Zmien skórke
Logo Polygamii

Konami ma problem. Diego Maradona zamierza pozwać firmę

fot. ESPN FC
Argentyńczyk jest jednym z legendarnych piłkarzy, którzy pojawiają się w grze. Ale nikt mu za to nie zapłacił.

To nawet zabawne, że firma tworząca grę z tak rażącymi brakami licencyjnymi może trafić do sądu za przeoczenie akurat w tym temacie. Kto jak kto, ale fani PES-a akurat są przyzwyczajeni do edycji nazwisk.

185px-Diego_MaradonaMaradona „występował” w serii już pod kilkoma nazwiskami. W PES 2009 w ataku „klasycznej” Argentyny rządził jako Malgani (fot. po prawej). W ISS Pro Evo obok Canigii, Higgity czy Garnishy w składzie „klasycznej” reprezentacj Reszty Świata biegał Mardonna. Po kilku latach nieobecności, powrócił w PES 2017 jako wolny agent, którego możemy zwerbować w myClub. Ale najwidoczniej ktoś w Konami nie dopełnił formalności, bo prawdziwy „boski Diego” się wściekł. I to bynajmniej nie na opisujące go w grze parametry. Te akurat ma znakomite.

Maradona twierdzi, że Konami bezprawnie wykorzystało w PES 2017 jego wizerunek i nakazał swojemu prawnikowi zajęcie się tą sprawą. Być może sprawa rozejdzie się po kościach. Maradona był fantastycznym piłkarzem, ale po zakończeniu kariery nie stroni od najrozmaitszych skandali. Chyba lubi robić wokół siebie szum, a tu ma kolejną okazję.

Ale sprawa może mieć dla Konami poważniejsze konsekwencje.

Ameryka Łacińska to ważny rynek dla PES-a. Tamtejsi gracze nie przykładają aż takiej wagi do licencji co Europejczycy, dla których przedziałek na głowie Ronaldo może być ważniejszy od rozgrywki. Co roku Konami robi coś ekstra dla graczy z tamtego regionu. Tylko w PES 2017 znajdziemy na przykład ligę brazylijską na pełnej licencji.

Konami zawarło też umowy partnerskie z jej trzema najlepszymi klubami. Taką samą umowę podpisało z argentyńskim Club Atlético River Plate. Seria nie ma wielu sukcesów sprzedażowych, ale gdy milion sztuk PES 2012 „pękł”, to właśnie na terytorium Ameryki Łacińskiej. Konami świętowało go zresztą reedycją gry w niższej cenie.

Firma absolutnie nie chce podpaść tamtejszym graczom. Problem w tym, że dla wielu z nich Maradona jest bogiem. I bynajmniej nie żartuję. Iglesia Maradoniana (Kościół Maradony) naprawdę istnieje, ignorując wszystkie wybryki gwiazdora, które ma na koncie po zawieszeniu butów na kołku.

Konami musi więc podejść do sprawy bardzo ostrożnie.

Maciej Kowalik

Więcej na temat: