Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeElex – recenzja. Piranie wracają do korzeni

Trzeba przyznać, że ludzie z Piranha Bytes się postarali. Gothic został uwspółcześniony, ale czy to wystarczyło?

Facebook Twitter Google Wykop

Moja relacja z Eleksem jest jak spotkanie kumpla ze szkolnej ławki. Niby znamy się już długo, niby przyjemnie wspominamy stare czasy, ale jednak wiek nas inaczej ukształtował, a charaktery się pozmieniały. Na szczęście poczucie humoru pozostało podobne.

Pobieżne spojrzenie na niemiecką produkcję może zmylić nawet zagorzałego fana gotyku. Gra oferuje coś świeżego: oto mamy krainę science-fantasy po kataklizmie, herosa z przeszłością i personaliami, a nasza misja ma wpłynąć na losy całej planety. Tymczasem przyglądając się bliżej, widać same podobieństwa do debiutanckiej serii Piranha Bytes: pojawienie się tajemniczego minerału o niezwykłych właściwościach kojarzy się z magiczną rudą. Magalan zamieszkuje fauna równie zabójcza, co znana z Myrtany, a do tego już na początku przygody spotykamy naszego pierwszego towarzysza. W trakcie rozgrywki zapoznajemy się z kilkoma frakcjami, a związanie się z danym stronnictwem jednocześnie otwiera i zamyka nam poszczególne ścieżki w grze. I to wszystko podane z pełną polską lokalizacją. Każdy miłośnik przygód Bezimiennego po chwili poczuje się jak w domu.

Platforma: PC, PS4, Xbox One
Producent: Piranha Bytes
Wydawca: THQ Nordic
Dystrybutor: CDP
Data: 17.10.2017
Wersja PL: dubbing
Grę do recenzji udostępnił dystrybutor. Zdjęcia pochodzą od redakcji. Graliśmy na PC.
Witamy w kolonii Edanie
Bywa urokliwie

W krótkim wprowadzeniu poznajemy głównego bohatera, Jaksa, członka futurystycznego bractwa Albów, który zdradzony i pozbawiony sprzętu próbuje przeżyć na nieprzyjaznym terytorium. Nie mija chwila i wyposażeni w prowizoryczną broń, stajemy oko w oko z pierwszym przeciwnikiem. System walki, choć ograniczony do kilku klawiszy, wymaga dłuższej chwili na opanowanie. Przypomina znany z pierwszych Gothików styl, oparty na czasowych kombinacjach połączony z… Dark Soulsami. Wyprowadzanie ciosów wymaga energii, podobnie blokowanie i uniki. Wrogów możemy oznaczać, żeby zablokować kamerę, a bohater zawsze był zwrócony w kierunku rywala, co ułatwia parowanie. Choć na papierze wygląda to ciekawie, to pierwsze godziny potrzebne do zdobycia lepszego ekwipunku mogą być drogą przez mękę. Spowodowane jest to odrębnym zestawem ruchów dla każdego typu broni, a jak wiadomo wymachiwanie prętem, czy zardzewiałą siekierą, nie należy do najwygodniejszych.

Nazywam się Diego Duras

Zaraz po krótkiej eksploracji i kilku obligatoryjnych monologach głównego bohatera, spotykamy pierwszą postać. Przyjaźnie nastawiony berserker, chętnie opowie nam o lokacji i aktualnej sytuacji. Duras odpowiada za rekrutowanie świeżaków do swojego sojuszu (zaskoczenia brak) i proponuje wyprawę do pierwszej dużej osady w grze. Zmierzając do Goliet mamy okazję podziwiać uroki świata przedstawionego. Mijamy ptactwo zbliżone do ścierwojadów, w oddali widać bliskiego krewnego cieniostwora polującego na zębaczo-podobne gady. Magalan ewidentnie żyje własnym życiem i warto czasem przystanąć, pooglądać krajobraz. Warto też zwrócić uwagę na zmienny system dobowo-pogodowy, bo o ile deszcz nie wpływa na statystyki, to w nocy łatwiej trafić na agresywne zwierzęta, a zaczepiane postacie są wyraźnie „rozespane” – słychać to w dialogach. No i zmrok to sprzymierzeniec każdego złodziejaszka.

Pobieżne spojrzenie na niemiecką produkcję może zmylić nawet zagorzałego fana gotyku

Wszystko nieprzykręcone do stołu
Czasem jest dramatycznie

Kradzież popłaca do momentu wykrycia. Nie udało się? Szybkie wczytanie i ponownie możemy stać się drugim Garrettem, a w przypadku „wpadki” jeszcze raz próbować i tak aż do skutku. Wiele zadań można w ten sposób szybciej ukończyć, a także zdobyć trudnodostępne przedmioty i receptury. Bądź zwyczajne kosztowności na handel. A pieniądze to towar deficytowy na początku rozgrywki, bo wymagane są nie tylko do zakupów, ale też awansowania postaci.

Rozwój Jaksa to nieco zmodyfikowana klasyka. Wraz ze zdobywaniem kolejnych poziomów zyskujemy pulę atrybutów do rozdania oraz jeden punkt umiejętności. Te zostały podzielone na kilka „szkół” – przetrwanie, walka czy charakter i wymagają odpowiednich parametrów –  nauczyciela oraz waluty. Zwiększanie siły, poza odblokowaniem wyższego poziomu zdolności, przekłada się na obrażenia zadawane wręcz. Budowa zwiększa zdrowie, zręczność biegłość strzelecką i tak dalej.

Duras odpowiada za rekrutowanie świeżaków do swojego sojuszu (zaskoczenia brak) i proponuje wyprawę do pierwszej dużej osady w grze

Unikalną cechą naszego bohatera jest za to oziębłość. Definiuje ona jak bardzo emocjonalna jest nasza postać podczas dialogów, a ponieważ to dynamiczna wartość, warto już na początku założyć jak empatyczny będzie nasz Alb. Bowiem po czasie utrzymanie oziębłości na konkretnym poziomie daje bonusy do talentów i odblokowuje nowe opcje dialogowe. Wiąże się również z głównym wątkiem fabularnym.

Wykrzyknik nad głową
Widok na miasto banitów

Fabuła i łączący się z nią klimat to zdecydowanie najmocniejsze strony tytułu. Tylko trzeba do niej podejść holistycznie, gdyż siłą napędową jest nie tylko przewodnia intryga, ale łączące się z nią zadania poboczne. I klimat.

Choć połączenie trzech pozornie wykluczających się nurtów fantastyki wydaje się karkołomne, to po dłuższym kontakcie zyskuje na uroku. Pomagają w tym ciekawie napisane zadania, zlecane przez charakterystyczne indywidua. Czasem jest to przeprowadzenie śledztwa w sprawie morderstwa, innym razem trzeba zbadać siedziby konkurencyjnej frakcji. W każdym regionie jest sporo do roboty i niekiedy mieszkańcy sami nas zaczepiają ze swoimi problemami, a misje rzadko mają tylko jedno rozwiązanie. Koronnym przykładem jest Miasto pod Kopułą, gdzie pomniejsze decyzje podejmowane w ramach zadań pobocznych wpływają na dalszy los i bezpieczeństwo całej lokacji. Niejednokrotnie zadania okazują się nieoczywiste – nie tyle mają różne zakończenia, co ich przebieg wpływa na dalszą część gry oraz postrzeganie Jaksa przez innych.

Elex-melex

Mijamy ptactwo zbliżone do ścierwojadów, w oddali widać bliskiego krewnego cieniostwora

Tytułowy pierwiastek, który sprowadził kataklizm, rozproszył się po całej planecie i każda frakcja wykorzystuje go do innych celów. Spotkani na początku Berserkerzy przetwarzają Elex na manę i tworzenie magicznych sadzonek, które przywracają przyrodę w zniszczonych krainach. Banici wytwarzają z niego dopalacze, dające czasowe bonusy do statystyk i umiejętności, a najbardziej zaawansowani technologicznie Klerycy zasilają nim uzbrojenie i budynki. Są jeszcze Separatyści – Albowie, którzy podobnie jak my sprzeciwiają się dowództwu i nie chcą wyrzekać się uczuć w imię mocy z zażywania Eleksu. Później się okazuje, że meteoryt nieprzypadkowo spadł na Magalan, a geneza pierwiastka rozwija się z wątkiem u jednej z towarzyszek.

Drobne kryształki minerału są wykorzystywane jako lokalna waluta – Elexit. Większe odłamki przydają się zaś przy tworzeniu mikstur rozwijających postać.

Rycerz z jet packiem
Częsty widok na początku gry

Unikalną cechą naszego bohatera jest oziębłość. Definiuje ona jak bardzo emocjonalna jest nasza postać podczas dialogów

Plecak odrzutowy to bezapelacyjnie najbardziej kontrowersyjne rozwiązanie w przypadku „klasycznego” erpega akcji. Otrzymujemy go już na początku zabawy, możemy z jego pomocą dostać się w teoretycznie niedostępne miejsca, a także wykorzystać w walce. Nie będę jednak was oszukiwał i przyznam, że sam najczęściej posługiwałem się nim przy ucieczce przed potworami. Jet pack jest pomocny, ale nieco gryzie w oczy. Szczególnie na początku zabawy, kiedy uzbrojeni w łuk i prosty miecz przemierzamy pierwszą, baśniową prowincję i natykamy się na pozostałości po „starej cywilizacji”. Czasem będą to ruiny hotelu, kiedy indziej jakiś garaż z zardzewiałymi samochodami. Później natykamy się na fragmenty zniszczonej szosy rodem z post-apo, by zaraz obok zobaczyć typową średniowieczną osadę. Oczywiście cały czas z jet packiem na plecach.

To niecodzienne „zderzenie cywilizacji” sprawia jednak, że z czasem chcemy coraz bardziej chłonąć specyficzną atmosferę Eleksa. Nie jest to może tak spójne uniwersum jak znane z Horizona, ale po bliższym zapoznaniu zyskuje na głębi. Twórcy zaś skrzętnie wynagradzają wnikliwe zwiedzanie.

Widząc trudnodostępną latarnię na horyzoncie, od razu powinna nam się zapalić żaróweczka, że ukryto tam coś ciekawego. Czasem jest to torba Eleksitu, innym razem skrzynia ze skarbami, a zdarzają się też legendarne bronie czy przepisy. Rzadko kiedy byłem zawiedziony, w najgorszym przypadku mogąc zerknąć na rozciągający się krajobraz.

Paździerzowy pejzaż

I tutaj dochodzimy do jednocześnie największej wady i zalety Eleksa: jest tak samo grubo ciosany jak słynna seria na G. Nieporadne, powtarzalne animacje, grafika, której tylko nieliczne tekstury wyglądają współcześnie, a napotykani zwykli mieszkańcy to czasem atak klonów. Nie zrozumcie mnie źle – gra ma swój urok, jednak do jego odkrycia wymaga wytrwałości. Cierpliwość jest zresztą testowana już na starcie, kiedy okazuje się, że zginąć można od obrażeń zadanych przez byle szczura, a niektóre opcje dialogowe są poblokowane i wymagają rozwinięcia np. charyzmy. Szczerze przyznam, że początek przygody jest ciężki, a prawdziwa zabawa zaczyna się po około 6 godzinach, kiedy nie jesteśmy już pomiatani przez byle rolnika. Wraz ze nabyciem lepszego ekwipunku, opanowaniem mechanik rozgrywki i wzbogaceniem się o sensowną ilość „złota”, Elex przestaje upokarzać gracza, a poznawanie uniwersum zaczyna sprawiać przyjemność. Problematyczna jest jednak konstrukcja fabularna, która sprawia, że zadania poboczne są opcjonalne tylko z nazwy. Żeby ruszyć główny wątek musimy solidnie wzmocnić w nich postać.

Tytułowy pierwiastek, który sprowadził kataklizm, rozproszył się po całej planecie i każda frakcja wykorzystuje go do innych celów

Jedna piąta Wiedźmina 3

Studio Piranha Bytes liczy około 30 osób. I patrząc na te RPG z otwartym światem widać, że stworzył je stosunkowo mały zespół. Mapa Magalanu jest ogromna, przemierzenie „z buta” z jednej lokacji do drugiej zajmuje sporo czasu i choć po drodze jest co zwiedzać i z czym walczyć, to nie został on tak „gęsto” wypełniony treścią jak wspomniane magnum opus CD Projekt Red.

Zmora każdej gry

Twórcy mrugając do starych wyjadaczy starają się również wyjść do nowych odbiorców, oferując specyficzne uniwersum, czy „współczesne” udogodnienia pokroju szybkiej podróży. Nadal jest jednak problem z pozornie nowoczesnym interfejsem, a niedoskonałości silnika widać nawet przez permanentną mgłę. Obraz średniaka dopełnia momentami zbyt egzaltowany dubbing. Wszystko to sprawia, że fani Gothiców poczują się jak w domu, reszta świata może zaś mieć mały kłopot. Od premiery trzeciej części serii Gothic gatunek RPG-ów akcji zrobił kilka susów naprzód, a Piranha Bytes stawia dopiero pierwsze kroki w pogoni za czołówką gatunku.

Budując napięcie

Nie oznacza to jednak, że Elex nie jest wart uwagi – jego ścieżka dźwiękowa to na przykład poziom światowy. Dynamicznie dostosowuje się do sytuacji na ekranie, a przemierzając zróżnicowane krainy czuć odrębny klimat każdej z nich. Zaś odgłosy podczas gry brzmią całkiem realistycznie – bestie ostrzegawczo pomrukują przed atakiem, a bronie wydają naturalnie niosące się dźwięki.

Wyraźne jest również puszczanie oka do uważnego fana Bezimiennego. Tutaj zbieżne imiona kilku postaci, gdzieś indziej ukryty wartościowy Szczaw Królewski. Mijane postacie rzucają równie czerstwe żarty, a różnorodni towarzysze co rusz wtrącają się do rozmów i wyrabiają sobie zdanie na temat naszego protagonisty. To zdecydowana rewolucja względem poprzednich gier studia. Choć czar gotyku obecny jest tutaj każdym kroku (zdecydowanie silniejszy niż w Risenach), to równie dobrze przy Eleksie będzie się bawił „świeży” gracz.

Najlepszy projekt w portfolio firmy

Mimo, że w trakcie spotkania z tym kumplem ze szkoły trochę się posprzeczaliśmy, to i tak na koniec serdecznie poklepaliśmy się po plecach i już planujemy następną, wspólną balangę. Elex to kumpel, który zmężniał i mimo trochę innych charakterów, nie wstyd z nim wyskoczyć na miasto.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.0

  1. 17:20 30.10.2017
    soulsonist

    Szczerze mowiac to chcialem dac szanse, ale nie mam juz, tak jak kiedys, 6 godzin aby beztrosko poswiecic na wczucie sie w gre… sorry Piranha.

  2. 19:08 30.10.2017
    Kazzz

    Recenzja dwa tygodnie po premierze? No cóż, „lepiej późno niż wcale” powiedział Jaś wyjmując narzędzie pracy z przerazonej Małgosi.

  3. brzanka
    14:14 31.10.2017
    brzanka

    Elex jest chropowaty. Brakuje mu ogłady i przystępności choćby TES-ów. Tutaj się ginie. Nie w satysfakcjonujący i motywujący sposób jak w DS-ach. Raczej głupio i bez zachęty do kolejnych prób. Jakoś nie bawi mnie wieczne save-load, bo ptaszek albo jaszczurka tym razem są mocniejsze. Zauważyłem, że część graczy ma tendencję do zapominania o użyteczności plecaka. Trzeba o niej pamiętać, bo inaczej w ogóle trudno grać. Brak poczucia płynnego przełożenia aktywności na klawiaturze na ruchy bohatera podczas walki. Mnóstwo błędów w tłumaczeniu (najgorsze, bo regularne, w sklepach), a to że wiem skąd wynikają nie zmniejsza dyskomfortu słuchania/czytania. Recenzja trochę po łebkach. Z końcową oceną jednak się zgadzam. To nie jest gra za 50 euro. Zapłaciłem za nią 42 zł w niespodziewanej promocji Amazona/Twitcha. I chyba tylko dlatego nie żałuję zakupu.

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      20:00 31.10.2017
      gsg

      Ktoś gdzieś celnie zauważył, że Piranha nie jest już w stanie konkurować z AAA RPG od wielkich wydawców (które same ze sobą też już chyba nie są w stanie konkurować, vide: ostatni Mass Effect). I o ile na początku wieku spory typu Morrowind vs Gothic mogły być zasadne, to dzisiaj należałoby jednak patrzeć na gry z Niemiec jak na produkcje klasy B. Mają aspiracje, ale nie udało im się wskoczyć poziom wyżej, jak choćby uczyniło to z wiedźmińską serią CD Projekt Red.