Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeCities Skylines – Xbox One Edition – recenzja. Bunkrów nie ma

Dwa lata czekania na konsolową wersję. Warto było? Odpowiedź nie jest taka prosta.

Facebook Twitter Google Wykop

Na pecetach możemy grać w japońskie bijatyki, jRPG-i czy japońskie gry z gatunku visual novel, a na konsolach w strategie z rzutem izometrycznym, kosmiczne symulatory i sandboksowe survivale. Konkretne gry, serie czy gatunki, wciąż raczej kojarzone z daną platformą, nie wykluczają zabawy na sprzętach zupełnie dotąd z nimi nie kojarzonymi. Tak więc po Tekkenie, Final Fantasy czy Danganronpie na PC, na Xboksie One możemy sobie włączyć Diablo III, Elite: Dangerous, Wasteland 2, a od dziś także Cities Skylines. I nikogo w zasadzie nie powinno to dziwić.

Już SimCity 2000 pojawiło się na pierwszym PlayStation. Koleje odsłony omijały jednak konsole, największa konkurencja serii Maxis także. Teraz się to wreszcie zmieniło, Cities Skylines po dwóch latach od pecetowej premiery wylądowało na Xboksie One, wzbudzając u mnie skrajne emocje.

Z jednej strony jestem zachwycony – wreszcie mogę pograć w Cities Skylines tak jak lubię. Z kanapy, na dużym ekranie. Bez podłączania do telewizora laptopa, plątaniny kabli i windowsowych ustawień, które zawsze sprawiają mi jakieś niespodzianki (ZAWSZE, ja tak już po prostu mam). Z drugiej naprawdę oczekiwałem, że pod dwóch latach dostaniemy doszlifowany i, co najważniejsze, pełny produkt. Zacznijmy jednak od najważniejszego – interfejsu.

Platformy: Xbox One
Producent: Colossal Order/Tantalus Media
Wydawca: Paradox Interactive
Dystrybutor w Polsce: brak
Data premiery: 21.04.2017
Polska wersja językowa: napisy
Grę do recenzji udostępnił wydawca. Obrazki pochodzą od redakcji.
Analogowe tabelki

Przystępne z myszką pod ręką tabelki i menusy po podłączeniu pada i oddaleniu się od ekranu często zamieniają się w zupełnie nieczytelne i ciężkie w nawigacji „robaczki”. Cała sztuka przeniesienia tego typu gry na konsolę polega więc nie tylko na dobrym emulowaniu analogiem ruchu kursora, ale przede wszystkim dostosowaniu do tego analoga interfejsu. Tantalus, studio tworzące konwersję Cities Skylines, chyba o tym zapomniało. O ile wszystko jest duże i czytelne – nie ma mowy o mikroskopijnych czcionkach i ikonkach – tak projekt menusów zbytnio się nie zmienił względem wersji PC. A szkoda, bo Tropico 5, które jeszcze nie raz będę tutaj przywoływał, pokazało, jak tego typu gra wiele może zyskać na podmiance przewijanych list kołowymi menusami. W strategii Kalypso na padzie gra się wręcz lepiej i szybciej niż na PC za pomocą myszy. Tu aż tak dobrze nie jest i trochę trzeba się naklikać. Wielkiej tragedii nie ma, ale wyraźnie zabrakło odwagi czy fantazji. A wystarczy spojrzeć na konsolową Magickę 2 tego samego wydawcy, żeby zobaczyć, jak fajnie da się obłożyć pada pozornie skomplikowaną klawiszologią.

Choć konsolowemu interfejsowi do ideału trochę brakuje, to jest on przejrzysty. Już na PC było dobrze, a przez te dwa lata nie zestarzał się i spełnia swoją rolę. Czego nie można powiedzieć o oprawie graficznej. Ta nawet w dniu premiery w 2015 roku nie porywała – teraz nie porywa jeszcze bardziej. O wiele niższa szczegółowość makiety niż w konsolowym Tropico 5 może razić. Mnie o wiele bardziej irytowały jednak dogrywające się na naszych oczach detale otoczenia. Przy przesuwaniu przybliżonej do gruntu kamery latarnie i różne inne tego typu elementy potrafią pojawiać się nieprzyjemnie blisko. Mam też wrażenie, że im większe miasto, tym większe problemy z wydajnością gry i przeliczaniem tych wszystkich elementów.

Cities Skylines nie jest idealnym portem, ale bardzo dobrze, że jest.

Warto tutaj jednak przypomnieć co było największą zaletą Cities Skylines – nie fotorealizm czy dopracowany do perfekcji UI, a skala. Zjadająca zachwalane tu przeze mnie Tropico 5, przemilczane SimCity z 2013 roku i chyba wszystko, co pojawiło się wcześniej. To na konsoli pozostało bez zmian, budowane miasta mogą więc być naprawdę ogromne, przyćmiewając całą konkurencję i wciąż robiąc ogromne wrażenie.

DLC

Po kilku godzinach czystej radości z rozbudowywania swojej metropolii połapiemy się jednak, że wydanie „Xbox One Edition” nie bez powodu nie ma w nazwie „Definitive”, „Complete”, „GOTY” i pochodnych, które w naszej branży jasno sugerują, że mamy do czynienia z produktem kompletnym i często poprawionym. Kosztujące 160 zł Cities Skylines – Xbox One Edition to bowiem tylko podstawowa wersja gry zintegrowana z pierwszym dodatkiem, After Dark. Nie ma tu DLC Snowfall, Natural Disasters czy wprowadzającego nową muzykę Relaxation Station, o nadchodzącym Mass Transit już nie wspominając.

Dodatki te, poza tytułowymi elementami przewodnimi, wprowadzają całkiem sporo smaczków do rozgrywki. Efekty deszczu i mgły, możliwość budowania linii tramwajowych, wpływ temperatury powietrza na zapotrzebowanie na energię do ogrzewania domów i tym samym wydajność elektrowni, planowanie systemów wczesnego ostrzegania i dróg ewakuacji. W konsolowym Cities Skylines nie ma tych elementów i nie wiadomo, kiedy będą. Za kolejne 2 lata?

O ile brak wsparcia dla modów, szalenie istotnego elementu PC-owej wersji, był dla mnie oczywisty, tak brak wszystkich DLC w komplecie jest już sporym rozczarowaniem. Tu ciekawostka: steamowy  Cities: Skylines Collection, czyli pakiet składający się ze wszystkiego poza przedpremierowym DLC Mass Transit, to koszt 288 zł. Wyceniona na 160 zł konsolowa wersja nie mogła więc mieć wszystkiego. Z drugiej strony 160 zł to sporo jak na dwuletnią grę z raptem jednym dodatkiem. Wraca tutaj casus Bulletstorma: Full Clip Edition. Jeszcze starszy materiał źródłowy i jeszcze droższy po odświeżeniu, był chociaż kompletny, dorzucając nową postać/skórkę i tryb gry. O Cities Skylines nie można tego powiedzieć, co nie zmienia faktu, że pierwsze uruchomienie gry „żeby sprawdzić czy działa i jak wygląda” trwało u mnie 5 godzin, skutecznie kasując wszystkie inne plany na wieczór. Ta gra ma moc porównywalną z najlepszymi czasami SimCity.

W konsolowym Cities Skylines nie ma większości DLC i nie wiadomo, kiedy będą. Za kolejne 2 lata?

Jeżeli na początku tego tekstu nie wiedzieliście o co może mi chodzić z tymi skrajnymi emocjami, to teraz już nie powinniście mieć żadnych wątpliwości – strasznie cieszę się, że Cities Skylines działa na konsoli, tak samo jak jaram się odświeżonym Bulletstormem w 60 klatkach na PS4 i Xboksie One. Obok czystej radochy płynącej z gry jest jednak świadomość, że biznesowo coś tu poszło nie tak, co na tej grze mocno się odbija.

Tak wygląda pecetowy interfejs. Większość operacji wykonujemy z poziomu podłużnego menu na dole ekranu
A tak wygląda to na Xboksie. Szkoda, że paska z ikonkami nie podmieniono na kołowe menu dostosowane do sterowania analogiem
Cierpliwość jest cnotą

Cities Skylines nie jest idealnym portem, ale bardzo dobrze, że jest. Przełamuje stereotyp, że takie tytuły nie mają sensu na padzie, a do tego zapewnia ogrom dobrej zabawy. Mogliśmy poczekać te dwa lata na konwersję, możemy poczekać jeszcze parę miesięcy na obniżkę ceny albo premierę naprawdę kompletnego wydania, z resztą dodatków. Na przykład na PS4, które to Cities Skylines z niewiadomych przyczyn ominęło.

Paweł Olszewski