Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDead Rising 4 – recenzja. Coraz bliżej Zzzwięta

Capcom Vancouver wychodzi naprzeciw wszystkim graczom, którzy próbują poradzić sobie z przedświąteczną gorączką zakupową.

Facebook Twitter Google Wykop

Oto Dead Rising w świątecznej atmosferze miasteczka wypchanego sklepami i dekoracjami bożonarodzeniowymi w stylu amerykańskim (czyli wszystkiego jest za dużo i jest za duże). Wielogodzinne zakupy w centrach handlowych nie są już tak ciężkie, kiedy wieczorem czeka człowieka wirtualna młócka w uroczym Willamette.

Platformy: PC, Xbox One
Producent: Capcom Vancouver
Wydawca: Microsoft Studios
Dystrybutor: Microsoft
Data premiery: 06.12.2016
Wymagania: Intel® Core™ 2 Duo 2.4 Ghz / AMD Athlon™ X2 2.8 Ghz; 2GB RAM; NVIDIA® GeForce® 550TI/ AMD 6770
Graliśmy na Xboksie One. Grę do recenzji udostępnił dystrybutor, zdjęcia pochodzą od wydawcy.
Opowieść wigilijna

Frank West powraca do miasteczka, od którego rozpoczęła się niekończąca się walka z zombiakami. Wszyscy fani rozwałki we wnętrzu centra handlowego będą bardziej niż zadowoleni z powrotnej wycieczki do świątyni komercji, jeszcze większej, jeszcze bardziej urozmaiconej, oferującej fanom przebieranek i niezwykłego uzbrojenia niekończące się okazje do wyżycia i odstresowującej rzezi. Otoczenia w Dead Rising 4 nie ograniczają się jednak do pełnych blichtru wnętrz centrum handlowego, przepełnionego po brzegi zombiakami, sklepami i salami tematycznymi.

 Otoczenia w Dead Rising 4 nie ograniczają się jednak do pełnych blichtru wnętrz centrum handlowego

Aby do końca zbadać sprawę ponownej epidemii zombie, Frank będzie musiał wyruszyć na ustrojone świątecznymi ozdobami ulice Willamette, gdzie czekają na niego jeszcze większe hordy i, oczywiście, jeszcze więcej sklepów z przedmiotami, które w rękach starzejącego się dziennikarza zmieniają się w sprytne maszyny do zmniejszają populacji bezmózgów.

Selfie z zombie, głupie, ale fajne

W Dead Rising 4 chodzi przecież właśnie o eliminowanie zombie na bardzo wymyślne sposoby

Fanatyków serii być może zasmuci fakt, że zniknął wiszący bez przerwy nad graczem licznik czasu na wykonanie misji. Jest to dość kontrowersyjna decyzja, ale wychodząca grze na dobre. Nie ma się gdzie spieszyć, nikt tu na nikogo nie naciska, nie musimy przejmować niczym innym niż czystą zabawą. W Dead Rising 4 chodzi przecież właśnie o eliminowanie zombie na bardzo wymyślne sposoby. Dlatego też najważniejszą sprawą jest odnajdywanie projektów nowych rodzajów broni do walki wręcz lub dystansowej i pojazdów. Te ostatnie przydają się zarówno wewnątrz centrum handlowego, jak i w plenerze, gdyż nie tylko znacznie przyspieszają poruszanie się, ale i oferują przy tym dziką zabawę z hordami zombiaków.

Zombie, zombie i po zombie

Twórcy zaskakują wymyślnymi narzędziami w zasadzie bez przerwy. Przeróżne połączenia broni i przedmiotów użytkowych to już dla serii standard, ale co powiecie na różdżkę zamieniającą przeciwników w świąteczne ciasteczka albo prezenty? Wyrzutnie bożonarodzeniowego chłamu, który wybucha w styczności z wrogiem, rozpraszając dookoła chmurę gwiazdek i kolorów? Elektryczne topory zadające obrażenia obszarowe wszystkim pobliskim zombiakom? Capcom Vancouver musiało się nieźle bawić podczas wymyślania tych elementów, bo twórcy gry również w tym aspekcie wykazują się charakterystyczną dla siebie inwencją.

Łazik z wyrzutnią rakiet i minigunem to dopiero początek. Bardzo szybko jesteśmy w stanie zmontować z pługu śnieżnego i karawanu katapultę trupów, oczywiście przystrojoną w odpowiednio świąteczne barwy. Czy to na piechotę, czy w pojeździe, Dead Rising 4 nigdy nie zawodzi, jeśli chodzi o centralny motyw rozgrywki. Z pojazdami wiąże się jedno małe potknięcie, to znaczy brak znacznika na mapie, który wskazywałby miejsce ich pozostawienia.

Egzoszkielet i parkometr

Potężną wisienką na morderczym torcie jest militarny egzoszkielet, który Frank może nosić przez ograniczony czas. W egzoszkielecie nie tylko szybciej biegamy i sprawniej rozrywamy zombie na kawałki, ale możemy też podnosić przedmioty zbyt ciężkie dla normalnego człowieka. W pobliżu skrzyni z egzoszkieletem zazwyczaj czeka sobie na nas grzecznie wojskowy topór dwuręczny albo minigun, ale warto jest wyjść na miasto i trochę poeksperymentować. Jakie było moje zaskoczenie, gdy wyrwałem z ziemi parkometr razem z betonem, w którym był zatopiony. To jednak nic w porównaniu do wielkiej, biało-czerwonej laski świątecznej, którą możemy wymierzać słuszną karę pożeraczom mózgów. Egzoszkielet ma niestety ograniczony czas użycia, możemy jednak przedłużyć jego żywotność, jeśli znajdziemy doładowania. Przy okazji usprawniają one możliwości bojowe. Dead Rising 4 nie jest jak Święty Mikołaj – nagradza wszystkich.

W egzoszkielecie nie tylko szybciej biegamy i sprawniej rozrywamy zombie na kawałki, ale możemy też podnosić przedmioty zbyt ciężkie dla normalnego człowieka

Choinki i dożynki

Przeciwko Frankowi stają nie tylko hordy setek bezmyślnych zombie, ale i nowe potwory w postaci świeżych trupów, dużo szybszych i bardziej zabójczych oraz inteligentnych, koordynujących działania egzemplarzy. Do tego dochodzą jeszcze żołnierze zamieszani w nową epidemię zombie oraz uzbrojeni cywile korzystający z chaosu, aby grabić wszystko dookoła. Wiecie, jak w The Division, ale bez tego całego zastanawiania się nad słusznością militarnych działań wymierzonych przeciwko próbującym przeżyć ocalałym.

Pączki!

Samo otoczenie, w którym przyjdzie nam bawić się w kosiarza bezmyślnych umysłów, jest uroczo zróżnicowane. Oprócz ogromnego centrum handlowego podzielonego na sekcje tematyczne (jest tu na przykład średniowieczna miejscowość z odpowiednio przygotowanymi sklepami) biegać będziemy choćby po typowym amerykańskim miasteczku położonym na środkowym zachodzie Stanów czy dzielnicy wypasionych domków jednorodzinnych. Powrót do małomiasteczkowych i sklepowych klimatów to świetna decyzja.

Los Perdidos z Dead Rising 3 nie było złe, ale ile razy można biegać po wirtualnych wersjach kalifornijskich miast. Środkowy zachód jakoś bardziej pasuje do epidemii zombie.

Co ciekawe, jak na grę z otwartymi poziomami, Dead Rising 4 nie rzuca w nas setkami niewielkich aktywności. Najważniejsze są oczywiście wspomniane wcześniej plany uzbrojenia, ale pod niektórymi budynkami zbudowano niewielkie schrony na wypadek ponownej inwazji zombie, w których znaleźć możemy broń czy medykamenty. Dochodzą do tego większe instalacje obronne, w których chowają się ocalali zawsze gotowi do pohandlowania pojazdami, uzbrojeniem czy mapami znajdziek. Żywych mieszkańców możemy spotkać też na mieście, kiedy zazwyczaj opędzają się od nachalnej uwagi hordy. Jeśli pomożemy im wydostać się z opresji, odwdzięczą się nam punktami doświadczenia i choćby tym, że nie musimy eskortować ich w bezpieczne miejsce. W końcu nie ma potrzeby niańczenia.

Wszystkie te elementy są jednak nienachalne i naturalnie wplątane w kolejne etapy „śledztwa”, które Frank prowadzi za pomocą karabinów, maczet i aparatu fotograficznego. Ten ostatni służy nie tylko do wykonywania standardowych zdjęć oraz selfies, ale jest w zasadzie głównym narzędziem pracy Westa, kiedy ten bada przyczyny powrotu epidemii zombie. Odpowiedni tryb aparatu wykrywa ukryte wiadomości czy hakuje laptopy, dzięki czemu starzejący się dziennikarz nie musi zajmować się bzdurami, tylko składać do kupy wydarzenia, które doprowadziły do przejęcia Willamette przez zombie.

Co ciekawe, jak na grę z otwartymi poziomami, Dead Rising 4 nie rzuca w nas setkami niewielkich aktywności.

Wesołych usprawnionych Świąt

Uproszczono odrobinę sterowanie i niektóre systemy gry, takie jak choćby korzystanie z apteczek czy tworzenie przedmiotów, ale seria wciąż nie może pozbyć się niektórych ze swoich bolączek, jak choćby niewielkich problemów z podnoszeniem przedmiotów i otwieraniem szafek. Podłoża Dead Rising 4 są tak uwalane przeróżnymi składnikami, bronią i innymi rzeczami, że często ciężko jest podnieść akurat tę znajdźkę, która nas interesuje, nie wspominając już o otworzeniu skrzyni w tym całym bałaganie. Szczególnie w sytuacji, kiedy akurat rozpadło się nasze uzbrojenie i gonią nas zombiaki, potrafi to prowadzić do frustracji.

To jest jednak niewielki szczegół, który w porównaniu do innych detali usprawniających rozgrywkę gubi się gdzieś w tłoku. Twórcy Dead Rising 4 dopieszczali swoją grę niewielkimi elementami, które sprawiają, że jest po prostu urocza. Ot, choćby głos Franka jest mocno przytłumiony, gdy nosimy przeróżne maski. W menu głównym gra sobie nieznośna w rzeczywistości banalna muzyczka z centrów handlowych. West idzie z duchem czasu i potrafi wykonywać selfie w każdej sytuacji, a do tego za pomocą pada stroimy głupie miny.

Takich dwóch jak nas trzech...

W sklepach znaleźć możemy przedmioty powiązane z innymi grami Capcomu. Jeśli mamy akurat ochotę na bieganie w koszulce z Ryu, nie ma sprawy. Dead Rising 4 na każdym kroku zaskakuje niewielkimi, fajnymi elementami. Ostatecznie to świetna gra – idealna dla wszystkich, którzy mają ochotę wyżyć się bezmyślnie w przedświątecznej atmosferze przepełnionej przygotowaniami i zakupami. Działa bardzo dobrze, jest nienachalna i przepełniona nawet jeśli nie do końca śmiesznymi, to na pewno zabawnymi pomysłami i akcjami. Idealna do relaksu. Bez spiny by być czymś więcej.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.0
Michał Piwowarczyk