Zmien skórke
Logo Polygamii

Cztery na pięć: Graczu, jedź do Seattle

bty
Tyle lat w branży, a dopiero teraz trafiłem na PAX. Zdecydowanie za późno!

Sierpień 2016, końcówka. Zapytajcie, jakie są moje ulubione targi gier, to wzruszę ramionami. Eee, targi gier. Kocham na nie jeździć, uwielbiam na nich pracować, ale same w sobie nie budzą specjalnie mojego entuzjazmu. Może już za dużo ich widziałem.

Wrzesień 2016, końcówka. Zapytajcie o to samo. Odpowiadam bez zastanowienia: PAX. Byłem na razie na jednym – za to tym głównym, największym, w Seattle – gdzie prezentowaliśmy dwie gry Klabatera. To wystarczyło, żeby się w tym wydarzeniu co najmniej zadurzyć.

Jedno z najbardziej obleganych miejsc pierwszego dnia? Proste: sklepi z targowymi gadżetami

 

PAX to geekostwo wszelkiej maści, karcianki, bitewniaki, planszówki i nie tylko, ale niech to Was nie zwiedzie. Daniem głównym są gry wideo. Tych określanych trzema literkami “A” nie ma może szczególnie wiele, ale one, co nie jest chyba tajemnicą dla czytelników, od lat niezbyt mnie już interesują. Są za to tytuły o wiele bardziej interesujące, prawdziwe, niezależne, tworzone przez twórców z miłością i ogromnym zaangażowaniem. Gdzie indziej spotkacie twórców Haunted: Halloween ‘85, którzy wydają całkowicie nowe produkcje na NES-a (choć będą też na Steamie)? Gdzie indziej możecie z nimi pogadać i szczerze spytać, jak taki biznes idzie (niełatwo), i skąd taki pomysł (wiadomo: z pasji)?

Bo gry grami, ale na Paksie są przede wszystkim ludzie. Każde stoisko to tak tłumy oblegających je graczy, jak i zaangażowani autorzy, zawsze chętni do rozmowy. To naprawdę często tak nie wygląda na wielu innych imprezach, gdzie przemyka się od budki do budki, spogląda tu, spogląda tam; gdzie można zrobić sobie zdjęcie z hostessą albo zebrać parę gadżetów. Na Paksie tych pierwszych nie ma; tych drugich też specjalnie nie, chyba że do kupienia. Jest za to sporo ulotek, które – rzecz absolutnie niespotykana – zwykli odwiedzający zbierają i czytają ze sporym zaangażowaniem. Stara targowa prawda, że ulotki #nikogo na Paksie w Seattle okazała się absolutnie chybiona.

To targi hardkorowców, którzy na grach zjedli zęby, a teraz szukają świeżych i nowych pomysłów. Ciężko mi było czuć się w tym środowisku źle, więc, gdy tylko mogłem sobie zrobić chwilę przerwy, przechadzałem się, gadałem z losowo spotkanymi osobami, z entuzjazmem chłonąłem tę imprezę całą swoją nerdowską duszą. I to nawet mimo dość specyficznego, hm, zapachu. Dość szybko okazało się, że rozdawane właściwie na każdym rogu minianyteperspiranty niestety nie wzięły się znikąd – PAX faktycznie chwilowo śmierdzi. W tej konkurencji, przyznaje, wygrywa jednak Gamescom (choć i tam bywa różnie).

Taki żarcik przed wejściem na targi. Mnie śmieszy!

 

PAX to też targi na tyle specyficzne, że część bardziej znanych i docenianych twórców nie musi nawet pokazywać niczego nowego. Stoiska Double Fine czy Supergiant Games – i nie tylko ich – były mocno oblegane, a sprowadzały się do sprzedaży koszulek i gadżetów. Można było też pogadać z twórcami – Logan, słynny głos narratora z Bastionu, po prostu siedział i sprzedawał plakaty. Tim Schafer rozdawał autografy już w wyznaczonych porach, ale mało kto jest tak rozpoznawalny.

A jeśli ma się już dość rozkrzyczanych hal, to zawsze znaleźć można też miejsca bardziej spokojne, gdzie bez problemu wypożyczyć można planszówkę albo grę retro i po prostu pograć. Ze znajomymi albo z losowo spotkanymi ludźmi, bo chętnych nie brakuje.

Uroku całości dodaje jeszcze Seattle, które, jak nie lubię amerykańskich miast, tak ma coś w sobie. I nie jest to przereklamowane Space Needle czy zimne wieżowce, ale raczej przypominający warszawską Halę Mirowską targ, w którego podziemiach można kupić choćby stare pisma czy plakaty sprzed kilkudziesięciu lat. Kusi też pełna restauracji i studentów dzielnica Capitol Hill.

Sklepy sklepami, ale moją uwagę przykuwały też piękne neony zdobiące Public Market

 

Wycieczki do Stanów nie należą niestety do tanich, ale jeśli mielibyście jechać w życiu na tylko jedną imprezę grową, to bez większego zastanowienia wybierzcie PAX. Zawsze zazdrościłem Pawłowi Kamińskiemu, że kiedyś na nim był – i zastanawiałem się, czy jego zachwyt był uzasadniony. Po latach wreszcie mogę mu przyznać rację. Nie brakuje w Polsce i na świecie świetnych wydarzeń growych, ale miejsc z takim klimatem i atmosferą nie ma wbrew pozorom tak wiele.

Teraz czas wybrać się do Bostonu. PAX East ponoć wcale nie jest gorszy.

Tomasz Kutera

Autor jest pracownikiem cdp.pl. Wcześniej przez wiele lat był redaktorem Polygamii.

Więcej na temat:

  1. 15:23 01.10.2016
    kkgp40

    Nie chce być złośliwy, ale „Tyle lat w branży…” czy „Wcześniej przez wiele lat…”, to mimo wszystko trochę przesadne określenia jak na osobę w takim młodym jeszcze wieku.

  2. 09:48 03.10.2016
    DontBeSoRambo

    Dzięki Tomek że nadal publikujesz i opowiadasz nam o wielkim świecie.
    Fajnie że wciąż pamiętasz o poly.
    Zazdroszczę wycieczki i przygody

Najczęściej czytane

01

Dunkierka – recenzja filmu. Wojna nakręcona z przerażającym realizmem

02

Wtem! Najpopularniejszy growy youtuber świata wyśmiewa najbardziej kontrowersyjnego polskiego polityka… świata?

03

Legendarne stworki są już w Pokémon Go, ale wydarzenie w Chicago okazało się totalną klapą

04

Najciekawsze promocje na weekend: PlayStation Summer Sale

05

Serial Cleaner, filmowy Spider-Man i tutorial „Jak streamować przez OBS Studio?” [PolyTube]

06

Podczas gorączki złota w Klondike brakowało psów. „Krypto” gorączka zabiera nam karty graficzne

07

Najlepiej sprzedające się w tym roku w Polsce pudełkowe gry wideo to…

08

Frajerska rasa Tibii

09

Wiemy jak wygląda nowa konsola Atari. I wiemy, że nie będzie to tylko kolejny retrosprzęt

10

Graliście ostatnio w Counter-Strike’a albo Team Fortress? Lepiej przeskanujcie swoje komputery

Popularne Gry