Zmien skórke
Logo Polygamii

Jeszcze na żadnej konsoli Nintendo pudełkowe gry nie sprzedawały się tak dobrze, jak na Switchu

Czyli nie tylko indyki biją rekordy.

Pstryczek nie zwalnia. Już kilka razy media donosiły, że sprzedaż gier na tej platformie przekracza normę. Nie tylko tych dużych premier z półki AAA, od Nintendo lub Ubisoftu, ale również indyków. Przykładowo – Wonder Boy na Switchu opchnął więcej egzemplarzy niż na wszystkich konkurencyjnych sprzętach razem wziętych. EShop puchnie z każdym tygodniem i zapewne niebawem zacznie się pierwszy przesyt, w którym mniejsze a interesujące pozycje będą umykać graczom przez porty starszych hitów. Stardew Valley albo Darkest Dungeon na pewno przyćmią sporo niezależnych tytułów. Zanim to jednak nastąpi – sprzedaje się, najwyraźniej, wszystko. Rzeczy pudełkowe również, nawet jeśli było ich stosunkowo niewiele. I to one będą nas teraz interesować.

Według Mata Piscatelli z analitycznej grupy NPD Switch jest na dobrej drodze, by ustanowić nowy rekord sprzedaży w roku startowym w historii firmy. Ze „znacznym dystansem” w porównaniu do starszych konsol wielkiego N. Bierzemy tutaj pod uwagę wszystkie konsole wydane po 1995 roku, bo wtedy zaczęto sporządzać takowe statystki. W prostych słowach oznaczałoby to, że gier pudełkowych na Pstryczku w pierwszych kilkunastu miesiącach życia platformy sprzeda(ło) się więcej niż na Nintendo 64, Game Boyach, DS-ie, 3DS-ie, GameCubie, Wii albo Wii U w analogicznym okresie. Co, biorąc pod uwagę, jak popularnym sprzętem było Wii, rzeczywiście imponuje.

Choć sama konsola raczej nie zagnie rynku tak, jak pierwsze dziwadło z kontrolerami ruchowymi. Switch radzi sobie świetnie; zatrze wspomnienie po Wii U, uplasuje się prawdopodobnie gdzieś pomiędzy ostatnimi konsolami Sony i Microsoftu. Ale to nie będzie raczej powtórka z czasów oryginalnego Wii. Wydawców to specjalnie nie rusza, bo tłum rodziców i dziadków, którzy kupili tamtą platformę, nigdy nie dołożyli do niej żadnego tytułu oprócz Wii Sports. Dotychczasowa kombinacja premier (Zelda, Mario Kart, 1-2-Switch, Arms, Splatoon, Kingdom Battle) pozwala za to pobić wszystkie poprzedniczki na tym gruncie, gdzie skoncentrowana jest uwaga zewnętrznych twórców. Dołóżmy do tego Super Mario Odyssey i sukces jest zapewne gwarantowany.

Pozostaje tylko trzymać kciuki, że 2018 rok będzie równie szczęśliwy dla firmy z Kioto. Być może po Bethesdzie i Ubisofcie pojawią się następni. Oby. Wolałbym jednak, aby Nintendo ani na chwilę nie zwalniało. Premiera nowego Super Smasha i Metroid Prime 4 zrobiłaby o wiele więcej niż nowe inkarnacje Yoshiego i Kirbiego. Wbrew pozorom, wcale nie jest tak, iż szczęśliwy finał konsolki-hybrydy można traktować jako pewnik. Drugi rok jej życia musi być przynajmniej tak samo intensywny, co obecny, żeby teraźniejsze zainteresowanie nie zmalało. Następna generacja konsol coraz częściej powraca w branżowych ploteczkach. I w jej obliczu zaczną się niemałe problemy.

Adam Piechota

Więcej na temat: