Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDunkierka – recenzja filmu. Wojna nakręcona z przerażającym realizmem

„Dunkierka” zdecydowanie wyróżnia się na tle dotychczasowego dorobku Nolana. I już teraz można powiedzieć, że trafi do panteonu najlepszych filmów o wojnie w historii.

Facebook Twitter Google Wykop

Nie ma tu chwili wytchnienia. „Dunkierkę” ogląda się praktycznie cały czas na wdechu. Film w pierwszych scenach rzuca widza w sam środek akcji i nie puszcza do samego końca. Do jej uzasadnienia nie potrzebuje praktycznie żadnych słów. Żadnych  dialogów, służących do tłumaczenia widzowi tego, co się dzieje. Wszystko, co bohaterowie mówią (a mówią niewiele), wynika z danej chwili. Ten film pokazuje również, że jeżeli chodzi o dojrzałość w sposobie pokazywania wojny, to gry muszą się jeszcze od kina nauczyć bardzo dużo. Twórcy Call of Duty: WW2 zdecydowanie powinni go obejrzeć.

“Dunkierka” nie pokazuje długich przemów o patriotyzmie i woli walki. Radzi sobie bez kreślenia życiorysów poszczególnych żołnierzy. W jednej z początkowych scen filmu dwójka bohaterów poznaje się, nie wypowiadając przy tym ani jednego zdania. I ani jedno zdanie nie jest tam potrzebne. Widz doskonale rozumie, co się tam dzieje i czemu żadne słowa nie padają.

W filmie Nolana nie ma też bohaterów w tradycyjnym, kinowym sensie. Owszem, akcję śledzimy z punktu widzenia konkretnych postaci przez cały film. Ale nie jest to ich historia. Nie mają w niej oni żadnej mocy sprawczej, nie przechodzą żadnej drogi czy przemiany, nie osiągają żadnego celu. Trudno doszukiwać się w ich przeżyciach jakiegoś głębszego sensu.

Trudno tu też  mówić o jakichś szczególnych kreacjach. Nie dlatego, że ktokolwiek gra tu źle. Ale nie ma tu popisu aktorskiego w rodzaju Ledgerowego Jokera. Każdy jest całkowicie zanurzony w swojej postaci, zredukowanej do najprostszego archetypu. Na psychologiczne analizy czy duchowe przemiany też po prostu nie ma czasu.

W pamięć zapada Mark Rylance („Most szpiegów”) jako kapitan niewielkiego, cywilnego jachtu, zdeterminowany za wszelką cenę uratować tylu żołnierzy, ilu tylko da radę. Zapada Tom Hardy, większość filmu grając samymi oczami. Pierwszy ma już „sympatycznego starszego pana, dla którego obowiązek jest najważniejszy” opanowanego do perfekcji. Drugiego cechuje taka charyzma, że pewnie można by nakręcić film, w którym przez 90 minut siedzi na krześle przed ekranem, nic nie mówiąc i byłoby to fascynujące. Reszta aktorów, w tym Harry Styles (One Direction), wokół obsadzenia którego narosły przed filmem pewne kontrowersje, trochę zlewa się tu w jedno w wojennej zawierusze. Pamiętamy i wiemy, co się z nimi działo, ale niekoniecznie, co z kim konkretnie.

Film w pierwszych scenach rzuca widza w sam środek akcji i nie puszcza do samego końca. Do jej uzasadnienia nie potrzebuje praktycznie żadnych słów

Scenariuszowy autentyzm przedstawienia wojny potęguje wizualna strona filmu. Tego można się było spodziewać po Nolanie i nie zawodzi tu w najmniejszym stopniu. Akcja jest przedstawiona niezwykle realistycznie, ale kompletnie pozbawiona  efekciarstwa. Nie ma wybuchów i kul ognia. Samoloty puszczają dym z silnika i po prostu spadają, by utonąć w morzu. Statki nie rozpadają się na części, a walą jak wielkie drzewa i znikają pod falami. Ludzie giną szybko, po cichu i bez fanfar. Czasami zupełnie przypadkowo i bez sensu.

Samoloty puszczają dym z silnika i po prostu spadają, by utonąć w morzu (…) Ludzie giną szybko, po cichu i bez fanfar

Na świętowanie krótkich momentów tryumfu nie ma tu czasu, podobnie jak na opłakiwanie poległych. Przed premierą filmu niektórzy bali się, że niska kategoria wiekowa i wynikająca z niej mniejsza brutalność spłyci sposób przedstawienia wojny. Jest wręcz przeciwnie. Dzięki niej bowiem nie ma w „Dunkierce” nawet cienia takiej efektownej hollywoodzkiej przemocy czy wręcz jej gloryfikowania rodem z Call of Duty. Film Nolana unika pokazywania rozbryzgów krwi, odrywanych członków, niby odrażających, ale też w jakiś sposób pociągających – bo dających do zrozumienia, że śmierć to coś wielkiego, istotnego, monumentalnego. Tutaj jest przerażająco niezauważalna.

Podczas działań zbrojnych nie ma miejsca na to wszystko, zdaje się mówić Nolan. Na bohaterów, przemiany duchowe, długie przemowy, uzasadniające cel działań. Nie ma też w nich niczego efektownego, popisowego, fascynującego w swojej zwierzęcości. Jest w „Dunkierce” przejmująca scena, w której żołnierze próbują bezskutecznie wypuścić na morze niewielkie łódki, raz po razie przegrywając zmagania z falami. Ich działanie jest równie irracjonalne i bezcelowe jak wszystko inne na wojnie.

Dominik Gąska

  1. Freszu
    18:44 22.07.2017
    Freszu

    Recenzja też na jednym wdechu. Fajnie się to czyta, szybko pochłaniając skondensowaną treść. Wybieram się na film w poniedziałek, mam nadzieję na odmienne spojrzenie na wojnę względem ubiegłorocznego „Hacksaw Ridge”, chociaż sam wybór tematu ewakuowania Dunkierki zamiast przedzierania się przez linię frontu chyba zobowiązuje.

  2. Simplex
    21:35 22.07.2017
    Simplex

    „można by nakręcić film, w którym przez 90 minut siedzi na krześle przed ekranem, nic nie mówiąc i byłoby to fascynujące”

    Albo film w którym przez 90 minut siedzi za kierownicą…

    Ukryj odpowiedzi()
  3. Simplex
    18:04 23.07.2017
  4. 02:39 30.07.2017
    cantorre

    Niestety muszę się niezgodzić z zachwytami na temat tego filmu. Szanuję jego odmienne podejście do tematu kinematografii jako takiej, przyznaję, iż nie oglądałem wcześniej tak podanego tytułu, a wszelkie eksperymenty zawsze popieram. Tu jednak moim zdaniem połączenie wersji Nolana z operacją Dynamo nie współgra.
    Przypomnę, że mówimy o filmie, który został pozbawiony fabuły w rozumieniu fabuły filmowej (brak wątku, który można śledzić). Brak jest głównych bohaterów (ciężko się z kimś utożsamić). Widzimy relację, czy też interpretację ewakuacji żołnierzy z plaży. Porównałbym ten film do dokumentu, który został pozbawiony do komentarza (do tego komentarza jeszcze wrócę).
    Nie zgodzę się też, że zostajemy wrzuceni w akcję, która nie puszcza do samego końca. Owszem, coś tam się dzieje w filmie, ale jednak niewiele. Umówmy się, film ten przedstawia jak Brytyjczycy nieudolnie próbują ewakuować swoje wojsko. To nie zarzut, bo wiadomo – taka jest historia. Fajnie było poznać szczegóły. Akcja? 3 samoloty RAFu i 3 Luftwaffe przez cały film, to nie jest akcja. Tu właśnie brakuje komentarza, o którym wspominałem. Nie znałem tej historii, więc na filmie porażał mnie bezsens działań obu stron. 370000 żołnierzy nieprzyjaciela na plaży, a Niemcy atakują ich 3 samolotami. Brytyjczycy do ochrony takiej armii wysyłają… 3 samoloty. Które paliwa mają akurat tyle, żeby im się skończyło zanim dolecą. Żołnierze stoją w kolejkach do morza… Jestem laikiem w tych sprawach, jak pewnie większość ludzi. Przez cały film głowiłem się nad tymi absurdami i dopiero lektura historii co nieco wyjaśniła (ale po co była kolejka do morza, gdzie początek kolejki stał po kolana w wodzie, nie wiem do tej pory). A już przy ataku niemieckiego samolotu na któryś okręt wojenny zwątpiłem całkowicie. Środek dnia, widoczność pełna, leci samolot. Ludzie na okręcie panika, na stanowiska, do dział przeciwlotniczych. Elita marynarki wojennej JKM, najpotężniejszej floty na morzach i oceanach, nie wystrzeliła nawet raz, i zostali zatopieni. Tak po prostu. A żołnierze w kapokach, nurkowali sobie pod wodą, pływali tu i tam, w górę i w dół. Kapok wiedział, że jeszcze nie czas na siłę wyporu. Dopiero na powierzchni zaczynał działać.
    Wszystkiego nie weryfikowałem. Boję się (w przenośni), że Brytyjczycy naprawdę płynęli bez amunicji. Nie wiem też dlaczego piloci byli przeciwni katapultowaniu się. Lepiej wodować, ryzykować rozbicie o taflę wody lub utonięcie, albo lądowanie na terytorium wroga, niż katapultowanie do swoich.

    Innymi słowy, film mógłby jednak opowiedzieć jakąś ciekawszą historię.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 20:11 30.07.2017
      jano

      Dokładnie coś jest w tym filmie zastanawiającego – tyle dobrych recenzji , tyle pochwał a ja wczoraj wychodzę z kina i nic….zero zachwytów , zupełnie tego nie czułem co inni , w sumie było nas 3 w kinie i na nikim ten film wrażenia nie zrobił . Ja rozumiem że Nolan chciał uniknąć efekciarstwa i zbędnego patosu, ale nikt mu nie kazał robić kiczowatej opowieści pełnej wybuchów. Szczerze to mnie ten film nudził , owszem było kilka momentów godnych zobaczenia ale potem tak naprawdę było mi obojętne jak to się skończy i czy im się uda. Fajnie że są ludzie którym się podobał ale ja i moi znajomi tego nie widzieliśmy. Może będę musiał jeszcze raz zobaczyć ten film i dostrzec to co w nim jest dobre , ale póki co jestem bardzo zawiedziony bo po Nolanie spodziewałem się czegoś co naprawdę mnie wgniecie w fotel ( tak jak kiedyś szeregowiec Ryan) a tutaj o tym kompletnie nie może być mowy . Nic mnie nie wgniatało a co najwyżej wypychało z fotela żeby wyjść .