Zmien skórke
Logo Polygamii

Joy-Con niczym Wii Remote, czyli kolejny sposób grania na Switchu

17.03.2017 Adam Piechota
Halo, Virtual Console, tu baza, odpowiedz.

Po (kwestia podejścia) intensywnym tygodniu startowym i często pomijanym Blaster Master Zero Switch wchodzi w okres delikatnej posuchy premierowej. Bowiem jeśli The Binding of Isaac ogrywacie od lat na innych sprzętach – na przykład PlayStation 4, gdzie trafiło już do oferty Plusa – Afterbirth+ za wygórowaną cenę nie będzie Was szczególnie interesować. Pozostaje King of Fighters ’94 w rozrastających się emulatorkach NeoGeo albo kilka oklepanych klasyków sceny niezależnej: Little Inferno, Human Resource Machine czy World of Goo.

Nas interesują dwa ostatnie tytuły. Oba bowiem prezentują… jeszcze jeden sposób grania na Switchu, którego Nintendo dotychczas nie promowało. Joy-Con, jak zobaczycie poniżej, całkiem znośnie sprawuje się w roli Wiimote’a. Wystarczy położyć go na chwilę na płaskiej powierzchni, by system skalibrował sobie żyroskopy i proszę – działa jak mniej dynamiczna wersja kontrolera, który „odmienił oblicze gier wideo” (czyt: rozpoczął kilkuletni, casualowy szał na gierki ruchowe), i to bez tego koszmarnego sensora, co zawsze spada mi z telewizora.

Nie działa tak precyzyjnie, jak bym sobie wymarzył, przyznaję. Ale – to pozostaje bez wątpliwości – otwiera Switcha na całe morze produkcji z Wii, na przykład w ramach Virtual Console. Może być zatem pewną wskazówką, które biblioteki Nintendo zacznie odświeżać w ramach usługi. O ile, oczywiście, tej doczekamy się w najbliższym czasie, gdyż wydawca z Kioto nadal niczego nie ogłosił. Jak gdyby Virtual Console jeszcze nie było gotowe. Jak gdyby Wielkie N przyspieszyło premierę konsoli! A nie, czekajcie – przecież tak było.

Podsumujmy – wiemy już o tym, że jeżeli developer sobie tego zażyczy, w jego grę nie będzie można przyciąć na „zadokowanej” konsolce. Jest już taka produkcja w eShopie, klikadełko Voez, pisałem o nim jakiś czas temu na naszych łamach. Teraz dodajemy uproszczonego Wiimote’a. Matko, jaki potencjał drzemie w tym sprzęcie. Byle tylko nikt (w sensie – Nintendo) tego nie spartolił.

Adam Piechota