Zmien skórke
Logo Polygamii

Ile Burnouta ma pod maską Need for Speed: Payback?

O realizmie można zapomnieć.

Wystarczy pierwsze zderzenie w trakcie misji, w której gracz musi dobrać się do ciężarówki przewożącej Koenigsegga, by obudzić wspomnienia piekielnie efektownej serii studia Criterion. Auto przeciwnika wylatuje w powietrze w iście filmowym stylu, a prowadzący pokaz przez cały czas musi gryźć się w język, próbując omijać słówko takedown.

Oczywiście Burnout nie jest tu jedyną inspiracją, bo Szybcy i Wściekli wciąż dowożą nowe odsłony pełne absurdalnych akrobacji i karamboli. Ale będący na miejscu reporter serwisu Glixel, który mógł już pobawić się grą stwierdza jasno, że Payback bardzo przypomina mu Burnout Paradise. Nie tylko wypadkami i otwartym światem, ale też modelem jazdy, oznakowaniem trasy no i oczywiście walką, która swoją bezpośredniością jednoznacznie kojarzy się z Burnoutami.

Wszystko to jest bardzo znajome. W dobry sposób.

Z drugiej strony na pewno łatwo znajdę wśród czytelników graczy, którzy cieszyliby się na namiastkę powrotu Burnouta, aczkolwiek akurat otwarty świat Paradise nie był ich ulubioną piaskownicą. I sam boję się, że otwarty świat Payback może nieco kaleczyć rozwałkową stronę rozgrywki. Musi oferować dużo więcej pułapek na przeciwników, niż widzimy na powyższym filmiku. Muskanie się błotnikami nie jest tak satysfakcjonujące co wprowadzenie wroga na słup.

Ale przyznam, że porównania do Burnouta to dla mnie najlepszy sposób, bym w ogóle zainteresował się Payback. Ta gra potrzebuje pazura, bo Forza Horizon 3 wysoko zawiesiła poprzeczkę dla zręcznościowych ścigałek w zjawiskowych okolicznościach przyrody.

Z lektury oficjalnych komunikatów prasowych wynika, że w tym roku najważniejsza ma być akcja rodem z letnich hitów kinowych i poczucie, że jesteśmy właśnie jednym z szaleńców, którzy odgrywają w nich główną rolę. W pewnym sensie Need for Speed jest na rozdrożu. Nie jest to już seria, po której wiemy czego się spodziewać. Skoro tym razem autorzy obrali kurs na hollywoodzką akcję, to wypada trzymać kciuki, by faktycznie bardziej pachniała ona Burnoutem niż Wheelmanem z Vinem Dieselem w roli głównej.

Maciej Kowalik

Więcej na temat:

  1. 17:26 12.06.2017
    misio-puchatek

    Cała ta impreza EA była dziwna. Światowej (nie)sławy youtuber zapominający tekstu i nazwy gry. NFS to teraz Burnout. Criterion jako twórca ale w Battlefroncie.
    Do tego stopnia mnie ten gameplay z NFS zmylił, że musiałem przewinąć transmisję wstecz żeby sprawdzić czy Criterion pojawił się pod tytułem NFS czy Battlefront 😉

  2. 18:07 12.06.2017
    madoc

    „Nie jest to już seria, po której wiemy czego się spodziewać.” Po tej serii już dawno nie wiadomo czego się spodziewać, przerobiła już chyba wszystkie odmiany gier wyścigowych, nie licząc może gokartów.

    Ukryj odpowiedzi()