Zmien skórke
Logo Polygamii

Jak tam obraz gier w mediach? Nijak, dla TVP nadal jesteśmy bandą zwyrodnialców

26.05.2012 Paweł Kamiński

W Krakowie skończył się wczoraj Digital Dragons 2012, Europejski Festiwal Gier – ciekawa impreza przeznaczona głównie dla twórców i badaczy tej gałęzi kultury. Na tyle ważna, że zainteresowały się nią media niespecjalistyczne – nawet krakowski oddział Telewizji Polskiej. Zrobił to z gracją badacza, który jedzie do afrykańskiej wioski i opisuje, że to zapóźnione, śmierdzące dzikusy.

Materiał pokazany w TVP Kraków ma nieco ponad 2 minuty. Ostrzeżenie o tym, że gry są niebezpieczne, pojawia się już w ósmej sekundzie. I wiele razy potem. Dowiadujemy się z niego, że młodzi ludzie uzależniają się od gier, mają problemy z zaparciami i trzeba ich leczyć w ośrodkach, bo uzależnienie jest porównywalne z alkoholizmem. Musiano także wspomnieć o ludziach, którzy tracą kontakt z rzeczywistością. Z zapartym tchem czekałem, aż pojawi się wspomnienie chłopca, który pobił matkę krzesłem, bo nie dała mu grać. Nie pojawiło się, materiał pogrążył się bez tego.

W miarę oglądania ręce opadały mi coraz niżej. Twórcy materiału z targów postawili sobie prostą tezę „gry odrywają ludzi od rzeczywistości” i do niej dobrali przykłady. Jest to manewr o tyle sprytny, że nie da się tej tezy zanegować w całości. Opisywane w reportażu przypadki faktycznie się zdarzają. Jednak generalizowanie, czynienie z nich reguły i mówienie o graczach jako o ogóle, to po prostu kłamstwo.

Gra niejedno ma imię

Gry są nadal nowym medium, wciąż trwają badania nad nimi. Są też medium interaktywnym, wyjątkowo atrakcyjnym dla odbiorcy. Nie trzeba jednak być psychologiem (ja nie jestem, autor chyba też nie), by stwierdzić, że za rozmaite dysfunkcje odpowiedzialny jest nie tylko bodziec, ale też psychika osoby, która się uzależnia. Jeśli ktoś ma słabą wolę i jest podatny na bodźce, uzależni się równie łatwo od alkoholu, seksu, gier, hazardu, zakupów czy czekolady. Każda z tych czynności pozwoli mu na utratę kontaktu z rzeczywistością.



Gry w tym materiale sprowadzono do roli prymitywnej zabawy w zabijanie. Nie neguję, że takie produkcje nadal istnieją – ale jak w każdej innej dziedzinie rozrywki są tylko częścią całości. Gry nie są monolitem – dzielą się na gatunki, czego nikt nie raczył zauważyć. W kinematografii „Rambo” sąsiaduje z „Obywatelem Kane’em”, w literaturze Harlequiny ze „Zbrodnią i karą”, w komiksie mieści się  „Punisher” i „Berlin”, a w grach „Call of Duty” i „Heavy Rain”. W każdej dziedzinie powstają twory proste, nastawione na rozrywkę, i rzeczy ambitniejsze, mające na celu przekazanie czegoś istotnego. Są też stany pośrednie – „Wiedźmin 2”, „Uncharted 2” czy „Bioshock” to gry, w których faktycznie zabija się przeciwników, ale nie jest to celem i istotą produkcji – nią jest fabuła, opowieść i rozmach. Doznanie rozrywkowe porównywalne z kinem czy literaturą. Nikt nie odmówi wartości „Ojcu chrzestnemu” czy „Imieniu róży”, bo pada tam parę trupów. Przykład „Wiedźmina” jako gry brutalnej jest o tyle zabawny, że ona jest po prostu wierna literackiemu pierwowzorowi, gdzie ludziom (i elfom) głowy piłą odcinano.

Z rozmysłem nie wspomnę już o zupełnie niszowych grach, robionych właśnie w celu podniesienia jakiegoś ważnego problemu – to już wyższy poziom, nie oczekuję, że coś takiego pojawi się w TVP. Oczekuję tylko prostego stwierdzenia, że gry są różne, gracze są różni – że Europejski Festiwal Gier to impreza na poziomie, a nie nożownik grający w Diablo 3.

Uwaga, ktoś Was ogłupia

Tu nie chodzi nawet o oburzenie nas, graczy, że znowu biją naszych. Oburzyć powinien się każdy widz, bowiem TVP robi z niego idiotę. Materiał z Europejskiego Festiwalu Gier nie mówi o tej imprezie nic. Co z tego, że na imprezie odbyły się wykłady na specjalistyczne tematy, skoro widz dowiaduje się z TVP, że gry to zło. Co z tego, że na imprezę zjechali najważniejsi polscy twórcy uznanych także na Zachodzie gier, skoro widz dowiaduje się, że w grach chodzi o zabijanie? Co z tego, że gry są jedną z niewielu dziedzin biznesu, w której Polska wyrabia sobie rozpoznawalną markę? Przecież liczy się to, że u jakiegoś procenta osób wywołały zaparcia.  

Trafnie podsumowali to Tomasz Gop i Michał Madej, polscy twórcy gier z wieloletnim doświadczeniem, na blogu w serwisie natemat.pl:

Europejski Festiwal Gier „Digital Dragons” w Krakowie to chyba najciekawsza polska „biznesowa” impreza rynku gier, na jakiej byłem. (…) Potrzebujemy nad Wisłą wydarzeń, na których potencjalni pracodawcy mogą szukać pracowników i odwrotnie – pisałem ostatnio o tym że z kadrami bywa różnie, a uczelnie przecież kształcą. (…) I tu smutna ciekawostka, bo Telewizja Polska postanowiła przedstawić Festiwal, w ogóle go nie przedstawiając. Dziękuję TVP za przypomnienie mi, czemu nie płacę abonamentu.

Oraz Krzysztof Gonciarz, dziennikarz growy, autor książki „Wybuchające beczki. Zrozumieć gry wideo” na Facebooku:

W czwartek i piątek odbyło się najciekawsze wydarzenie w branży gier w jakim brałem udział w Polsce – było o biznesie, rozwoju branży, kreatywności i networkingu. TVP zrobiło materiał o alkoholikach, zapaleniach układu moczowego i strzelaniu do kolegi, przedstawiając wydarzenie jak festiwal dilerów heroiny. Jestem zbulwersowany.

Właściwie głupio śmiać się z tego materiału. Głupio śmiać się z kogoś, kto pokazuje, że zupełnie nie zna się na jakiejś dziedzinie i nie zadał sobie trudu, by dowiedzieć się czegokolwiek. Głupio czuję się też, udowadniając po raz kolejny, że mimo iż jestem graczem, to jestem też czytelnikiem, kinomanem, mam żonę, kota, zmywam naczynia i strzygę włosy. I moi czytelnicy też – są tacy sami jak ja. Przygodę z grami przeżywam już ponad 20 lat. Z dumą patrzę, jak ewoluują – poprawia się ich grafika, coraz wierniej naśladują rzeczywistość. A jednocześnie poruszają coraz szersze spektrum tematów. To prawda, zaczynały od prostych produkcji, gdzie faktycznie głównie chodziło o to „żeby wygrać, żeby zabić wszystkich”. Ale teraz są medium, którym można powiedzieć wiele więcej. Piszemy o tym na Polygamii, piszą o tym inne serwisy, powstają o tym książki i filmy. Wydawałoby się, że jest dobrze.



Czasem jednak wystawiam głowę poza nasze poletko i widzę gromadę ludzi, która trąca gatunek zwany graczem długim kijem i zastanawia się, czy toto przypadkiem nie gryzie i zamknąć nie trzeba.

Robi mi się zwyczajnie smutno, gdy widzę wiadomość o nożowniku, który zabijał, bo grał w Diablo 3 (i Polygamię też czytał!), długi artykuł o World of Warcraft, w którym dominuje motyw bicia dziecka i zaniedbywania rodziny, materiał wideo w telewizji RTL, o tym, że gracze odwiedzający targi śmierdzą potem. Smutno, bo widzę jak wielka jest skala niezrozumienia i uprzedzenia do prostej w sumie dziedziny rozrywki. Jak bardzo ludzie lubią piętnować coś, co jest im nieznane i obce.

Może powinienem wzruszyć ramionami, bo przecież my gracze wiemy swoje. A reszta? Reszta niech sobie żyje w niewiedzy. Ale nie umiem, bo taki materiał w Telewizji Publicznej oglądają moi rodzice, znajomi, współpracownicy – masa ludzi, która wyrabia sobie fałszywy obraz świata gier. Fałszywy obraz mnie, moich kolegów.

Jest jeszcze jedna myśl, której do siebie nie dopuszczam – że materiał o graczach-wykolejeńcach mógł zostać zrobiony z wyrachowaniem Wszak krew, alkohol i fizjologia zainteresują każdego. Statystyczny widz będzie mógł sobie pokiwać głową, ponarzekać na komputery i internet, wrzasnąć na dziecko, żeby „K*rwa, przestało już grać!”. A potem w poczuciu wyższości otworzyć sobie piwko i obejrzeć turniej o gwiazdach śpiewających na lodzie.

Operuję krzywdzącymi stereotypami i generalizuję? Cóż, nie ja zacząłem.

Paweł Kamiński