Zmien skórke
Logo Polygamii

PolecamyFIFA 18 i NBA 2K18 kontra Switch

Czyli dwa różne podejścia do tematu hitowych marek na konsoli przenośnej.

Facebook Twitter Google Wykop

Tydzień z obiema grami i Switchem uświadomił mi dwie rzeczy. Po pierwsze – wreszcie zrozumiałem, że Switch naprawdę jest konsolą przenośną. Gdy wcześniej zjeżdżałem Linkiem na tarczy ze zboczy Hyrule w Breath of the Wild jeszcze to do mnie nie docierało. Konsola, telewizor, normalny pad – ani myślałem o wyciąganiu Switcha z docka. A na urlopie – wiadomo. Leń level max, każdy niepotrzebny ruch odpada, a na ładowanie pada szkoda czasu. O, co leży tu na fotelu obok?

Okazuje się, że leżała tam kapitalna platforma do gier sportowych. I to druga nauka z owego tygodnia. Trochę dziwnie jest dochodzić do tak pozornie oczywistego wniosku, ale z przenośną naturą Switcha świetnie współgra natura gier sportowych. Zwłaszcza futbolu czy koszykówki, w których mecz trwa zawsze tyle samo minut i łatwo policzyć czy uda się rozegrać go do następnego przystanku czy momentu, w którym obiad zacznie się już przypalać. Mamy 2017 rok, „usypianie” nie tylko sprzętów mobilnych ale i stacjonarnych nie jest żadnym problemem. Ale może, jak ja, lubicie mieć świadomość, że udało się skończyć coś, co się rozpoczęło.

Z przenośną naturą Switcha świetnie współgra natura gier sportowych

Ani PES, ani NBA Live nie trafiły w tym roku na Switcha, więc żonglowałem FIF-ą 18, podrzuconą przez EA oraz NBA 2K18. Rezultat? Dwa przykłady na to jak portować wielkie marki na konsolę Nintendo. Żadna z dróg nie jest idealna, ale efekty okazują się zaskakująco dobre.

FIFA 18 na Switchu nie jest kopią gier z innych platform. Ani z obecnej generacji, ani z poprzedniej, na której seria wciąż wychodzi w edycjach Legacy, zawierających jedynie odświeżone składy. Na Switchu to hybryda, której sporo brakuje do standardów wersji PC/PS4/X1. Najbardziej żal silnika. Nieobecność Frostbite oznacza brak całego trybu fabularnego Droga do sławy, ale też uproszczoną fizykę w trakcie meczów, którą odczuje każdy, kto grał w oryginał. Jest trochę płyciej, jeszcze bardziej arcade’owo i mniej ciekawie wizualnie. Ale w obu trybach (przenośny i w docku) gra działa w ślicznych 60 fpsach, oferuje całe bogactwo międzynarodowych komentarzy i jest po prostu… FIF-ą jakiej na konsoli przenośnej jeszcze nie było.

Nigdy nie nauczyłem się grać w FIF-ę na Vicie. Smyranie tylnego panelu było przykładem zupełnie niepotrzebnej nowinki. Na Switchu po prostu bierzesz i grasz tak, jak na innych platformach. A choć jako wieloletni fan serii powinienem zgrzytać zębami na stary silnik, to widząc, jak bawią się niegrający prawie nigdy znajomi, jakoś nie mogłem się na to zdobyć. Zwłaszcza że FIFA od lat jest przyjazna nowicjuszom.

Ma dwuprzyciskowy tryb sterowania, w którym trzeba wiedzieć jedynie, który przycisk odpowiada za strzał, a który za podanie. Ich typy i siła są dobierane automatycznie. Ani mój mózg, ani palce tego nie potrafiły, ale okazało się, że w ten sposób da się fajnie bawić, obsługując grę po joyconie na gracza. Jeśli wzdragasz się na tą myśl, to cóż – witaj w klubie. I pakuj pleja, pady i telewizor na wieczorne pykanie w przerwach ligowych kolejek…

FIFA od lat jest przyjazna nowicjuszom

Ostatecznie cięcia bolą mniej niż się spodziewałem, bo równoważy je społecznościowa strona przenośnej maszynki do spółki z atrakcyjnym obliczem futbolu, prezentowanym przez FIF-ę. Szkoda natomiast, że w sieci da się grać tylko z obcymi. Nie ma możliwości zaproszenia do zabawy kumpla i trudno to wytłumaczyć.

W NBA 2K18 na Switchu znajdziemy wszystko, co w wersjach na inne platformy

Zwłaszcza, że w NBA 2K18 się da. Ba, w NBA 2K18 na Switchu znajdziemy wszystko, co w wersjach na inne platformy, włącznie z trybem fabularnym. Inaczej niż EA, Visual Concepts nie szło na kompromisy. Wpakowało w grę aktualny silnik i całe dobrodziejstwo trybów, cotygodniowe odcinki 2K TV czy przedmeczowe studio. Ale rzeczywistość wystawiła za to rachunek. Po pierwsze – do zabawy wymagana jest karta pamięci 32GB i aż 5GB miejsca w pamięci konsoli na każdy save. I to nawet, gdy kupujecie grę w pudełku. Po drugie z 60 fps-ów zrobiło się 30. Zarówno w trybie przenośnym, jak i stacjonarnym.

W tym pierwszym niespecjalnie się to odczuwa. Na małym ekranie wszystko wygląda piekielnie ostro i płynnie. A serwowana przez 2K18 koszykówka jest mocno symulacyjna, a więc i dość wolna. Po podłączeniu konsoli do telewizora gra robi już nieco gorsze wrażenie. Widać więcej brakujących efektów, wygładzanie krawędzi nie robi za dobrej roboty, a i poświęcone fpsy czuje się trochę mocniej. Trzeba pograć chwilę, by przestawić się i nauczyć ignorować pewną toporność.

Ale gdy już to zrobimy albo gdy gramy w trybie przenośnym, NBA 2K18 wydaje się czuć na Switchu jak u siebie i skłamałbym pisząc, że nie zrobiło to na mnie wrażenia. Nawet jeśli wraz z całym bogactwem rozgrywki i trybów, tegoroczna odsłona przynosi niezdrową porcję mikrotransakcji. Ale to zupełnie inna kwestia. Jakkolwiek dziwnym tworem nie byłaby nowa konsolka Nintendo, jest przede wszystkim przenośniakiem. A FIFA 18 i NBA 2K18 sprawiają, że nie trzeba już patrzeć przez palce na porty marek tego kalibru.

FIFA 18 i NBA 2K18 sprawiają, że nie trzeba już patrzeć przez palce na porty marek tego kalibru

W przyszłym roku będzie jeszcze ciekawiej. Zobaczymy, czy obie firmy pozostaną przy swoich podejściach, czy może wybiorą inną drogę. Chciałbym zobaczyć w FIF-ie 19 na Switchu Frostbite’owe nowinki, ale nie obraziłbym się za jakieś, wykorzystujące możliwości joyconów mini-gierki. Coś unikalnego, co pozwoli zrównoważyć ewentualne braki w innych miejscach. FIFA na Wii była dziwaczna, ale miała chociażby turniej żonglowania piłką przez podbijanie jej wiilotami. Coś takiego by nie zawadziło.

W NBA 2K19 dopracować trzeba by stronę techniczną. Nie tylko zastanowić się nad tym, ile trzeba by poświęcić, by zaoferować graczom 60 fps-ów. 2K18 miało na Switchu upiorny start, dopiero po premierze doczekało się olbrzymiej łatki, a i tak gra wciąż lubi zgłupieć lub bezceremonialnie wywalić z sieciowego meczu. Choć warto dla pełnego obrazu dodać, że tego typu akcje nie są grze obce również na innych platformach. Jak portować po całości…

Switchowe debiuty obu serii uznaję za udane i jestem ciekawy, jak sytuacja rozwinie się w przyszłości. Nie mam już wątpliwości, że Switch to świetna platforma do gier sportowych, ale nastroje w siedzibach wydawców będzie dyktować sprzedaż. A jeśli za rok będę musiał napisać, że mobilne odsłony stoją w miejscu, zasługując na przypięcie im etykiety Legacy Edition, będę bardzo niepocieszony. Bo w Switchu drzemie potencjał. Niezależnie od tego, czy developerzy będą za wszelką cenę iść w port 1:1 czy postanowią zrekompensować pewne braki funkcjami i trybami, które na innych platformach nie byłyby możliwe.