo nie jest DRM-em, to bardziej zabezpieczenie zabezpieczenia, by nikt przy nim nie grzebał, a poza tym, jeśli ktoś legalnie kupi grę, nie powinno to być większym zmartwieniem. Problem w tym, że Denuvo nie jest kompatybilne z Linuksem i OSX-em, co skutecznie wyklucza użytkowników tych systemów. Użytkowników, którzy będąc przekonanym, że zagrają w 2Dark, dorzucili swoje pieniądze do zbiórki. A jak tłumaczy się Gloomywood, czy właściwie wydawca, bo studio na razie milczy?

2Dark korzysta z systemu Denuvo, który okazał się bardzo skuteczny w walce z piractwem i z którego korzysta wielu twórców gier. Jako wydawca, Bigben musi chronić Gloomywood i jego własność intelektualną przed piractwem. [Denuvo – dop. red.] pomoże, obok steamowego DRM-u, twórcom 2Dark robić to, co kochają: dawać graczom świetne gry!

Dalej mamy marketingowy bełkot o tym, że zbiórka wyewoluowała, że przecież na początku nikt nie planował wersji na konsole, że główny bohater nie miał voice actingu i tak dalej, a to wszystko doszło do skutku, bo Bigben łaskawie zainteresował się tą grą. Ach, przy okazji potwierdzono, że wersji na Linuksa faktycznie nie ma już w planach.

Jeśli ktoś coś obiecuje (a opis kampanii crowdfundingowej powinien być traktowany wiążąco), zbiera na to pieniądze i na koniec stwierdza: Sorry, jednak nie, to jego działanie – moim zdaniem – jest zwykłym oszustwem. Gdyby coś takiego miało miejsce w przypadku klasycznego inwestora, sprawa skończyłaby się solidnym pozwem.

Najgorszy jest jednak sam ton oświadczenia. Skoro już ktoś podjął taką decyzję, wypadało by napisać coś w stylu: Słuchacie, przepraszamy. Rozumiemy wasze rozczarowanie, ale musieliśmy zrobić tak, a nie inaczej. Oczywiście każda dotknięta osoba otrzyma od nas zwrot wpłaconej kwoty. Tymczasem zarówno studio, jak i wydawca, uważają, że nic się nie stało. Wszystko w imię „większego dobra”.

W tym miejscu warto się zastanowić, co my tak naprawdę wspieramy na tych wszystkich Kickstarterach i podobnych? O tym, że pierwotna idea zbiórek społecznościowych na gry została wypaczona, wiemy od dawna. Ale czy nie jest przypadkiem tak, że dziś płacimy nie za powstanie danego tytułu, a za jego kampanię marketingową i badanie rynku?

Bo to nie pierwszy raz, kiedy jakiś wydawca zaczyna interesować się małym studiem i jego pracą po tym, jak to osiągnęło crowdfundingowy sukces. Tak było choćby z Eternal Crusade i Bandai Namco, które skutecznie zabiło tę grę, niedawno natomiast Square Enix postanowiło wziąć pod swoje skrzydła inny hit Kickstartera – Battalion 1944.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

  1. mcklop.
    21:49 14.03.2017
    mcklop.

    Ani razu nie skorzystałem z Kickstartera i jemu podobnych i nie zamierzam. Zupełnie nie trafia do mnie ta idea i za każdym razem kiedy słyszę o tego typu aferze, utwierdzam się w przekonaniu, że mam rację.

    Ukryj odpowiedzi()
  2. brzanka
    12:47 15.03.2017
    brzanka

    Generalnie rozmowa o tym kto i na co swoje pieniądze przypomina dyskusję o tym kto jaką dziurkę preferuje dla swojego przyrodzenia. Jest bezprzedmiotowa. Prawdziwy dylemat zaczyna się wtedy, gdy ktoś wybierze naszą dziurkę. Przy czym to również niektórym może się całkiem podobać. Na zdrowie, dopóki mnie to nie dotyczy. Na co dzień niedobrowolnie wspieram podatkami, daninami ZUS-owymi, ubezpieczeniem marnie funkcjonującą firmę. Gdy mam wesprzeć dobrowolnie, zastanawiam się dwa razy.

  3. Simplex
    17:50 15.03.2017
    Simplex

    „samo Denuvo nie jest DRM-em”

    Trzeba będzie wyedytować wikipedię: „Denuvo, is an anti-tamper technology and digital rights management (DRM) scheme”