Zmien skórke
Logo Polygamii

PolecamyJeśli głód fabularny Battlefrontem 2 zaspokoić chciałeś, zawrócić musisz

Można też innym klasycznym nawiązaniem: to nie jest kampania, której szukacie.

Facebook Twitter Google Wykop

A kiedy skończą się już wszystkie znoszone nawiązania, kiedy potrzeba przekazania jasnego komunikatu będzie silniejsza niż oprawienie go w błyszczącą formę, wtedy pozostanie powiedzieć po prostu: kampania w Star Wars Battlefront 2 jest słaba. Tak o. Ładnie wygląda, owszem, a kiedy jeszcze nie wiesz, z jakiego rodzaju scenariuszem masz do czynienia, potrafi nawet wciągnąć. Potem jednak odczuwa się z całą siłą, jak wybuch detonatora termicznego, że twórcy opowieści idą po linii najmniejszego oporu i cały dotychczasowy entuzjazm zaczyna maleć. I tak aż do końca, kiedy nie ma go już w ogóle i zaczynasz odczuwać ssanie. To głód. Ten sam, który był przed odpaleniem gry, bo przecież to „pierwsze singlowe Gwiezdne wojny od dawna”. Nie zmalał.

W grze wcielamy się w Iden Versio, dowódczynię oddziału Inferno – sił specjalnych armii Imperium. Tak, jesteśmy zatem „tymi złymi”, a przygodę rozpoczynamy chwilę przed wysadzeniem przez Rebeliantów drugiej Gwiazdy Śmierci. Zszokowani ewakuujemy się z Endoru, a na pokładzie naszego niszczyciela czeka już Posłaniec – robot z pośmiertną wiadomością od Palpatine’a, który każe wprowadzić w życie Operację Popiół.

Czy Operacja Popiół jest równie przewrotna jak Rozkaz 66? W jaki sposób Iden Versio wzbudzi naszą sympatię, skoro stoi po stronie osób wysadzających w powietrze całe planety? Które znane postacie w interesujący sposób pojawią się na naszej drodze? Jak bardzo twórcy wykorzystają potencjał wybranego przez nich przedziału czasowego? Czy za wszystkim stoi Mroczny Lord Sithów Jar-Jar?

Nie spodziewajcie się satysfakcjonujących odpowiedzi. Mimo potencjału tkwiącego w zarysie fabularnym i ogólnej scenerii przygody, fabuła jest nudna, boleśnie przewidywalna i przede wszystkim bardzo głupiutka. A pamiętajcie, że mierzę to też jednak miarą Gwiezdnych wojen – marki, w której zawsze ważniejsze od niezwykle przemyślanej, logicznej i psychologicznie wiarygodnej historii było czyste poczucie przygody. Niestety, ta przygoda w Battlefroncie 2 jest rozmyta jak hologram. Coś tam dzieje się w trakcie tych misji, ale nie ma to za bardzo znaczenia. Nie przejmujemy się losem tych postaci, bo za bardzo w nie nie wierzymy. Nie czekamy już na rozwój wydarzeń, bo widzimy, że one rozwijają się w oczywisty, pozbawiony polotu sposób.

Po skończeniu tej pięciogodzinnej przygody do spektrum niezbyt pozytywnych wrażeń dochodzi jeszcze złość – bo historia się właściwie urywa. Nie dostajemy satysfakcjonującego finału, a jedynie dodaną na siłę misję, która zawiesza opowieść w pół zdania. Patrzymy wstecz na te skromne trzynaście misji i uświadamiamy sobie, jak niewiele się tutaj wydarzyło, jak niewiele rzeczy miało sens. Jakby ktoś ten scenariusz próbował wyryć koślawo w betonie za pomocą miecza świetlnego. I już teraz widzę, że EA zapowiada nowe przygody w singlu, w ramach rozwijania gry po premierze, a z oszczędnego opisu wynika, że owszem, prawdopodobnie otrzymamy ciąg dalszy. Nawet tego nie mogliśmy dostać od razu, w całości?

Jeśli miałbym powiedzieć coś dobrego o kampanii, to że nie cierpiałem podczas gry. Należy podkreślić, że poszczególne misje nie sprawiają wrażenia „multiplayerowego meczu z dialogami”; i to nawet kiedy faktycznie dzieją się na mapie z multiplayera – jak choćby w przypadku Naboo i Takodany. Znałem te miejscówki na wylot z bety, a i tak zaproponowana narracja dawała mi poczucie grania w autentyczną kampanię dla pojedynczego gracza, bez żadnych ściem. Ba, w multi nie odwiedzimy soczyście industrialnej fabryki na Sullust, tropikalnego Pillio czy chyba najciekawszego z tego zestawienia Vardos, na którym wreszcie poczujemy trochę imperialnego terroru. W samej rozgrywce również pojawią się elementy unikatowe, jak latanie droidem z początku kampanii, spacerowanie po gwarnej kantynie czy nawet szczypta skradania.

Vardos może i obrazuje zło Imperium w najprostszy sposób, ale atmosfera tej misji przynajmniej się wyróżnia

Przygoda w Battlefroncie 2 jest rozmyta jak hologram

Warto jednak pamiętać, że są to tylko szczypty, a przez większość czasu będziemy po prostu biec i strzelać, ewentualnie latać, dokładnie tak jak w multiplayerze. Wraz z rozwojem fabuły otrzymamy wiele gwiezdnych kart, którymi zapełnimy trzy sloty. Nad umiejętność skanowania stawiałem szybkie leczenie, a z lewego slota nigdy nie wypadł gwiezdnowojenny substytut strzelby. W tym kontekście kampania staje się dobrą okazją do przetestowania podstawowych broni czy niektórych umiejętności. Dzięki temu zaczynając przygodę w multi, ma się już jakieś pojęcie, który blaster odpowiada najbardziej naszym preferencjom. Podobnie przydaje się fakt, że w trakcie kampanii wcielimy się w kilku ikonicznych bohaterów – to przyjemne pole treningowe do nauczenia się ich umiejętności. Nawet jeśli ich występy w kampanii albo są kiepsko usprawiedliwione, albo absolutnie nic nie wnoszą do historii. A tak jest w sumie w przypadku każdego.

Kampanii nie można też z pewnością odmówić fantastycznej oprawy audiowizualnej, choć przeskoki między przerywnikami filmowymi a rozgrywką są jednak odczuwalne jakościowo. Grafika Battlefronta 2, mimo że bardzo atrakcyjna, nie robi już takiego wrażenia jak w pierwszej części z 2015. Niektóre efekty doszlifowano, owszem, ale standard pozostaje podobny. Choć kiedy nasz mundur kurzy się od piasków Jakku, czy pokrywa się śniegiem (!) na Hoth, trudno nie otworzyć szerzej ust. Nie jest też tajemnicą, że Dice robi wspaniały użytek ze wszystkich możliwych gwiezdnowojennych zasobów – nic się w tym aspekcie na szczęście nie zmieniło. A tym razem w pakiecie mamy też pełną polską wersję z dubbingiem; ten wypada całkiem nieźle. A raczej równie przeciętnie i drętwo jak oryginał, bo wina leży już bardziej po stronie scenariusza i kiepskich dialogów.

I taki jest to właśnie twór. Szczegóły przygody przeżytej w Battlefroncie 2 zacierają mi się w pamięci z każdą kolejną godziną – pewnie dlatego, że nie wydarzyło się tam nic wartego wspominania. Kampania zamiast zaspokoić głód dobrej, singlowej gry w uniwersum, przypomina tylko, jak fajnie byłoby go zaspokoić. Potencjał zmarnowano.

I normalnie może powiedziałbym, że jako dodatek do głównej atrakcji, przystawka przed cudowną zabawą w multiplayerze, taka kampania się nada, ale wiem, że wiele osób myślało o zakupieniu Battlefronta 2 tylko dla kampanii. W tym wypadku zdecydowanie odradzam. Ba, nie wiem, czy nie odradzę też w przypadku tych, którzy oczekują przede wszystkim dobrego multi, bo póki co system ekonomii zaproponowany przez twórców zdaje się nieakceptowalny. Ale w tym wypadku jeszcze wstrzymam się z wydawaniem opinii, zaczekam na start konsumenckich serwerów i pogram więcej. Recenzja zatem raczej w przyszłym tygodniu. Do tego czasu sugeruję jednak nie kupować gry pod wpływem impulsu, nawet jeśli forsy macie tyle co Jabba. Bo jeśli faktycznie okaże się, że jest źle, dobrze byłoby zagłosować portfelem i pokazać EA, co sądzi się o proponowanych przez nich rozwiązaniach.

Patryk Fijałkowski

  1. 08:09 14.11.2017
    cthulhu

    Podobno po tej całej akcji z redditem obcięli koszty herosów o 75%. Teraz Luke i Vader kosztują po 15k kredytów. Nie zmienia to jednak mojego nastawienia do tej produkcji. Decyzję, jeszcze przed wybuchem mikrotransakcyjnej bomby, pomogła podjąć polityka EA dotycząca lokalizacji gier w naszym kraju. Nie będę grał w dubbingowane SW. Bez jaj.. Na PC nie zmienię na angielski (nawet jeśli kupię grę na originie, gdzie EA krzyczy sobie pełną cenę), a nie przywykłem do grania w sieciowe FPS-y na konsoli.

    ^(;,;)^

    Ukryj odpowiedzi()
  2. 08:14 14.11.2017
    JohnStar

    Po ograniu pierwszych trzech misji, przeczuwałem że Kampania to będzie kupsztal:( Już pierwsza misja w której „Ajden Wersjo” ucieka ze statktu pełnego rebelii zabijając 90% populacji mówi nam kampania a’la dice.
    Szkoda, ale widocznie analitycy z EA stwierdzili że gra ma być dla każdego więc dorosła historia odpada w przedbiegach.

  3. 08:17 14.11.2017
    JohnStar

    Dodam tylko, tak jak nasz przedwieczny cthulu , że brak możliwości zmiany wersjii na oryginalną to kpina w żywe oczy…..Do tej pory mi się śni „…Trzeba bronić turbolasera”

    Ukryj odpowiedzi()
  4. marloon87
    08:49 14.11.2017
    marloon87

    A u konkurencji – kampania ujdzie, multi świetne, mikrotransakcje nie przeszkadzają i są skorelowane z rozwojem umiejętności, ani słowa o buncie graczy przeciwko chorej polityce EA – 8/10. Przestaję wierzyć, że jesteśmy w stanie wyleczyć tego raka, skoro nikt się nie przejmuje przerzutami.
    Gra zarobi, Disney będzie zadowolony, licencja dalej zostanie przy EA, a my dobrej gry GW się już nie doczekamy.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 09:09 15.11.2017
      Onix

      Nie jestem pewny czy zarobi dość. Stawiam, że nie. Bf1 Full opcja to 400 PLN. A SW BF2 to max 300 nawet jak się coś dokupi. Do tego nowy cod. Który może nie jest genialny ale uderzył w dobrą nutę w sentyment graczy. Co pokazała zresztą kampania reklamowa. A i jeszcze coraz większe nasycenie samymi SW przechodzące w obrzydzenie. Bo jest to kopiuj wklej stara trylogia z napchaniem do granic możliwości Din serwisem. Po co komu latający szczur wyglądający ja zabawka? No żeby to sprzedać. Była bitwa na lodzie będzie bitwa na pustyni z jakimiś śmiesznymi maszynami kraczacymi. Itd. Itp.

  5. 08:55 14.11.2017
    JohnStar

    Była taka gra….Jedi Knight Jedi Academi…Wyobraźcie sobie coś takiego ze współczesną grafiką ehhh….Ale wiecie czemu to nigdy nie wróci, bo gry idą w prostotę. Mechanika to mają być max 3 przyciski więc czego my się mamy spodziewać… Druga sprawa skoro te historie mają być kanoniczne to nie pokażą nam żadnej rewolucji. Ma być prosto, ładnie i kasowo;)
    pozdrawiam, uwielbiam SW ale nie da się połączyć dobrej historii z mechaniką taką jaką prezentuje nam DICE i EA….

    Ukryj odpowiedzi()
  6. 14:57 14.11.2017
    Eschelius

    Powiedzialbym, ze jeżeli tak wygląda „bardzo ważna dla twórców” kampania single to nie chcę wiedzieć, jak by wyglądała, gdyby nie była ważna. Ale nie powiem, bo przecież wiem: nie byłoby jej wcale, jak w poprzedniej odsłonie.

  7. 07:34 16.11.2017
    friedrich

    „Ale wiecie czemu to nigdy nie wróci, bo gry idą w prostotę. Mechanika to mają być max 3 przyciski więc czego my się mamy spodziewać…”

    Nie zgadam się. Na zjawisko wysypu gier „nudnych bo zbyt łatwych” pojawiły się gry „soulsowate”. I nie mam na myśli tylko od From Software ale np. Lords of the Fallen, The Surge czy NioH. Kto wie czy również EA nie postawi na mniejsze AAA w świecie SW właśnie w typie souls.

    A tak na marginesie: sprawiłem sobie SIO2SD do małego Atari i ogrywam stare gry na 8 bitowca. Niech się Dark Souls czy Bloodborne schowa pod względem poziomu trudności do byle platformówki z lat 80/90. To był hardcore.