Zmien skórke
Logo Polygamii

Fatalny start LawBreakers na PC

Ponad 1000 pozytywnych recenzji na Steamie i... malutko graczy.

Pisząc, że nowa gra Bleszinskiego potrzebuje sukcesu w trakcie ostatniej otwartej bety, nie tego się spodziewałem. Wcześniejsze testy przyciągnęły zastraszająco małą liczbę graczy, sytuując popularność darmowego grania w Lawbreakers w okolicach Battleborn. Okazało się jednak, że przedpremierowa otwarta beta zainteresowała ich jeszcze mniej.

Premiera za nami i jest tylko gorzej.

Piękne umysły z GitHyp podliczyły dane ze Steama i ogłosiły, że zainteresowanie grą jest o ponad połowę niższe niż jej betą. Niższe zainteresowanie oczywiście można zrozumieć, bo beta była darmowa, a pełna gra kosztuje 30 euro. Ale kilka dni po premierze to zwykle czas największej popularności gry, choć trzeba pamiętać o wyjątkach jak Rainbow Six: Siege.

Tylko, że LawBreakers nic nie dolega. Gra lepsza nie będzie, choć wzbogaci się w końcu o nowe postacie, plansze i tryby. Mówimy tu o Steamie, ale nawet czkawka na PS4 została już zażegnana. Więc jeśli w dniu premiery gra osiągnęła na Steamie marne 3 tysiące graczy na serwerach jednocześnie, to BossKey i Bleszinski mają problem. Battleborn miał na Steamie 4 razy więcej graczy. LawBreakers nie załapało się nawet do 100 najpopularniejszych gier. Strzelanina od Gearbox zadebiutowała tam na 19 miejscu.

Bleszinski przegrywa więc z tytułem, który jest uniwersalnie uznawany za sprzedażową pomyłkę, co przyznaje nawet prezes Take-Two. I trudno tu ratować sytuację wspominając o tym, że oprócz PC, gra wyszła też na PS4. Marketing sprzedawał LawBreakers jako pecetowy tytuł. Nawet jeśli – co poświadczam – na konsoli gra się wybornie.

Kiepskie liczby LawBreakers są o tyle niepokojące, że gracz inwestujący pieniądze w strzelaninę musi brać pod uwagę stan gry. Rozgrywką jestem zauroczony, ale gdybym miał płacić za nią swoimi (a nie redakcyjnymi) pieniędzmi zakup przemyślałbym trzy razy bardziej.

Nikt nie zna przyszłości. Titanfallowi 2 też wróżono klęskę, gdy na serwerach było ledwie kilka tysięcy graczy, a jednak nigdy nie czekałem tam na mecz zbyt długo. W przypadku LawBreakers mogę powiedzieć tyle, że znalezienie kompletu zajmuje marną chwilkę. Gram na PS4 i nie miałem żadnych problemów z matchmakingiem.

Ale może się to zmienić jeśli nowinki nie będą dostarczane regularnie, a baza graczy nie będzie się powiększać. Na horyzoncie majaczy już przecież Destiny 2, Call of Duty czy Star Wars Battlefront 2. LawBreakers kosztuje mniej niż większość gier, ale ma to też swoją ciemną stronę. Tanią grę łatwiej porzucić…

A tak po ludzku przyznam, że po każdej fali artykułów bacznie przyglądałem się profilowi Bleszinskiego na Twitterze. Facet znany jest raczej z emocjonalnego podejścia do swoich gier. Ale trzeba przyznać, że umie panować nad sobą. Ani jednego rantu na media, środowisko, branżę. Nic. Ale w końcu będzie chyba musiał zareagować. Ciekawe czy bije się teraz z myślami, jak mogłyby potoczyć się losy LawBreakers, gdyby nie zrezygnowano z modelu free-to-play.

Maciej Kowalik

Więcej na temat:

  1. 13:38 10.08.2017
    s.p.

    Jak mają kupować grę jak nikt nie wie że to wyszło. Wczoraj oglądałem parę osób na Twitchu i pytania czy to beta i kiedy będzie premiera pojawiają się nonstop.

  2. 14:13 10.08.2017
    Lufsig

    Ja mam problem ze zrozumieniem modelu biznesowego dla nowych gier tego typu. Istnieje jakiś procent graczy który gra w tego rodzaju produkcje, a resztę nie przekonają żadne świecidełka. Innymi słowy nie ma co liczyć na nowy kawałek tortu. Poza tym, te które istnieją mają bardzo silną pozycję. Wszystkie te gry wymagają inwestowania czasu i pieniędzy – odblokowanie kolejnych postaci/umiejętności. Przywiązują gracza do siebie, skutecznie obniżając potrzebę grania w inne tytuły tego typu. No chyba że darmowe (patrz: Paladins, które jest ciekawą alternatywą dla Overwatcha).

    Nowy tytuł musiałby oferować coś naprawdę niezwykłego (patrz R6:S, które znalazło sobie miejsce obok CS:GO), co wspierałaby wspaniała kampania marketingowa, żeby nie być już w fazie planowania ocenionym jako sprzedażowa klęska. Nie rozumiem wielkiego zdziwienia Bleszinskiego.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Maciej Kowalik
      15:08 10.08.2017
      Maciej Kowalik

      „Wszystkie te gry wymagają inwestowania czasu i pieniędzy – odblokowanie kolejnych postaci/umiejętnośc” – czyli nie grałeś ani w Overwatch ani w Lawbreakers.

      „Nie rozumiem wielkiego zdziwienia Bleszinskiego.” – a gdzie on się dziwi?

      Ukryj odpowiedzi()
      • 03:39 11.08.2017
        Lufsig

        Stawiasz głupie tezy, ignorując sens wypowiedzi. Znowu, nie rozumiem po co?
        Grałem w Overwatcha do czasu romansu z R6:S. Co to ma do rzeczy?
        Gdybym nie grał to by znaczyło, że „program lojalnościowy” w postaci mikrotransakcji/zbierania expa tam nie istnieje?
        I nie, nie grałem ani w Lawbreakers, ani w Battleborn, ani w Paladins i co tam jeszcze jest. Rozumiem, że wg. twojej logiki w żadnej z tych gier nie inwestuje się pieniędzy ani czasu w odblokowywanie elementów gry?

  3. 15:07 10.08.2017
    Nikodemsky

    Gra się naprawdę fajnie w wersję pecetową ale nie jest to tytuł, który sam od siebie przyciągnie wiarę. Imho zawiódł tutaj marketing – darmowe bety(bardzo krótkie swoją drogą) to było naprawdę zbyt mało, o grze powinno być wszędzie głośno i release powinien być z przytupem.

    30 euro to nie jest spora kwota ale na tyle duża, żeby móc się już zastanowić – nie wiem jak inni ale ja poczekam sobie do większej promocji.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 01:27 11.08.2017
      Sard

      1. 30 euro to fakt – nie dużo.
      Ale można je wydać na overwatcha, które jest bardziej „na czasie”. Choć wydaje mi się, że też trochę ucichł.

      2. Ja na przykład nie trawię, kiedy grę reklamuje się… wróć nawet nie grę, nie trawię całej otoczki gamingu typu „ONLY FOR REAL SKILLED GAMERS”. To czy gra wymaga skilla i czy ‚skillowi’ gracze się nią zainteresują powinna ocenić publiczność, gracze. Czy to na podstawie mechaniki rozgrywki i kilku innych czynników, czy tego jaka scena się stworzy wokół tytułu. A nie sprzedają Ci grę, która jest tylko dla „SKILLED AS F*CK”. Czyli dla kogo? Ja tam się nie uważam za super skillowego gracza. Nie wygrałem żadnej lanówki, nie byłem nigdy dobry w quake, miałem LEM w csgo i platyne w starcrafcie 2. Nie wydam teraz 30 euro na grę, której muszę się uczyć, żeby się nią cieszyć.

      Tu jest błąd, wielkiej kampanii marketingowej nie ma, a ta która jest celuje w graczy którzy są „skilled af” w grę, której jeszcze nie kupili. Good job.

      Ukryj odpowiedzi()
      • 01:30 11.08.2017
        Sard

        I na koniec – wyliczcie sobie tak mniej więcej średnią viewsów na kanale yt LB – wyjdzie wam cała baza graczy. I to pewnie z dużą przesadą.

      • 02:01 11.08.2017
        Nikodemsky

        2. Lawbreakers od samego czasu celował w konkretną niszę i jawnie mówiło się o tym, że nie będzie to gra dla wszystkich. Zdziwiłbyś się jak wielu ludzi miałoby ochotę zagrać w LB – tj. gdyby faktycznie wiedzieli, że w ogóle gra istnieje lub wyszła z bety.

        Slogany o których wspominasz to tylko hasła reklamowe. Niekoniecznie przekonywujące ale pasujące do ogólnego settingu i rozgrywki.

        I na koniec – wyliczcie sobie tak mniej więcej średnią viewsów na kanale yt LB – wyjdzie wam cała baza graczy. I to pewnie z dużą przesadą.

        Ciężko mi brać na poważnie ludzi, którzy piszą w ten sposób.

      • 03:48 11.08.2017
        Lufsig

        Z drugiej strony, lepiej żeby komunikowali zgodnie z prawdą. Spójrz na For Honor, które wyglądało jak przyjemna niedzielna nawalanka, a okazało się hardcorową bijatyką w tpp. Casuale płaczą i jęczą, wydane pieniądze może się zwrócą, ale ten ból i upokorzenie? 😀

  4. znubi
    17:47 10.08.2017
    znubi

    to ta gra gdzie domyslnie sie dostaje avatar z kupą i muchami? niech ginie http://i.imgur.com/Ryjf8vJ.jpg