Zmien skórke
Logo Polygamii

Gry z kooperacją - które najmilej wspominamy, czy jeszcze w nie gramy? [Klub Dyskusyjny]

12.03.2017 Redakcja
Ghost Recon Wildlands przypomniał nam, jak bardzo lubimy co-opa. I jak bardzo nie mamy na niego czasu...

pawel2Paweł Olszewski: Raczej nie gram ze znajomymi przez sieć (z nieznajomymi zresztą też nie), ale gdybym grał, to robiłbym to głównie w co-opie. Fajnie strzela się online w Battlefieldzie i podobnych, ale prawdziwa jazda zaczyna się dopiero w kooperacji i wspólnym waleniu do NPC-ów. Redakcyjna sesja w Ghost Recon Wildlands przypomniała mi, jak świetnie grało mi się w obiektywnie patrząc średnie Army of Two albo dedykowane tryby Splinter Cella czy Call of Duty. Wybaczcie, ale nie pamiętam już nawet które to dokładnie były części. Doskonale pamiętam jednak tamte emocje czy nawet układ całych poziomów, które wielokrotnie powtarzałem z kolegami i długo nie miałem dość.

„Bo w tym cały jest ambaras, zęby dwoje chciało naraz”. Albo, tak jak w nowym Ghost Reconie czy Borderlandsach, jeszcze więcej. I to jest tu kluczowy problem. Synchronizacja kalendarzy, dostosowywanie rytmu dnia do innych, wyciszanie domowników. Co-opowe granie to dla mnie zbyt karkołomna robota. Tzn. samo przygotowywanie się do niego. Zupełnie nie dziwię się jednak tym, którzy mogąc sobie na to czasowo pozwolić spędzają w sieci długie godziny z kumplami. Bo wtedy w gruncie rzeczy najważniejsze nie jest już nawet to, czy mamy dobrą grę, tylko dobre towarzystwo.


maciek2-115x115-1Maciek Kowalik: Kocham co-opa. Ale z wiekiem coraz trudniej znaleźć do niego okazję. Wbrew pozorom – szczególnie trudno, gdy robi się w gierkach. Bo, gdy już uda się zebrać ekipę ty musisz powiedzieć – sorki, muszę cisnąć grę do recenzji. I nie ważne, że jest sobotnie popołudnie. Płacą nam nie za granie w gry, a za pisanie o nich. Ech, gdybyśmy jeszcze mieli ten luksus, by grać przed premierą…

Ale o czym ja? A o co-opie. Kilka lat temu, gdy czasu było więcej dałbym się pokroić za Ghost Recon Wildlands. W kooperacji w dwóch częściach Left 4 Dead spędziłem miesiące. Przechodzenie Splinter Cell: Chaos Theory z Piotrkiem Gnypem wciąż wspominam mile. Army of Two? Super gierka, ta pierwsza. Portal 2? Mistrzostwo. Diablo, Terraria, Halo 4, Illomillo, Trine czy Ibb&Obb. Mogę wymieniać kooperacyjne perełki i wymieniać. Ale co zrobić, skoro nie mam na nie już czasu.


adam2Adam Piechota: Jestem typem gracza, który nie przepada za trybami sieciowymi. Oczywiście, że od czasu do czasu wkręcam się, a nawet sezonowo czekam, aż się wkręcę (The Division marzy mi się po nocach) i wtedy jest super. Człowiek młody był, to młócił w MMO z całą watahą. Ale dzisiaj łatwiej zaplanować wieczór kawalerski niż regularne szarpanie przez neta. Dlatego kooperacja to dla mnie przede wszystkim kanapa. I czaję, że coraz rzadziej mamy taką opcję, że zmienił się priorytet. Niemniej nawet na dwóch ostatnich generacjach trafiały się chlubne wyjątki. Gdy kumpel pierwszoligowy, nawet Lego daje stuprocentową radość. Residenta „szóstkę” przeszedłem od A do Z z przyjacielem i tylko dlatego zapewne wspomnienia mam pozytywne.

Wiem, że jestem monotematyczny, ale Switch ma szansę tutaj coś „pstryknąć”. Głównie dlatego, że to pierwsza konsola, do której mam cztery pady. Do tej pory co-op kanapowy oznaczał dla mnie dwóch graczy. Reszta co najwyżej komentowała zza pleców. A w takie Snipperclips zagrałem z trzema znajomymi. To niesamowite, ile problemów – oraz śmiechu – dostarczają wtedy nawet najprostsze akcje. No i nie trzeba zapraszać do siebie. Nadal eksperymentuję z tą konsolą. W piątek zabrałem (taki jest przynajmniej plan, bo piszę te słowa w czwartek) konsolę ze znajomymi do pizzerii. Niech pakują w to jak najwięcej takich produkcji. Niech po cichu zmartwychwstanie takie gromadkowe szarpanie.


Bartek Stodolny foto1Bartek Stodolny: Co-op to super sprawa, ale jak pisali pozostali – z wiekiem coraz trudniej znaleźć na niego czas. A im więcej graczy do ekipy, tym zadanie to wydaje się bardziej niemożliwe. Każdy ma dziś swoje obowiązki, rodzinę i tak dalej, a poza graniem fajnie przeczytać książkę czy obejrzeć film. Dlatego dziś wspólnie gram bardzo rzadko. Czasem szybka partyjka w Vermintide, kilka razy przydarzył się Deathwing. A ostatnio Ghost Recon Wildlands z Maćkiem i Pawłem. Było ekstra, ale znowu – po trzech godzinach musieliśmy kończyć, bo życie. A całodniowych sesjach spędzonych z kumplem na mapie któregoś Total Wara śmiało mogę zapomnieć.

I jak tak się nad tym zastanowię, to wychodzi śmieszna sprawa. Kiedy człowiek miał czas na wspólne granie, z dostępem do internetu bywało różnie, szczególnie jeśli ktoś – jak ja – mieszkał w dzielnicy, w której nawet teraz 4-megowe łącze jest uważane za luksus. Dziś natomiast dziesiątki megabitów kosztują tyle, co jednodniowe zakupy dla 4-osobowej rodziny, tylko właśnie między innymi ta rodzina powoduje, że czasu na granie nie ma. I w sumie nie przeszkadza mi to.


Dominik Gąska: Co-op, tak, ale tylko i wyłącznie kanapowy. Więc z powodów logistycznych oczywiście rzadko. Ale nawet jeżeli jest to raz na dwa albo trzy miesiące – to ja jestem jednym z tych ludzi, których wkurzał brak split-screena w Halo 5. Bo właśnie gier na takie parogodzinne sesje parę razy w roku jest niezmiernie mało i nie jest to wcale taka nisza, jak myślicie.

Bo o ile w multi z rywalizacją można grać z obcymi ludźmi z internetu, o tyle co-op ma sens jednak głównie z kimś znajomym. I przez to dużo lepiej sprawdza się na żywo. Dlatego bardzo cenię twórców gier, którzy jeszcze pamiętają o tym elemencie. Mniej więcej od premiery powoli przechodzę drugi raz ze znajomym Gears of War 4 w kooperacji i są to zawsze bardzo udane wieczory.


patrykPatryk Fijałkowski: Co-op jak najbardziej, choć u mnie to raczej nie czas jest problemem, a odpowiednia kombinacja gry, towarzysza i chęci. Ostatnio podczas trzech dłuższych posiedzeń na jednej kanapie skończyłem z kumplem grę bez co-opa, Resident Evil 7 (nie ma ot jak granie po życiu). Jako że bluzgać tutaj bez powodu nie wypada, to powiem tylko, że było bardzo, bardzo fajnie. Kiedyś sieciowo świetnie bawiłem się też przy Borderlands 2, dopóki gra nie zaczęła nudzić swoim niewygórowanym poziomem trudności. Pierwszego Gears of War w życiu nie chciałoby mi się kończyć, gdyby nie doborowe towarzystwo wujka. Poza tym od kilku miesięcy czaję się też na Divinity: Original Sin – Enhanced Edition, ale nie mam za bardzo, z kim tego odpalić.

Ogólnie myślę, że w grach z co-opem jest ogromny potencjał, który udaje mi się sporadycznie odkryć. Mam jednak niedosyt tego rodzaju rozgrywki, m.in. dlatego, że zbyt dużo uwagi zajmują mi gry singlowe. W kooperacji zaskakująco dobrze działają też niektóre planszówki – na ciebie patrzę, Pandemio!


Przeczytaj więcej o grach, które pojawiły się w tekście:

  1. Gears of War 4 – recenzja. Marcus Fenix musi odejść
  2. 1-2-Switch – recenzja. „Gra” startowa
  3. Army of Two: The Devil’s Cartel – recenzja

Redakcja

Więcej na temat:

  1. 09:15 12.03.2017
    czaczi87

    Ja odkąd kupiłem PS4 Pro i zwykłą oddałem bratu mam trochę więcej okazji do grania w co-op. Z nim znacznie łatwiej jest mi zgrać się czasowo niż z moim dobrym kolegą.

    Świetnie się grało w Diablo 3 albo nawet broforce, które mają wspaniałą opcję hybrydowowego co-op: np. Jeden gracz online, a dwójka na wspólnej kanapie. Trzyosobowa sieczka w Broforce to krzyki, wrzaski i donośny rechot 😀

    Strasznie wnerwił mnie Nioh. W becie był normalny co-op, a w wersji retail usunęli możliwość wspólnego eksplorowana danego poziomu bez wcześniejszego jego pokonania. Myślałem, że nauczę brata grać w gry typu Souls, a tu kupa. Najwyżej przejdę DS3 jeszcze raz, tym razem w co-op.

    Więcej takich gier poproszę. Można wspólnie grać jak „za dzieciaka” będąc oddalonym od siebie 500 km. Piękna sprawa.

  2. 15:42 12.03.2017
    madoc

    Jedną z przyjemniejszych kooperacji ostatnich lat są dla mnie napady z GTA Online, dające sporo satysfakcji. Aż dziwne, że Rockstar nie rozwija tego pomysłu, zamiast tego zasypując GTAO masą średniej jakości dodatków.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Simplex
      20:14 12.03.2017
      Simplex

      Nie dziwne, biorąc pod uwagę jakimi niskim kosztem trzepią olbrzymią kasę na GTAO nie musząc robić praktycznie nic. A taki dodatek to dużo pracy.

      Oczywiście sam bardzo bym chciał żeby zamiast rozwijać GTAO wydali coś w stylu „Episodes from Los Santos”, albo kolejne napady.

  3. Freszu
    18:03 12.03.2017
    Freszu

    Borderlands 1 i 2 na podzielonym ekranie X360 <3

  4. mcklop.
    19:14 12.03.2017
    mcklop.

    Wszystkie Gears of War, Army of Two, Kane & Lynch i tym podobne przechodziłem z bratem na split screenie i bardzo miło to wspominam. Nie wyobrażam sobie grania w te gry samemu 😛
    Natomiast dzisiaj nie gram w coopa w ogóle, bo zwyczajnie nie mam z kim.

  5. Simplex
    20:13 12.03.2017
    Simplex

    „Bo w tym cały jest ambaras, zęby dwoje chciało naraz” – sprawdzanie pisowni tego nie wyłapie.

    Ja też mam coraz większy problem ze zorganizowaniem się na coopa, ale bardzo lubię ten rodzaj rozrywki. Nawet średnia gra w coopie z dobrym kumplem nabiera nowego wymiaru, nawet jeśli tylko dzięki temu, że w trakcie można sobie pogadać o wiadomej części ciała Maryni.

  6. 08:33 13.03.2017
    simpson

    no więc tak: Residenty 5,6,revelation 2, racoon city, dead space 3, ghost recoon future soldier, Brothers: A Tale of Two Sons, Disney Tangled, scoobie doo nawiedzone bagno, The Cursed Crusade, Disney Alice in the wonderland, Watchmen 1-2, Splinter cel Conciction, Blacklist, Gear of war 3. Te wszystkie tytuły (choć parę pewnie pominąłem) ograłem przez ostatni rok w cooperacji z kobietą. Jeszcze wiele przed nami wspólnej zabawy 🙂

  7. 00:06 14.03.2017
    matheok

    Zapomnieliście o świetnym Little Big Planet. Dzięki niej, moja dziewczyna zrozumiała czemu kupiłem PS4.