Zmien skórke
Logo Polygamii

Kim jesteś w grach? Dobrym samarytaninem czy typowym zbirem? [Klub Dyskusyjny]

Wybory moralne kontra nasza moralność.

Paweł Olszewski: Nie mam problemu z byciem „tym złym”, jeżeli wymaga tego fabuła. Jeżeli wcielenie się w zbira ma na celu opowiedzenie jakiejś ciekawej historii, albo choćby nawet tylko wywołanie u odbiorcy konkretnego uczucia. Czy też poczucia winy. Schody zaczynają się, gdy twórcy gry stawiają przede mną otwarty świat, dając wybór. Nawet jeżeli w danej grze nie ma żadnego systemu karmy czy innych konsekwencji, to głupio mi po prostu być zbirem. Bez powodu krzywdzić ludzi, wykorzystywać ich naiwność albo oszukiwać. Wyrzuty sumienia to zbyt górnolotne określenie, nazwałbym to uczuciem dyskomfortu. W Simsach nigdy nie zamykałem więc podopiecznych w basenach bez drabinek, w GTA starałem się jeździć ulicami, nie chodnikami. W inFamous na PS3 byłem superbohaterem, a nie superzłoczyńcą. A w Wiedźminach, Falloutach i podobnych produkcjach, staram się dotrzymywać złożonych obietnic, nie okradać i nie zabijać NPC-ów bez powodu. A nawet jeżeli muszę to robić, to często podświadomie jakoś racjonalizuję swoje działania. Nie mam pojęcia czy zachowanie takie świadczy o moim zdrowym podejściu do nawet tylko wirtualnych ludzi. Czy wręcz przeciwnie, nie dostrzegam już różnicy między grą i rzeczywistością, próbując zachowywać się tam jak w realu. To ciekawy temat do obgadania z jakimś psychologiem.


Maciej Kowalik: Praworządny dobry, paladyn. Prawie zawsze. Czasem tylko poflirtuję z magią zamiast miecza, ale z charakteru zawsze harcerzyk. Nie wiem skąd mi się to wzięło, na pewno nie z prawdziwego życia, w którym mam w sobie zdecydowanie więcej łotrzyka. Może to pochodna faktu, że w grach „ciemna strona” zazwyczaj nie jest szczególnie pociągająca. Przynajmniej w tych grach, w których jest wybór, bo fenomenalnie bawiłem się przecież i Thiefach i wbijając od tyłu noże pod żebra w obu częściach Dishonored. Nie przypominam sobie tytułu, w którym bycie dupkiem ciekawie rozbudowywałoby rozgrywkę. Zwykle tylko ją utrudnia i eliminuje z niej elementy (misje, postacie gotowe dołączyć do drużyny) zamiast je dodawać. A to byłby kapitalny eksperyment. Gra, która staje się tym ciekawsza im większym draniem (ale takim fest, a nie „nie babciu, nie ściągnę ci tego kotka z drzewa, bo jestem zły”) jest gracz. Wtedy ten wybór faktycznie byłby jakimś wyborem. A nie jego namiastką.


adam2Adam Piechota: Maciu napisał trafnie, na czym polega problem wyboru „złej” ścieżki – zazwyczaj daje nielogiczny scenariusz, utrudnia rozgrywkę, nie oferując w zamian wymiernych korzyści. Druga sprawa, że ja po prostu lubię w grach być obrońcą uciśnionych. Za dużo szamba mamy w codziennych relacjach, by jeszcze te wirtualne mocniej brudzić. Jasne, uwielbiam pozycje, w których mam poczuć się jak paskudny drań albo siać oczekiwaną przez twórców pożogę. Czyli czasem, tam, gdzie pod to skonstruowany jest świat przedstawiony. Zazwyczaj jednak podążam ścieżką Kazumy Kiruy z Yakuzy – zrobię wszystko, by choć trochę naprawić świat.


Patryk Fijałkowski: Nie kręci mnie bycie złym. Szkoda mi tych wszystkich zmyślonych postaci, szczególnie jeśli są dobrze nakreślone i na pewnym poziomie świadomości w nie wierzę. Wiąże się z tym mocne uczucie dyskomfortu, o którym pisał Paweł. Jaką przyjemność miałbym czerpać z robienia krzywdy dobrym ludziom?  Chyba że mówimy o postaciach fundamentalnie złych, które mogą zasługiwać na okrutne traktowanie – wtedy zdarza mi się zniżyć do ich poziomu i zamiast wykazać się szlachetnością, postąpić zgodnie z pierwotnymi impulsami. W poważaniu mam też zazwyczaj prawa, z którymi się nie zgadzam. Nie jestem zatem czysty jak łza, najbliżej mi pewnie do chaotycznego dobrego.


Dominik Gąska: Mam ten problem z grami, w których można podejmować jakieś decyzje, „moralne” czy inne (czyli w szczególności z erpegami), że jakkolwiek bardzo chcę się wcielić w jakąś wymyśloną przez siebie postać, to prędzej czy później kończy się to tak, że odgrywam siebie. Co, mam nadzieję, oznacza, że raczej nie gram jako „ten zły”.

Tak naprawdę jakoś mocno udało mi się to tylko w Tyranny, bo to tak skonstruowana gra. Tam przez długi czas można wybrać jedynie to jak wielkim draniem się jest, więc myślałem sobie, że równie dobrze mogę być takim najgorszym. No i tak sobie grałem, aż w pewnym momencie gra dała mi do wyboru uratowanie bądź zamordowanie noworodka. „OK, tu jest moja granica” pomyślałem sobie i noworodka nie zamordowałem.

Swoją drogą mam znajomego, który w tym momencie zdecydował przeciwnie i przestał grać dalej. Bo uznał, że po takim szczycie złowrogości więcej już nie osiągnie. Więc no, pewnie, można na to różnie patrzyć.


Bartek Stodolny: Chłopcy nalegają, więc pora na mój mały coming out. Gram w Simsy. Nie jakoś nałogowo, bardziej na zasadzie kilkunastu godzin rocznie, ale jednak gram. No i jak tak sobie gram, to zwykle robię grzecznego Sima. Zaczyna jako singiel, pnie się po szczeblach kariery, potem kogoś poznaje, zamieszkują razem, biorą ślub, mają dzieci. Sam nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to relaksuje.

Jednak obecna rozgrywka jest zupełnie inna. Stworzyłem psychopatę, który na zewnątrz jest poważanym prezesem w jakiejś simo-firmie, ale w jego domu, czy właściwie pod nim, dzieją się koszmary. Otóż wybudowałem w piwnicy pokój, umieściłem w nim łóżko, stolik i krzesło, a następnie zamknąłem w nim kobietę. Jeść dostaje raz w ciągu dnia, a z toalety i prysznica skorzystać może raz w tygodniu. Siedzi tam zupełnie sama, choć jeszcze nie tak dawno temu była szczęśliwą narzeczoną mojego Sima. Prace trwają nad kolejnymi pomieszczeniami, a Andrzej już rozpoczął poznawanie i rozkochiwanie w sobie następnej ofiary, bo dla świata zewnętrznego to romantyk, domator i Sim bardzo rodzinny – tak go zaprojektowałem w edytorze.

Ale to Simsy, w które gram raz w roku i zapominam. Zresztą choć to tylko zlepki polygonów, czuję jakiś dyskomfort grając w ten sposób. I jak się nad tym zastanowić, to zawsze tak miałem. Nie lubię grać złymi, ale irytują mnie też postacie, z których leje się tęcza. Wolę bohaterów pragmatycznych, czasem cynicznych, którzy skłaniają się ku byciu może nie dobrym, ale na pewno w porządku. No i nie oszukujmy się, większość gier karze graczy za bycie na wskroś złymi.


Przeczytaj także:

Redakcja

 

Więcej na temat:

  1. Lord Bart
    00:42 01.10.2017
    Lord Bart

    Pierwsze przejście dowolnej gry oferującej więcej niż jedną „moralność” to zawsze złoty środek. Nie oznacza smętnej wiedźmińskiej „neutralności” – po prostu czasami jestem dobry, kiedy czuję że powinienem, czasami jestem zły kiedy przynieść ma to sensowne profity, a jednocześnie nie daje mi perka Childkiller 😛

    Drugie przejście to praktycznie zawsze darksajd, ale w granicach rozsądku. Jasne, kiedyś we Wrotach Baldura wybijało się całe dzielnice, ale po co? Zresztą i tak jak spojrzeć przekrojowe przez „złych” herosów to są lepiej napisani niż kryształowi paladyni.

  2. Ptaszor
    20:58 01.10.2017
    Ptaszor

    Kilka niezwiązanych ze sobą zdań losowo wybranych z powyższego artykułu i wyjętych z kontekstu, które mogą, ale wcale nie muszą skłonić urzędników z Krajowego Programu Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie do natychmiastowej reakcji:
    Bartek Stodolny: „(…)pora na mój mały coming out”
    „(…)wybudowałem w piwnicy pokój, umieściłem w nim łóżko, stolik i krzesło, a następnie zamknąłem w nim kobietę.”
    [to najlepsze] „Prace trwają nad kolejnymi pomieszczeniami”
    [i jeszcze] „Ale to Simsy, w które gram raz w roku i zapominam.”

    Paweł Olszański: „To ciekawy temat do obgadania z jakimś psychologiem.”

    Ukryj odpowiedzi()
  3. 09:48 02.10.2017
    soulsonist

    Jesli nie liczyc carmageddona (tego pierwszego) gdzie wiraze krecilem na trupach jakichs dziadkow ktorzy jeszcze przed chwila przechodzili przez droge podpierajac sie o balkonik, to w grach (tych powazniejszych) staram sie grac po stronie dobra, bo daje mi to wieksza przyjemnosc. Granie jako totalny „zabijaka” kojarzy mi sie wlasnie z tamtym dzieciakiem siedzacym przed kompem i rozjadzajacym losowo ludzi (a lubie myslec ze jednak juz troche wydoroslalem). Czy to mass effect, czy wiedzmin, czy tez inne gry oferujace ksztaltowanie charakteru bohatera przez jego czyny, zawsze staram sie raczej bronic niz rabowac, pomagac niz spychac z urwiska.

  4. mojaulubionastrona
    18:19 19.10.2017
    mojaulubionastrona

    ja zwykle wybieram opcję ciemnego charakteru, bo mam dość bycia wieczną owieczką w życiu realnym.
    Lubię być zbirem, rozwalać wszystko co popadnie. Właśnie za to lubię gry – dają możliwość bycia kimś innym, bez większych konsekwencji.