Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDishonored: Death of the Outsider – recenzja. Rysa na honorze

Death of the Outsider to samodzielny dodatek do serii Dishonored. Problem w tym, że na jej tle wypada dosyć blado.

Facebook Twitter Google Wykop
Prawda czasu, prawda ekranu, prawda Arkane

Death of the Outsider może wprowadzić w zakłopotanie nawet wiernych fanów serii. Bo dlaczego wcielamy się tu w Billie Lurk, skoro niewykluczone, że, hmn, w naszej wersji historii już jej nie powinno być? I co robi tam Daud? Fabuła serii Dishonored w kilku miejscach pozwala na wybory. W innych podąża konkretną ścieżką, zależnie od tzw. poziomu chaosu. Na potrzeby kontynuacji i dodatków Arkane przyjęło jednak pewien kanon, który niekoniecznie musi się zgadzać z twoją grą. I u mnie właśnie się nie zgadzał.

Platformy: PS4, Xbox One, PC
Producent: Arkane Studios
Wydawca: Bethesda Softworks
Dystrybutor: Cenega
Data premiery: 15.09.2017
Wersja PL: dubbing
Wymagania: Windows 7/8/10 (64 bit), Intel i5-2400 (4 core)/AMD FX-8320 (8 core), NVidia GTX 660 2GB/AMD Radeon 7970 3GB, 32 GB dostępnej przestrzeni
Grę do recenzji dostaliśmy od dystrybutora. Zdjęcia pochodzą od wydawcy. Graliśmy na Xboksie One.

Ciekawe zadanie fabularne nie zostało obudowane równie ciekawą otoczką.

Druga rzecz – poprzednie odsłony Dishonored przyzwyczajały nas do trzęsienia ziemi w pierwszym akcie. Zabójstwo cesarzowej, detronizacja i wygnanie jej następczyni. To były istotne wydarzenia zawiązujące fabułę. W Death of the Outsider nie ma tego ciężaru gatunkowego czy choćby nawet jakiegoś znaku zapytania w opowieści – wszak już podtytuł gry jasno mówi o co tu chodzi – o śmierć Odmieńca. Co samo w sobie jest ciekawą zagrywką – za większość kłopotów w uniwersum Dishonored odpowiada właśnie ten czarnooki drań. To on obdarzył bohaterów nadludzkimi mocami, to z jego kultem walczy Kongregacja. Ciekawe zadanie fabularne nie zostało jednak obudowane równie ciekawą otoczką.

Trzy niezbyt mocne moce

Billie Lurk ma tylko trzy moce – może w niematerialnej postaci zwiedzać otoczenie oznaczając wrogów, kraść tożsamość przeciwników na krótki czas, a także teleportować się do wybranego wcześniej, znajdującego się w zasięgu wzroku miejsca. Odpowiednia kombinacja tych umiejętności jest kluczem to przejścia gry. Czasem trzeba bowiem w niematerialnej postaci minąć wrogów i zaznaczyć punkt, do którego przeniesiemy się z aktualnego miejsca oczekiwania Lurk. Bo przenosić można się też np. przez kraty, ale tylko pod warunkiem, że wcześniej umieścimy za nimi swój „znacznik”. Warto zostawiać go też wysoko na gzymsach albo w innych bezpiecznych zakamarkach, żeby w razie zbyt dużego zamieszania w mgnieniu oka zniknąć z pola widzenia wrogów.

Z twarzy podobny zupełnie do nikogo

Mimo wszystko raptem trzy umiejętności (których nie da się w żaden sposób rozwijać), a także ograniczony do kuszy (z kilkoma rodzajami amunicji) arsenał Lurk sprawiają, że lepiej się tu skrada niż walczy z otwartą przyłbicą. W kilku takich starciach wyraźnie brakuje zdolności, które tak cieszyły w Dishonored 2 – spowolnienia czasu, domina czy przejmowania umysłów wrogów i zwracania ich przeciwko sobie. Aż chciałoby się tu z nich skorzystać, zwłaszcza że w  Death of the Outsider nie trzeba już tankować many niebieskimi eliksirami – ta szybciutko odnawia się sama. Nie trzeba też martwić się wpływem poziomu chaosu na fabułę – w Death of the Outsider zrezygnowano z tego mechanizmu.

Rozczarowują też troszkę postacie drugoplanowe – śpiewak operowy Shan Yun nie ma nawet w połowie tak wyrazistej osobowości jak Jindosh czy Sokolov. Ba, bardziej kojarzę bliźniaków z „jedynki” niż tego artystę. Chociaż wyrok na nich wydałem ostatni raz w remasterze Dishonored niemal rok temu, a na Yuna wczoraj wieczorem. Czy Death of the Outsider jest więc złe? Nie, boli po prostu jego przeciętność. Pod każdym względem. Także architektury poziomów.

Z pięciu misji i czterech miejscówek tylko jedna tak naprawdę zapada w pamięć. Ceglana zabudowa przylegająca do kamieniołomu cieszy oko swoją architekturą. Sam kamieniołom też nie jest po prostu labiryntem podziemnych korytarzy. Chciałoby się napisać „wisienka na torcie”. Problem w tym, że tort ten jest troszkę mdły, taki robiony od sztancy. I miły akcent na koniec nie zmienia ogólnego wrażenia. Reszta poziomów to deja vu. Czasem dosłowne, bo przyjdzie nam w pewnym momencie wrócić na stare śmieci i zobaczyć skutki swoich działań z Dishonored 2. Death of the Outsider nie ma jednak niczego, co można by porównać do willi Jindosha, Kaldwin’s Bridge czy kilku innych ciekawych miejsc Dunwall i Karnaki.

Rozwodniony tran z wieloryba

Spodziewałem się „Dishonored w pigułce”. Tymczasem dostałem Dishonored mocno rozwodnione.

Po Death of the Outsider z racji długości (5 misji, 7 godzin) i faktu wydania w formie samodzielnej, spodziewałem się „Dishonored w pigułce”. Tymczasem dostałem Dishonored mocno rozwodnione. Z ledwie kilkoma mocami, nie zapadającymi w pamięć przeciwnikami i w większości przypadków przeciętnymi miejscówkami. Gdyby było to po prostu DLC do „dwójki”, podobne do The Knife of Dunwall czy The Brigmore Witches, to moje wrażenia byłby lepsze. Tu jednak mamy do czynienia z samodzielną grą, która samym sposobem wydania i ceną sugeruje coś więcej niż zwykłe DLC. Twórcy jeszcze na E3 wspominali, że od Death of the Outsider warto wręcz zacząć swoją przygodę z serią. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Dodatek pozwala spędzić jeszcze kilka godzin w tym rewelacyjnie wykreowanym dieselpunkowym/whalepunkowym świecie, ale to wszystko. Nie jest to nic, co będziecie wspominali, ani tym bardziej polecali innym.

I nie zmienia tego spora liczba przedłużających grę misji pobocznych (kontrakty z czarnego rynku), opcja skonfigurowania sobie poziomu trudności, ani odblokowujący się po pierwszym przejściu Original Game Plus, gdzie skorzystać można z trzech mocy bohaterów Dishonored 2. Bo do Death of the Outsider po prostu nie chce się wracać, podczas gdy poprzednie części można było wałkować wielokrotnie i na różne sposoby.

ZAGRAĆ?
OSTATECZNIE
2.5

  1. TurboGad
    09:58 20.09.2017
    TurboGad

    Recenzja dość nierzetelna. Emilly też mogła nie przeżyć wydarzeń z pierwszej części, a kanoniczne jest to, że przeżyła. Końcówka drugiej części informuje, że Daud żyje, a przecież też mógł zginąć w pierwszej części. Pistolet Billie jest na jej zdrowej (lewej) ręce, a nie „mechanicznej” (bo wcale mechaniczna nie jest). Poziom trudności można sobie dopasować od razu, nie trzeba tego robić w ramach OG+ (która daje dostęp do zdolności Corvo i Emilly). Dlaczego w tekście jest „willa Jindosha”, ale nie ma „Mostu Kaldwinów”?

    Ukryj odpowiedzi()
    • Paweł Olszewski
      10:31 20.09.2017
      Paweł Olszewski

      Masz rację. A ja mam coraz większy problem z niespójnością świata Dishonored. Tego „kanonicznego” i mojego, który twórcy pozwolili mi wykreować.

      Pomyliłem ręce – w sztucznej rzeczywiście trzymany jest sztylet. Przeredagowałem też zdanie z tym poziomem trudności. Mogło z niego wynikać, że to opcja OG+, a dostępna jest od początku. Tu dodam, że szkoda, że dobór mocy z OG+ nie jest od początku możliwy. Myślę, że o wiele lepiej bym się bawił z szerszym wachlarzem umiejętności.

      Co do willi Jindosha i Kaldwin’s Bridge. W „jedynkę” grałem po angielsku, w sequel z polskim dubbingiem. Pewnie stąd wzięło mi się to rozróżnienie. Druga sprawa, że willa to po prostu willa. A Kaldwin’s Bridge to dieselpunkowa wersja Tower Bridge. Tak samo jak Dunwall Tower to coś na wzór Tower of London. Stąd oryginalne nazwy.

      Ukryj odpowiedzi()
      • TurboGad
        10:59 20.09.2017
        TurboGad

        „Myślę, że o wiele lepiej bym się bawił z szerszym wachlarzem umiejętności.” – zgadzam się z tym, choć nie do końca. Wielu mocy w D2 nie wykorzystałem ani razu, bo nie widziałem potrzeby. Natomiast wybór jest zawsze dobry, więc faktycznie – trochę szkoda, że Death of The Outisder jest skrojony pod trzy moce.

  2. indeed
    11:16 20.09.2017
    indeed

    Ciekawa sprawa z tą recenzją, bo zewsząd płyną bardzo pochlebne opinie, a na Polu raptem 2,5/5. Pewnie i tak się skuszę, bo uwielbiam tą serię i nie odpuszczę możliwości powrotu do świata DH.

    Te zarzuty o brak spójności trochę od czapy, jak już to TurboGad zauważył. Często twórcy gier pozostawiają graczowi wpływ na zakończenie, by w następnej odsłonie tytułu przyjąć jeden kanoniczny finał, a resztę zignorować (vide Wiedźmin, gdzie w drugiej części twórcy z automatu przyjęli, że w jedynce gracz romansował z Triss, a nie z Shani).

    Ukryj odpowiedzi()
    • Paweł Olszewski
      11:21 20.09.2017
      Paweł Olszewski

      OK. Abstrahując nawet od fabuły, to po prostu przeciętna gra. Podczas gdy poprzedniczki były wybitne. Analogiczna sytuacja do Zaginionego dziedzictwa. Można pograć, ale jak się tego nie zrobi, to wiele się nie straci. I jak już, to tylko pod warunkiem ogrania poprzednich, pełnych odsłon.

      Jak już kupować teraz Death of the Outsider (albo Zaginione dziedzictwo), to w pudełku, żeby w razie czego puścić dalej.

  3. Sabermanek
    20:06 21.09.2017
    Sabermanek

    Cała recenzja tego produktu zależy od tego jak kto patrzy na to rozszerzenie.
    Jeżeli postrzegasz to jako sequel Dishonored 2, to gra Cię nie zadowoli bo:
    1) Jest za krótka
    2) Nie masz tylu mocy co w poprzednich przygodach zabójcy z nadprzyrodzonymi mocami
    3) Nudne lokacje
    Ale jeżeli postrzegasz to jako luźne dlc, to powinna Ci się spodobać bo zajmie Cię na te 10h i trochę sobie pozabijasz.
    Ja osobiście nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony moce Billie były ciekawe (szczególnie zabieranie twarzy) i spojrzenie na świat oczami osoby, której już praktycznie wszytko jedno i stawia na jedną kartę (chodzi o to, że gdyby jej się nie udało dotrzeć do źródła Pustki, to mogła być potępiona na wieki czy coś tam) były w tym dlc głównym daniem.
    Nie podoba mi się długość i jakość wykonywanych misji. Kontrakty sztucznie wydłużające misje odrywają od wątku głównego i ogólnie dla mnie to żenada.
    Praktycznie jedna lokacja ze zmieniającymi się porami dnia na 10 godzin gry? Komuś tutaj nie chciało się zaprojektować 3 lokacji więcej? Wielki minus.
    Jedynie Pustka wydawała się w jakiś sposób ciekawa… której eksploracja trwała 20 minut.
    Niestety, nie sprawiała wrażenia nieskończonej, tajemniczej i niebezpiecznej.
    Podsumowując. Zmarnowany potencjał postaci Billie i Dauda (w głębi serca liczyłem, że zagram Daudem), nudne lokacje i wydłużane na siłę misje.
    Może przechodząc drugi raz z mocami Corvo znajdę drugie dno tej produkcji? Niestety, ale nie ma do czego wracać…