Zmien skórke
Logo Polygamii

Kupka wstydu czy świeżutka premiera - co wygrywa? [Klub Dyskusyjny]

Nadciągają kolejne duże premiery, jednocześnie kupna wstydu coraz bardziej rośnie. Co robimy w takich sytuacjach?

Paweł Olszewski: Nie mam parcia na nowości. To znaczy nie jestem fanem retro, ale ogrywanie gier długie miesiące po premierze to u mnie nic dziwnego. Wiedźmina 3 przeszedłem dopiero na jesień 2015, Batmana na PS4 po dwóch latach od jego premiery. MGSV cierpliwie czeka w kolejce już chyba podobny czas (zanim odpaliłem płytę wskoczył do PS+…). Outlast 2 dopiero teraz zakręcił się w mojej konsoli. Jeżeli jakiejś premierowej gry nie biorę do recenzji, to raczej w okolicach premiery w nią nie gram. Bo po co? Bez patchy, za zdecydowanie zbyt wysoką cenę, jak tyle taniutkich i sukcesywnie aktualizowanych perełek czeka kolejce? To podejście prowadzi też do pewnego kuriozum – nie zawsze chętnie recenzuję gry, na które naprawdę czekam. Takiego Preya wolałbym sobie na spokojnie przejść teraz (po aktualizacji na PS4 Pro!) na swoich warunkach, a nie pędzić pod deadline. Ten sam „dramat” przeżywałem kiedyś w GTA V czy reboocie Tomb Raidera, choć po swojemu gry te przeszedłem jeszcze raz, po latach, przy okazji ich remasterów na PS4.

Mam też wrażenie, że w mediach growych za mało miejsca poświęca się „starym” grom. Pędzimy za zapowiedziami, recenzjami „na premierę”. A potem są kolejne zapowiedzi i trailery, podczas gdy współczesne gry mają tyle warstw do odkrycia i ciekawostek do opisania.


Maciej Kowalik: Jestem nienormalny. Nie dlatego, że w Poly jestem szefem działu recenzji. Nie, tu zawsze myślę najpierw o serwisie, a potem o sobie. Jestem nienormalny, bo… kupowanie gier sprawia mi przyjemność. W jakiś sposób koi moje nerwy. W DLC do XCOM2 kupione za horrendalnie wysoką cenę, zagrałem dopiero kilka dni temu. Dodatek do Dishonored 2? Pewnie że kupiłem od razu. Oczywiście, że nie zagrałem. Hoba mam, Ruinera nie kupiłem tylko dlatego, że wypłata się spóźnia. Jestem nienormalny. Pierwszą rzeczą jaką powiedziałbym innym, byłoby „nie kupujcie gry na premierze”. To jest najgorszy moment. Ani nie jest połatana, ani nie ma sensownych recenzji, no i cena – ta spadnie po tygodniu lub dwóch. Pamiętajcie o tym, że hype nakręcają wydawcy, bo zależy im na preorderach i pudełkach sprzedanych w pełnej cenie. Ale Wy musicie mieć własny rozum.


adam2Adam Piechota: Gdy zaczynałem pisać dla Polygamii (trzy lata temu!), byłem pewny, że minie mi potrzeba spoglądania na kupkę wstydu. Blisko stu „bieżących” recenzji dalej jest trochę na odwrót – dopiero teraz nadrabianie stało się naprawdę istotne. Umiejętność wpychania go pomiędzy świeżynki dokładniej. Stąd od czerwca wałkuję weekendowo Dragon Quest VII, stąd w tym tygodniu wolne chwile poświęcałem pierwszej odsłonie Professora Laytona. Wiedza w tej branży jest co prawda dostępna powszechnie, ale doświadczenie trzeba budować samodzielnie, bardzo skrupulatnie.

W dniu premiery kupić mogę stuprocentowo „moje” rzeczy. Wyścigi, horrory, Nintendo. Coś, czego chcę doświadczać w najważniejszym momencie. Na kupkę wstydu idą niepewne serie lub gatunki. Bo jednak portfel nie z gumy i szkoda rozczarować się tytułem za dwieście złotych.


Patryk Fijałkowski: Zazwyczaj kupka wstydu. Rzeczy, które tam czekają, są tańsze i sprawdzone. Co nie zmienia faktu, że i w aktualności czasami warto zanurkować.

Na premierę kupuję naprawdę pewne pozycje – ostatnio był to na przykład Crash Bandicoot: N. Sane Trilogy. Robiłbym tak pewnie częściej, gdyby nie fakt, że część świeżych, interesujących mnie gier dostaję do recenzji. Ale nawet wtedy, jeśli tytuł jest wyjątkowo dobry, chcę czasami dołożyć swoją cegiełkę z banknotów i go wesprzeć. Night in the Woods kupiłem zaraz po zrecenzowaniu. Po The Last Guardian pobiegłem niedługo po pożyczeniu redakcyjnej płytki. South Park: Fractured but Whole – jeśli okaże się grą tak dobrą jak Kijek Prawdy – też pewnie zakupię, choć jednocześnie zajmę się recenzją.

Ale przy tego typu zakupach na pewno nie jestem impulsywny – zawsze muszę wiedzieć, co kupuję, czy to na podstawie przeczytanych recenzji, czy własnych doświadczeń. No i kupowanie na premierę ma jeszcze jedną zaletę – dobrze jest być czasem na bieżąco, doświadczać czegoś wspólnie z tysiącami innych podjaranych graczy, zamiast tylko czytać jakie coś jest fajne i przejeżdżać wzrokiem po gifach czy publicystyce poświęconej danemu tytułowi. A w naszym zawodzie to już w ogóle jest ważne.


Dominik Gąska: Chciałbym, żeby odpowiedzą na to pytanie było w moim przypadku „kupka wstydu”. Naprawdę bym chciał. Bo nie dość, że jest ona spora, to jest jeszcze przecież tak dużo starych gier, do których chętnie bym wrócił. Ale wracam dużo, dużo rzadziej niż bym chciał, podobnie jak biorę się za tytuły sprzed roku czy dwóch, które jakoś mnie ominęły.

Nawet nie dlatego, że muszę grać w nowości. Ale ja po prostu za bardzo lubię „uczestniczyć” we wszystkim, co się wokół gry dzieje, w dyskusjach o niej, w odkrywaniu jej jednocześnie z innymi. Granie po czasie jest tego elementu pozbawione, wszystko, co trzeba było w danym tytule znaleźć dawno jest znalezione, ostukane ze wszystkich stron i zinterpretowane w nieskończonych tekstach i materiałach wideo.

Podobnie ciężko też wtedy znaleźć chętnych do dyskusji, będących jednocześnie na mniej więcej tym samym etapie gry. A kiedy gra jest nowa, przez jakiś czas wszyscy są „w tym samym miejscu”. Lubię to uczucie.


Bartek Stodolny: Kiedyś wszystko musiało być na premierę. A że firma, w której pracowałem, zajmowała się też dystrybucją gier i zaopatrywaniem sklepów, to wszystko na premierę było. Ale wtedy pierwszą cyfrą mojego wieku była „2”, więc i zapału było więcej, i energii. Dziś podchodzę do wszystkiego na spokojnie i nie kupuję gier na już, bo mam jakieś tam zaległości. Inna sprawa to fakt, że mam szczęście recenzować na Polygamii praktycznie zawsze to co chcę, więc na premierę i tak coś spływa.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego gier w dniu premiery nie kupuję. One są cholernie drogie. Konsolowa nowość to dziś prawie 300 złotych. Podstawowa wersja Battlefronta II na PC to 220 – 240 zł. Tu już nawet nie chodzi o to, czy kogoś stać, czy nie. Naprawdę wolę poczekać i kupić na wyprzedaży, a za zaoszczędzone pieniądze zabrać dzieciaki do parku linowego, kupić jakieś fajne Lego i wspólnie je złożyć czy po prostu zabrać żonę na dobrą kolację. Nie wiem, może każdy tak ma z wiekiem, może to ja dziadzieję, ale nowości naprawdę mogą poczekać. Szczególnie, że tyle się tego ostatnio produkuje, że zawsze jest w co grać.


Przeczytaj także:

Redakcja

 

Więcej na temat:

  1. 10:46 07.10.2017
    mimochodem

    rzadko kiedy mam ochotę dać za jedna grę ponad 220zł (następna okazja to rdr i ni no kuni). lepiej w tej cenie kupić z dwie półroczne produkcje.

  2. 11:43 07.10.2017
    LukeSpidey

    U mnie jest tak, że zdarza mi się kupić grę na premierę, a potem leży na półce i czeka na swoją kolej. Kiedy w końcu się za nią zabieram jej cena z reguły jest o 30% niższa.

    Ostatnio jednak koncentruję się na starszych tytułach i to na nie wydaje majątek. Rachunek jest jednak dużo prostszy: 10 gier kosztuje mnie 250 zł.

  3. Simplex
    13:38 07.10.2017
    Simplex

    Ja choruję na to samo co Maciu, ale głównie kupuję gry indie i polskie (co się często pokrywa), bo wielcy wydawcy AAA sobie poradzą.

  4. 14:16 07.10.2017
    czaczi87

    Ja mam zasadę, że gram w tylko jeden tytuł na raz. Nie zaczynam następnej jeśli nie skończę poprzedniej. Oczywiście chyba, że to jakaś FIFA czy Heroes of Might and Magic 3, które odpalę tak by szybko rozegrać partyjkę.

    Teraz przez lato byłem tak zarobiony, że od czerwca przeszedłem tylko Uncharted 4 (po raz drugi) i wczoraj skończyłem Uncharted Lost Legacy. Na razie olałem Divinity OS2 i dodatek do Xcom2, ale mam zamiar kiedyś je kupić. Teraz jednak wyjdzie Shadow of War, Elex, South Park 2 i te tytuły będę się starał po kolei przechodzić.

    W sumie ja też lubię grać w głośne gry na premierę by móc uczestniczyć w tej okołopremierowej otoczce. Wyprzedaże np. na PSN są zdradzieckie i tak naprawdę kupujesz tytuł, w który nie chcesz grać w danym momencie. Efektem czego kupiłem Mirrors Edge 2 za 20 zł i nie kiedy (czy w ogóle) ją ogram.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Paweł Olszewski
      22:01 07.10.2017
      Paweł Olszewski

      „Ja mam zasadę, że gram w tylko jeden tytuł na raz” – heh, ja staram się nie mieszać gier w ramach tych samych gatunków. Mogę grać w FPS-a, platformówkę 3D i indyka 2D. Ale przy dwóch open worldach 3D czy platformerach 2D momentalnie miesza mi się sterowanie :/ dlatego też podziwiam ludzi grających na zmianę w fifę i pesa.

  5. Freszu
    15:25 07.10.2017
    Freszu

    To zależy od premiery, np. jeśli wyjdzie taki Wiedźmin 3 lub inna gra, na której mi BARDZO zależy to rzucam wszystko i gram (w nadchodzących miesiącach widzę tylko Vampyra, przesuniętego zresztą :/), więc teraz mam czas na nadrabianie – m.in. DeusEx: HR (tak przed seansem Blade Runnera), Fallout, Psychonauts, Darkest Dungeon. Jeśli nie ma żadnych naprawdę interesujących, nowych gier, a zamiast tego tylko tasiemce pokroju AC i FIFA, to wiem, że będę miał na nie czas w święta, po przecenach.

  6. 21:27 07.10.2017
    Blue__

    Dominik walnął w punkt(helloł tu Twój psychofan 😉 – już dobrze nie musisz kończyć tego divinity ;), fajne video BTW). Tj dokładnie to samo cenię sobie w premierach. Kupuję co prawda 1-3 tytułów rocznie faktycznie na premierę, ale kocham uczestniczenie w tym wydarzeniu, jaranie się i dyskusje na forum, poznawanie produktu razem. Granie po premierze tego nie da.

    Jednocześnie mam wrażenie, że. np książkoholicy tego nie mają, jarają się ofc na premiery, ale albo ja nie wiem gdzie tego szukać, albo poza recenzjami nie ma wspólnych dyskusji, rozbijania książki na drobne, wytykania nieścisłości(serio ja np czytałem sobie Agatę Christie 10 murzynków, tam jest błąd który chamsko traktuje czytelnika wręcz go oszukując, całą książkę próbowałem wyprzedzić autorkę, a potem się okazało że ona takim tanim zabiegiem to załatwiła żebym już dał za wygraną… i serio w wielu książkach są takie akcje, ludzie to chłoną jak gąbka, a ja bym chciał dyskusji jak na forach o grach, a nie tylko zbioru subiektywnych recek bez wzajemnej dyskusji).

    Ukryj odpowiedzi()
  7. 21:52 07.10.2017
    madoc

    Świeżych premier to nie ogrywałem od lat, co spowodowane jest bardzo dużymi cenami nowych tytułów. Wyjątkiem jest tu oczywiście Wiedźmin 3, po pierwsze z powodu ceny (120 złotych to wyjątkowo tanio jak na dzisiejsze standardy), a po drugie z powodu złapania się na ogromny hype.

    Na szczęście gry dosyć szybko tanieją, dzięki czemu mogę sobie przeplatać w miarę nowe gry z tymi starszymi, do których albo wracam po latach, albo nigdy nie miałem okazji ograć. I tak teraz się przerzucam między nowym Doomem i Overwatchem, a Raymanem 2, KotoRem 2 i przygodą Rexxara w Warcrafcie 3.

  8. Lord Bart
    23:24 07.10.2017
    Lord Bart

    To banał, ale wszystko zależy od gry.

  9. 03:07 08.10.2017
    liberteone

    Mnie zawsze bawiło to pojęcie „kupka wstydu”. Czas to najdroższe co mamy, dlatego gdy tylko coś mnie odepchnie od gry, ksiazki, filmu to przestaje, nie kończe, szukam czegoś lepszego. Jeśli coś jest naprawdę dobre to sam się nie odkleję, nie ma szans, wiec po co na sile. Dla mnie nie istnieje powód: „jak już zaczałem to dokończę”. NIe mam czasu na takie bzdury- za rogiem jest coś innego do sprawdzenia, może tam znajdę to czego nie wiedziałem, że szukam.

    Kocham premiery i hypa. Chce być pierwszy. Gonię w peletonie, skacząc przez patche i hotfixy, ratując się tweakami i workaroundami. Kilkam w login bez przerwy gdy w godzine zero padają serwery (damn you Diablo!). 3 lata po premierze? Jaki wtedy miałoby sens odpalenie division, czy battlefield? Gdzie te wspolne doswiadczanie nowych map, mechanizmow, tworzenie community? 300 zaplacilem kiedys zlodziejowi myslac ze dostane klucz do bety.. juz nawet nie pamietam czego. Trudno. Za to gralem w alphe Destiny gdy nikt jeszcze nie wiedzial o co chodzi. Gdy otworzyli Titanfala dla Europy, to ja już robiłem drugie kółko dzięki wcześniejszej premierze w Korei. Pycha jaką czułem gdy ludzie pytali o mój level.. achh.. bezcenne.

    Oczywiscie, ze to mnie sporo kosztuje, ale są gracze i gracze. Ja jestem z tej najbardziej szalonej grupy, ktora wielu chcialoby leczyć.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 09:40 08.10.2017
      Blue__

      A dlaczego uważasz, że czas poświęcony na „kupkę wstydu” ma być gorzej wykorzystany od tego na premierę, tym bardziej przy szukaniu hotfixów etc :D?

      Zgadzam się z tym, że czas jest najcenniejszy, ale to nie znaczy, że przy tytule z kupki się nie będziemy bawić nawet lepiej niż przy premierze. Jak się jest na coś nagrzanym, to ten hype i uczestniczeniu w życiu społeczności(jeszcze jakaś musi być) dużo daje, ale nie w przypadku każdego tytułu tak jest.

      Określenie wstyd może faktycznie jest tu bez sensu, bo czego się mam wstydzić? To tylko gierki. To jest kupka „kupiłem, bo chciałbym zagrać, ale czas nie jest z gumy, więc nie ma 100% pewności że się uda”. W końcu odnosi się zwykle do pozycji już zakupionych. Jakby wychodzić z założenia, że „za rogiem jest coś innego do sprawdzenia”, to można wszystko po łebkach próbować. Tak miałem za młodu, bo każda nowa wydawała mi się potencjalnie atrakcyjniejsza od ogrywanej, finalnie mało co przechodziłem. Mam gry porzucone, bo były słabe(helloł Halo 5), albo miały irytujący element(tak rozmemłany Wiesiek 3 – do Ciebie piję, główna linia fabularna po genialnym krwawym baronie słabuje, a świat jest rozmemłany i szukanie w nim fajnych bądź co bądź sidequestów mnie nudzi, dużo bardziej wolałem zbitą formułę Wieśka 2). Czy wrócę do nich? Może jak będę miał faktycznie ochotę na takie coś – np w killzone grywałem tylko jak miałem naprawdę ochotę na taki typ rozrywki i wtedy się dobrze bawiłem, mimo że w mojej ocenie to gra ledwo na 6/10. Jak nie to nie, mogą zostać porzucone na wieki i whateva ;).

      Ukryj odpowiedzi()
      • 14:41 08.10.2017
        liberteone

        stan gier na premierze kompletnie mnie nie przeraża, raczej jest na odwrót, traktuje go jako wyzwanie i nieodłączny element zabawy 🙂

        a co do tej kupki – jeśli coś odłożyłem, to nie tyle co nie miałem czasu, bo jeśli jest coś fajnego to go poświęcę kosztem innych przyjemności, a raczej jest to wina gry (ja tak to postrzegam)- nie przywiązała mnie do siebie wystarczająco mocno. Mooże czasem dam jej drugą szansę, ale zazwyczaj porzucam ją i zapominam. Nie znaczy to, że gram po łebkach, chociaż czasem i pół godziny wystarczy, żebym już wiedział, że „to nie dla mnie”. Wolę spróbować wiele gier samemu niż poświecić godziny na zastanawianie się co kupić na podstawie opinii innych. Krótka piłka: dotknąć, polizać, powąchać. Jeśli smakuje to jem dalej, jak nie to biorę się za następne danie. Szybko, szybko- każdy kolejny dzień życia zbliża nas do tego ostatniego 😉 Nie żebym był młody i gnał, niechęć do marnowania czasu raczej wzmogła mi się z wiekiem. 🙂

    • 11:50 08.10.2017
      madoc

      Kupka wstydu to nie są tytuły, od których się odbiliśmy, tylko raczej te, w które nie było okazji zagrać, ale „wypada” je poznać, przynajmniej ja to tak rozumiem.

      Ukryj odpowiedzi()
  10. duxdaro
    16:40 08.10.2017
    duxdaro

    Jest parę zaległości, a że do końca roku nie wychodzi już nic, co warto byłoby wziąć na premierę, to mam zamiar je nadrobić. Obecnie bawię się przy Prey (2017).

  11. indeed
    08:53 09.10.2017
    indeed

    Muszę przyznać, że też preferuję nowości – co prawda rzadko kupuję w dniu premiery, ale w przeciągu tygodnia od niej kupiłem pewnie z 3/4 swoich gier. W moim przypadku od dobrych kilku lat niestety wygląda to tak, że jesli nie przejdę gry w przeciągu 2-3 tygodni od zakupu to już jej nie przejdę nigdy, nawet jeśli faktycznie nic nowego nie wychodzi. Po prostu moje zainteresowanie tytułem spada i jeśli inna gra nie wyjdzie, to po prostu zajmę się czymś innym (na polu growym prawdopodobnie wrócę do jakiejś gry multiplayerowej, albo odpalę jakiegoś klasyka z młodości i po raz trzydziesty przejdę Red Alerta 2, Original War albo Majesty).