Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeHard Corps: Uprising – gra przez którą można (znowu) osiwieć

Arc System Works zdecydowało się na dosłowny powrót do korzeni gier wideo, więc jeśli pamiętacie tamte czasy, możecie sobie z …

Arc System Works zdecydowało się na dosłowny powrót do korzeni gier wideo, więc jeśli pamiętacie tamte czasy, możecie sobie z grubsza wyobrazić, jaki bagaż wad i zalet niesie ze sobą taka podróż w czasie.

Jeśli jeszcze się nie zorientowaliście, Hard Corps: Uprising to Contra. Nie żaden klon czy hołd, ale czysta kontynuacja gier z serii Contra, w które graliście na SNESie albo Pegasusie.

Hard Corps: Uprising
Platforma: Xbox 360, PS3
Wydawca: Konami
Deweloper: Arc System Works

Fabuła... Powiedzmy sobie szczerze, w takie gry nie gra się dla fabuły, niemniej takowa jest obecna. Historia opowiedziana w Hard Corps: Uprising stanowi prequel dla Contry: Hard Corps z 1994 roku. Gracz wciela się w rolę przywódcy rebeliantów, Bahamuta, albo jego towarzyszki Krystal, próbujących obalić władający Ziemią reżim. Brzmi sztampowo? Tak właśnie jest.

Nowe szaty

Zupełnie inaczej ma się sprawa z oprawą graficzną. Arc System Works, japoński deweloper Hard Corps: Uprising, znany z serii bijatyk 2D Blaz Blue i Guilty Gear odcisnął na grze swoje charakterystyczne piętno. Grafika jest mocno stylizowana, projekty postaci bardzo oryginalne i żywe, choć tłom przydałoby się więcej szczegółów. Spotykamy tutaj również zabieg często pojawiający się w tego rodzaju grach wydanych w ostatnim czasie, mianowicie łączenie elementów 2D i 3D. Mam co do tego mieszane uczucia - grafiki 3D są zauważalnie gorszej jakości, ale jednocześnie nadają rozgrywce przestrzennej głębi i pozwalają łatwiej odróżniać elementy bliskiego i dalekiego planu. Wszystkiego dopełniają płynne animacje. Gra w ruchu, przy dużej ilości przeciwników na ekranie, wygląda ślicznie, chociaż co poniektórych może dezorientować.



Rozgrywka przebiega zgodnie z zasadami dwuwymiarowych strzelanek. Gracz (lub gracze, Hard Corps: Uprising posiada opcję gry na dwóch graczy, zarówno offline, jak i online) porusza się cały czas w prawo - sporadycznie w górę lub w dół - zabijając stojących mu na drodze wrogów i próbując samemu nie zostać trafionym. Kilkakrotnie w trakcie każdego etapu pojawia się możliwość zdobycia power-upów, m.in. znanego z Contry spread-shota strzelającego jednocześnie w kilku kierunkach, karabinu maszynowego, wyrzutni bomb, lasera i innych.

Co więcej, prócz poruszania się, skakania i strzelania gracz będzie miał do dyspozycji szereg bardziej zaawansowanych działań - odbijanie pocisków, salta, ślizgi etc (na szczęście gra pozwala redefiniować funkcje przycisków, także każdy może skonfigurować pada tak, jak mu najwygodniej). Jest tego trochę do opanowania i chociaż teoretycznie możliwe jest granie przy wykorzystaniu jedynie podstawowych ruchów, to czyni to grę bardzo trudną jeszcze trudniejszą.

Śmierć śmiercią śmierć pogania

Hard Corps: Uprising

No właśnie. Nie ma jak obejść faktu, że Hard Corps: Uprising jest grą morderczo trudną. Nikt tu nie trzyma gracza za rękę. Przeciwnicy i pociski ze wszystkich stron, ruchome platformy, niebezpieczne skoki, pułapki, triki, rzadkie punkty kontrolne, momentami ekran rozświetla się jak w grach bullet-hell. To trzeba jasno podkreślić: gra posuwa się często do tanich sztuczek albo wymaga niemożliwego. Gracze o słabszych nerwach mogą się poczuć sfrustrowani i za n-tą próbą pokonania siódmej fazy tego czy innego bossa po prostu rzucić padem o ziemię. Odrobinę osładzają to rosnąca wraz z czasem rozgrywki liczba „kontynuacji” (świetne posunięcie ze strony dewelopera), a także zróżnicowane etapy. Widać, że w ich konstrukcję włożono wiele inwencji - inaczej gra się na poziomie pustynnym, gdzie trzeba uważać na lotne piaski, inaczej na poziomie rozgrywającym się na pociągu w ruchu, pojawia się nawet misja eskortowa.

Dla każdego coś trudnego

W grze (zarówno offline, jak i online) dostępne są dwa tryby - Rising i Arcade. W pierwszym w trakcie rozgrywki gracze zbierają punkty za zabijanie przeciwników, przechodzenie etapów w odpowiednim czasie etc., które mogą później wydać na rozwój swoich postaci (każda postać posiada trochę inny zestaw umiejętności. Lekki element rpg ułatwiający rozgrywkę - nowość dla gier z serii Contra - jest mile widziany, zważywszy na wspomniany już poziom trudności. W ten sposób ostatecznie każdy będzie mógł Hard Corps: Uprising skończyć. Drugi tryb przeznaczony jest dla prawdziwych wyjadaczy; gracz nie ma dostępu do żadnego sklepu, zaczyna grę z predefiniowanymi zdolnościami i musi ją przejść od początku do końca za jednym posiedzeniem (w trybie Arcade nie można wybierać poziomu, na którym chce się zacząć).

Hard Corps: Uprising

Na koniec warto wspomnieć, że do gry dostępne jest już  DLC - trzy nowe postacie, każda w dość wygórowanej cenie 200 punktów MS. Sprawa jest o tyle kontrowersyjna, że dwie z nich pojawiły się w sprzedaży równocześnie z grą, a nawet występują we wprowadzającym filmiku, można więc podejrzewać, że zostały wycięte, aby Konami mogło na nich dodatkowo zarobić. Cóż.

Werdykt

Czy Hard Corps: Uprising warto kupić? Cena jest dość wysoka, bo aż 1200 punktów MS, dlatego zakup należy poważnie rozważyć. Ja poleciłbym tę grę tym wszystkim, którzy czują szczególną nostalgię do Contry i gier dawnych dni, a także tym, którzy lubią wyzwania. Rozgrywka jest naprawdę płynna i wciągająca, a do tego spokojnie starczy na 10 lub więcej godzin gry (nie mówiąc już o powtórnym przechodzeniu poziomów inną postacią lub spróbowaniu swoich sił w trybie Arcade). Dodatkowym atutem jest tryb dwuosobowy - jeśli masz z kim usiąść na kanapie, moim zdaniem nie ma się co zastanawiać. Do broni!

Marcin Wełnicki,

autor prowadzi bloga Biały Atrament

PS Gra jest dostępna też na PSN, w cenie 47zł.

Marcin Wełnicki 30.03.2011
Facebook Twitter Google Wykop

Arc System Works zdecydowało się na dosłowny powrót do korzeni gier wideo, więc jeśli pamiętacie tamte czasy, możecie sobie z grubsza wyobrazić, jaki bagaż wad i zalet niesie ze sobą taka podróż w czasie.

Jeśli jeszcze się nie zorientowaliście, Hard Corps: Uprising to Contra. Nie żaden klon czy hołd, ale czysta kontynuacja gier z serii Contra, w które graliście na SNESie albo Pegasusie.

Hard Corps: Uprising
Platforma: Xbox 360, PS3
Wydawca: Konami
Deweloper: Arc System Works

Fabuła… Powiedzmy sobie szczerze, w takie gry nie gra się dla fabuły, niemniej takowa jest obecna. Historia opowiedziana w Hard Corps: Uprising stanowi prequel dla Contry: Hard Corps z 1994 roku. Gracz wciela się w rolę przywódcy rebeliantów, Bahamuta, albo jego towarzyszki Krystal, próbujących obalić władający Ziemią reżim. Brzmi sztampowo? Tak właśnie jest.

Nowe szaty

Zupełnie inaczej ma się sprawa z oprawą graficzną. Arc System Works, japoński deweloper Hard Corps: Uprising, znany z serii bijatyk 2D Blaz Blue i Guilty Gear odcisnął na grze swoje charakterystyczne piętno. Grafika jest mocno stylizowana, projekty postaci bardzo oryginalne i żywe, choć tłom przydałoby się więcej szczegółów. Spotykamy tutaj również zabieg często pojawiający się w tego rodzaju grach wydanych w ostatnim czasie, mianowicie łączenie elementów 2D i 3D. Mam co do tego mieszane uczucia – grafiki 3D są zauważalnie gorszej jakości, ale jednocześnie nadają rozgrywce przestrzennej głębi i pozwalają łatwiej odróżniać elementy bliskiego i dalekiego planu. Wszystkiego dopełniają płynne animacje. Gra w ruchu, przy dużej ilości przeciwników na ekranie, wygląda ślicznie, chociaż co poniektórych może dezorientować.



Rozgrywka przebiega zgodnie z zasadami dwuwymiarowych strzelanek. Gracz (lub gracze, Hard Corps: Uprising posiada opcję gry na dwóch graczy, zarówno offline, jak i online) porusza się cały czas w prawo – sporadycznie w górę lub w dół – zabijając stojących mu na drodze wrogów i próbując samemu nie zostać trafionym. Kilkakrotnie w trakcie każdego etapu pojawia się możliwość zdobycia power-upów, m.in. znanego z Contry spread-shota strzelającego jednocześnie w kilku kierunkach, karabinu maszynowego, wyrzutni bomb, lasera i innych.

Co więcej, prócz poruszania się, skakania i strzelania gracz będzie miał do dyspozycji szereg bardziej zaawansowanych działań – odbijanie pocisków, salta, ślizgi etc (na szczęście gra pozwala redefiniować funkcje przycisków, także każdy może skonfigurować pada tak, jak mu najwygodniej). Jest tego trochę do opanowania i chociaż teoretycznie możliwe jest granie przy wykorzystaniu jedynie podstawowych ruchów, to czyni to grę bardzo trudną jeszcze trudniejszą.

Śmierć śmiercią śmierć pogania

Hard Corps: Uprising

No właśnie. Nie ma jak obejść faktu, że Hard Corps: Uprising jest grą morderczo trudną. Nikt tu nie trzyma gracza za rękę. Przeciwnicy i pociski ze wszystkich stron, ruchome platformy, niebezpieczne skoki, pułapki, triki, rzadkie punkty kontrolne, momentami ekran rozświetla się jak w grach bullet-hell. To trzeba jasno podkreślić: gra posuwa się często do tanich sztuczek albo wymaga niemożliwego. Gracze o słabszych nerwach mogą się poczuć sfrustrowani i za n-tą próbą pokonania siódmej fazy tego czy innego bossa po prostu rzucić padem o ziemię. Odrobinę osładzają to rosnąca wraz z czasem rozgrywki liczba „kontynuacji” (świetne posunięcie ze strony dewelopera), a także zróżnicowane etapy. Widać, że w ich konstrukcję włożono wiele inwencji – inaczej gra się na poziomie pustynnym, gdzie trzeba uważać na lotne piaski, inaczej na poziomie rozgrywającym się na pociągu w ruchu, pojawia się nawet misja eskortowa.

Dla każdego coś trudnego

W grze (zarówno offline, jak i online) dostępne są dwa tryby – Rising i Arcade. W pierwszym w trakcie rozgrywki gracze zbierają punkty za zabijanie przeciwników, przechodzenie etapów w odpowiednim czasie etc., które mogą później wydać na rozwój swoich postaci (każda postać posiada trochę inny zestaw umiejętności. Lekki element rpg ułatwiający rozgrywkę – nowość dla gier z serii Contra – jest mile widziany, zważywszy na wspomniany już poziom trudności. W ten sposób ostatecznie każdy będzie mógł Hard Corps: Uprising skończyć. Drugi tryb przeznaczony jest dla prawdziwych wyjadaczy; gracz nie ma dostępu do żadnego sklepu, zaczyna grę z predefiniowanymi zdolnościami i musi ją przejść od początku do końca za jednym posiedzeniem (w trybie Arcade nie można wybierać poziomu, na którym chce się zacząć).

Hard Corps: Uprising

Na koniec warto wspomnieć, że do gry dostępne jest już  DLC – trzy nowe postacie, każda w dość wygórowanej cenie 200 punktów MS. Sprawa jest o tyle kontrowersyjna, że dwie z nich pojawiły się w sprzedaży równocześnie z grą, a nawet występują we wprowadzającym filmiku, można więc podejrzewać, że zostały wycięte, aby Konami mogło na nich dodatkowo zarobić. Cóż.

Werdykt

Czy Hard Corps: Uprising warto kupić? Cena jest dość wysoka, bo aż 1200 punktów MS, dlatego zakup należy poważnie rozważyć. Ja poleciłbym tę grę tym wszystkim, którzy czują szczególną nostalgię do Contry i gier dawnych dni, a także tym, którzy lubią wyzwania. Rozgrywka jest naprawdę płynna i wciągająca, a do tego spokojnie starczy na 10 lub więcej godzin gry (nie mówiąc już o powtórnym przechodzeniu poziomów inną postacią lub spróbowaniu swoich sił w trybie Arcade). Dodatkowym atutem jest tryb dwuosobowy – jeśli masz z kim usiąść na kanapie, moim zdaniem nie ma się co zastanawiać. Do broni!

Marcin Wełnicki,

autor prowadzi bloga Biały Atrament

PS Gra jest dostępna też na PSN, w cenie 47zł.