Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeI Expect You To Die – recenzja. W służbie Jej Wirtualnej Rzeczywistości

Dla takich agentów stworzono VR. Wróć… VR stworzono dla takich „agentów”.

Facebook Twitter Google Wykop

W plecach łupie mnie już od kulenia się w fotelu pośrodku płonącego pokoju. To nie jest moje pierwsze rodeo. Byłem tu już wcześniej, ale dwa podejścia nie wystarczyły, bym rozgryzł misję do końca. Końca, przy którym właśnie pocę się, próbując ustawić w maszynie odpowiednią częstotliwość, by… A zresztą – co ja będę Was zanudzał szczegółami.

Platformy: Oculus Rift, PlayStation VR
Producent: Schell Games
Wydawca: Schell Games
Dystrybutor: –
Data premiery: Oculus Rift: 31.10.2016r.; PSVR [USA]: 6.12.2016r.; PSVR [PL]: początek 2017r.
Wymagania: i5-4590; GeForce 970; 8GB RAM
Grę do recenzji udostępnił producent, zdjęcia pochodzą od redakcji. Graliśmy na PSVR.

Musicie wiedzieć, że ważny jest kamień – ten, który uleci ku sufitowi, gdy za kilka sekund odłożę go beztrosko na bok, zapominając, że wielka maszyna doktora Zora powoduje grawitacyjne anomalie. Wyskakując z fotela, by w naturalnym odruchu go złapać, nadzieję się na obronny laser. Kolejna śmierć do kartoteki.

Agent specjalnej troski

Nie pierwsza i nie ostatnia, bo gdyby chcieć wrzucić I Expect You To Die do jakiejś gatunkowej szufladki, byłaby to zamknięta i obłożona kilkoma śmiertelnymi pułapkami szuflada pełna trującego gazu, z której gra próbowałaby uciec. Cyfrowy „escape room” też pasuje, a największą i w gruncie rzeczy jedyną wartą odnotowania wadą produkcji Schell Games jest fakt, że pokoje, z którymi musimy sobie poradzić są tylko cztery. Wiedząc co i jak, całość można zaliczyć w czasie krótszym niż dobranocka.

Wiedząc co i jak, całość można zaliczyć w czasie krótszym niż dobranocka.

Ale, ale – przecież nie będziecie wiedzieć co i jak. Ja na pewno Wam nie podpowiem, bo choć chciałoby się w recenzji podeprzeć zapewnienie o ciekawych pomysłach kilkoma przykładami, to mógłbym niechcący podać co zmyślniejszym z Was zaczątek recepty i ograbić z przyjemności rozgryzania każdej planszy po swojemu. Realistycznie obstawiałbym, że średnio rozgarnięty gracz znajdzie tu jakieś 2-4 godziny zabawy. Bez oszukiwania, rzecz jasna.

Zabawy z ogniem

Słówko przyjemność warto tu podkreślić, bo I Expect You To Die to zdecydowanie najfajniejsza wizyta w wirtualnej rzeczywistości na PS4 (gra jest też dostępna na Oculusie), jaka mi się trafiła. Wspomniałem już, że jesteśmy tajnym agentem? Tylko nie myślcie o Bondzie. Ta agencja jest bardziej wyluzowana. To raczej Napoleon Solo z U.N.C.L.E., który zawsze wpakuje się w jakąś kabałę, a od swojego opiekuna przez radio prędzej usłyszy kiepski dowcip, niż pomocną uwagę. A akcja toczy się w latach 60. co dyktuje pewne trendy w wystroju wnętrz oraz lekkie zacofanie w temacie dostępnych gadżetów.

Dotknij VR

A skoro już o gadżetach move’a. Haha, łapiecie? Nie? Oj, a to podobny poziom żartu słownego, co w grze. Tam to pasuje, nadaje uroku i jest jednym z elementów, które sprawiają, że wyczarowany przez developerów świat wciąga.

I Expect You To Die to zdecydowanie najfajniejsza wizyta w wirtualnej rzeczywistości na PS4, jaka mi się trafiła.

A wracając do Move – I Expect You To Die jest znakomitą okazją, by wyciągnąć te kontrolery z piwnicy. Da się grać padem i nie jest to szczególnie upierdliwe, bo agenci – niezależnie od kontrolera gracza – mają tu moc telekinezy, która pozwala łapać niedostępne przedmioty, przybliżać je, oddalać lub kazać im wisieć w powietrzu, ale po odpaleniu gry na „pałkach” nie będziecie chcieli wracać do Duala. Choć czasem kamera zdawała się głupieć i odziane w czarne rękawiczki dłonie na ekranie zaczynały drgać jak u deliryka. Ale mogę winić tu mały dystans pomiędzy mną i nią. A ponowna kalibracja rozwiązywała problemy i mogłem cieszyć się najbardziej… – hmm, jakiego słowa szukam – najbardziej rzeczywistą obecnością w wirtualnym świecie jakiej doświadczyłem.

Gra się na siedząco. Gracz (prawie) zawsze siedzi w samym środku wypełnionej wieloma ruchomymi dynksami i wichajstrami planszy. Operowanie dźwigniami, szufladami, pistoletem, gaśnicą, rozmaitymi przełącznikami czy wreszcie odpalenie sobie wirtualnego cygara równie wirtualną zapalniczką jest tu tak naturalne, że – Paweł, wiem, że to redakcyjny sprzęt i przepraszam – gdy po kilkunastu minutach nachodziła mnie ochota na przerwę, prawdziwe Move’y odkładałem na wirtualny stół, a odgłos ich zderzenia z moją podłogą zawsze był dla mnie zaskoczeniem.

Palenie wirtualnych cygar chyba nie szkodzi zdrowiu, co?

Świat gry reaguje na poczynania gracza tak naturalnie, że bardzo szybko staje się dla niego po prostu rzeczywistością. Zakochałem się w niej w momencie, gdy okazało się, że mój pomysł na poradzenie sobie z granatem, z którego Zor usunął zawleczkę, zadziałał. I takich małych momentów zachwytu faktem, że elementy tego wirtualnego świata faktycznie reagują tak jak się spodziewałem było w tej grze sporo. To wokół nich skonstruowano kilka celów pobocznych dla każdej misji, które sprawiają, że warto do nich wrócić i pobawić się jeszcze trochę.

Tu to, tam tamto. Oj...

Namachacie się tu sporo, będzie też okazja ruszyć szare komórki, aczkolwiek raczej bez ich przepalania. I Expect You To Die to głównie nauka na własnych błędach, bo zginąć można tu na różne sposoby. Ze zrozumiałych względów nie będę ich tu wyliczał, ale jeśli weźmiecie ze mnie przykład, pewnie rozmaite systemy bezpieczeństwa będą dla Was równie śmiertelne, co własna ciekawość „czy da się tu…” albo „ciekawe co robi ta wajcha„.

Nie ma tu punktów kontrolnych. Każda śmierć oznacza zaczynanie misji od początku. Czasem na to marudziłem, ale ostatecznie uznaję ten kierunek za właściwy. By ukończyć zadanie trzeba zrealizować kilka stałych punktów, jednak ich kolejność bywa dowolna. Mogę sobie wyobrazić kogoś zapędzonego swoim myśleniem oraz punktami kontrolnymi w kozi róg, gdy lepiej zrobiłoby mu świeże spojrzenie na całość. Zresztą, gdy wiesz co masz robić, robisz to sprawnie. Gdy masz Move’y możesz robić nawet dwie rzeczy naraz.

Nie ma tu punktów kontrolnych. Każda śmierć oznacza zaczynanie misji od początku.

Od czego by tu zacząć...
Oczekuję, że...

Miałem zrecenzować I Expect You To Die wcześniej, ale dopiero w trakcie świąt udało mi się zagrać z dwoma Move’ami. Gra nie miała jeszcze zresztą premiery w polskim PS Store. Cieszę się, że poczekałem, bo poza REZ-em, to jedyny z testowanych przeze mnie tytułów, który nazwałbym obowiązkowym dla każdego posiadacza PSVR. Absolutnie nie oznacza to, że trzeba dla niego gogle kupować – do takich gier jeszcze daleko. Ale I Expect You To Die to właśnie wirtualna rzeczywistość, jakiej chciałem doświadczyć.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.5