Zmien skórke
Logo Polygamii

Gry single player umierają? Pozwolę sobie wątpić

Wolfenstein II: The New Colossus
Wbrew pozorom wcale nie jest tak źle.

Kiedy Electronic Arts zamykało Visceral, bo powstająca w studiu gwiezdnowojenna gra „w swojej obecnej formie kształtowała się na fabularną, liniową pozycję przygodową”, pojawiły się głosy mówiące o powolnym wymieraniu skupionych na fabule gier dla jednego gracza. Głosy dodatkowo podburzone przez wypowiedź byłego pracownika BioWare, który mówił wprost, że gry singlowe są dla EA martwe.

Dla EA może tak, ale czy naprawdę jesteśmy skazani albo na samo multi, albo wydmuszki w otwartym świecie? Zach Wilson, były projektant poziomów dwóch pierwszych Dead Space’ów w Visceral (odszedł ze studia przed jego zamknięciem), mówi portalowi Gamesindustry.biz, że to absurdalna teza.

EA faktycznie nie kontynuuje dzieła [robienia gier singleplayer – dop. red.], ale jest tyle innych grup z pasją do tworzenia takich gier, że nie może być mowy o ich zniknięciu. A osobiście wolałbym mniej gier, za to wyższej jakości, co zapewne będzie miało miejsce.

I jeśli się zastanowić, to faktycznie nie dzieje się z tymi singlami nic złego. EA co prawda odpuściło, czego najlepszym przykładem jest Anthem, ale czy spod skrzydeł wydawcy wyszło w ostatnich latach cokolwiek, co miało naprawdę dobrą fabułę? Battlefield 1 trzymał poziom wszystkich nowych Battlefieldów, czyli w najlepszym wypadku przeciętny. Andromeda miała historię typową dla space opery, którą jest cała ta seria. Titanfall 2? No, powiedzmy, choć też nie było w niej niczego nadzwyczajnego – ot, przyzwoita i spójna historia. Pierwszy Battlefront to w zasadzie tylko multi, a drugi… Jakaś tam nadzieja na niezłą historię jest, ale nie liczę tu na nic wyjątkowego.

Po prostu Electronic Arts, jako spółka notowana na giełdzie, musi dbać przede wszystkim o interesy akcjonariuszy, zatem iść tam, gdzie są pieniądze. A te zdecydowanie leżą w mikrotransakcjach, DLC, skrzynkach z lootem i wszelkiej maści cyfrowych pierdołach do gier. Przyznaje to zresztą Wilson mówiąc:

Takie są obecnie trendy na rynku, a po wydawcach będących spółkami giełdowymi oczekuję, że będą podążali za tymi trendami by zmaksymalizować zyski. Popieram to jako akcjonariusz EA.

Ja akcjonariuszem EA nie jestem, ale w pełni się z nim zgadzam. Jeżeli ktoś myśli, że duży wydawca i podległe mu studia istnieją, by robić dobrze graczom, to – nie obraźcie się – jest zwyczajnie naiwny. A skoro „w 2016 roku aż 1/4 przychodów z cyfrowych gier, za które trzeba płacić, pochodziła ze sprzedaży dodatkowej zawartości”, to znaczy, że system ten większości odpowiada. I czy kogoś naprawdę dziwi, że duzi wydawcy robią gry, które można jak najlepiej monetyzować?

Z drugiej strony mamy Bethesdę, część giganta ZeniMax, która wydaje Wolfenstein II: The New Colossus – grę nie tylko nastawioną na kampanię dla jednego gracza, ale wręcz pozbawioną multiplayera, który jak mówią twórcy z MachineGames, jedynie rozwodniłby całe doświadczenie. Chodzą też plotki, jakoby Chris Avellone miał zająć się kolejnym Falloutem.

Inny przykład dużego wydawcy i singlowej gry? Red Dead Redemption 2. Jasne, gra na pewno będzie miała komponent online, który zapewne zdominuje ją tak samo, jak GTA Online zdominowało GTA V, ale o jakość fabuły jestem mimo tego spokojny. Nowy God of War też będzie skupiony na singlu i historii, a Cory Barlog mówi wprost, że w liniowych grach nie ma niczego złego.

Jest też Detroit: Become Human, jest Metro: Exodus, które wbrew pozorom będzie liniowym doświadczeniem z lekko otwartymi misjami, a Kojima robi swoje Death Stranding. Zresztą nawet jeśli giganci branży w pewnym momencie stwierdzą, że opłaca się robić jedynie rozdrobnione, otwarte światy, najlepiej z elementami online i masą mikrotransakcji, to… to niech sobie robią.

Mało jest studiów niezależnych albo wydawców pokroju Focusa czy Devolvera? Oni z chęcią wypełnią tę dziurę. Zwróćcie choćby uwagę na takiego Vampyra od Dontnod. Albo wydane już rodzime gry pokroju Observera czy Get Even. Przecież tam producenci skupili się właśnie na opowiadaniu historii. Jeszcze raz: nawet jeśli duzi wydawcy w pewnym momencie stwierdzą, że robienie gier typowo pod jednego gracza nie ma sensu, to naprawdę na tym nie ucierpimy. Po prostu zajmie się tym ktoś inny.

A na koniec coś, co bardzo mi się spodobało i co powinniśmy wziąć sobie do serca:

Bartosz Stodolny

  1. johny-rakieta
    22:38 24.10.2017
    johny-rakieta

    Myślę że zamiast grać w wypuszczane taśmowo sandboksy lepiej zatrudnię się jako Kurier UPS. Będę zwiedzał rozległe lokacje, robił proste questy i jeszcze mi zapłacą! A do tego jaka interakcja z otoczeniem i rozdzielczość.

  2. 22:45 24.10.2017
    revyrev

    Dokładnie, indyki ratują sytuację. Skończyłem bardzo dobrego Ruinera i teraz gram w świetne A Hat in Time. Nie ma o co się obawiać, chętnych devów na wypełnienie niszy SP (jeśli takowa rzeczywiście powstanie) znajdzie się masa.

    Ukryj odpowiedzi()
    • johny-rakieta
      23:43 24.10.2017
      johny-rakieta

      Całkowicie olewając tytuły AAA zostaje nam pula tytułów których nie idzie ograć nawet jeśli będziemy robić maratony po 20h dziennie.

      Ja właśnie ogrywam Pyre, niedawno zaliczyłem przygodówki Wadjet Games a w dodatku odkryłem pokaźną niszę gier tekstowych.

  3. qlt82
    10:29 25.10.2017
    qlt82

    Z jedym sie nie zgodze. EA maksymalizuje zyski robiac dobrze GRACZOM. Bo to oni ten zysk im w zebach przysznosza. Robisz zajebistego Wiedzmina 3 i zachowujesz sie fair wzgledem graczy i zysk szybuje w kosmos. Robisz po taniosci pol produkt jak Andromeda czy Batman: Arkham kinight, Czy Sinper:Ghots Worrior 3 i zyski nie zadowalaja inwestorow. Tyle i az tyle.

  4. 14:21 25.10.2017
    dziuga666

    ja bym zawęził pytanie, czy strzelanki single player umierają? tak, umierają, bo nie dają nawet ćwierć zabawy jaką daje multi, poza oczywistymi wyjątkami jak np. doom.

  5. szpynda
    11:08 26.10.2017
    szpynda

    „2020 will be something else” mnie nie interesuje. Ja chciałbym grać w DOBRE gry single player teraz. DOOM czy Wolf tylko pokazują jak mało jest tych gier obecnie. Wszędzie tylko multi dla znerwicowanych i z ADHD. Natrzaskać mapek i doić kasę ze skrzynek. Dziękuję. Ja wysiadam. Gier typu Heavy Rain czy Detroit nie liczą, bo to nie są gry tylko novele. Tyle tam grania co kot napłakał.