Zmien skórke
Logo Polygamii

CES 2017 – co ciekawego znajdą dla siebie w Las Vegas gracze?

CES
Dziś Nvidia i, oczywiście, wirtualna rzeczywistość.

Od dziś do niedzieli Las Vegas zmienia się ze stolicy hazardu w stolicę elektroniki użytkowej. Przez najbliższe dni będziemy mogli podziwiać inteligentne mikrofalówki, gadające lodówki, które same zrobią zakupy czy samobieżne odkurzacze. Ale CES 2017 to nie tylko AGD, bo na targach pojawili się też producenci sprzętu do grania.

Zacznijmy od Nvidii, która poza autonomicznym, uczącym się od ludzi samochodem o nazwie BB8, pokazała też nowego Shield TV. Już poprzedni model zrobił na Pawle bardzo pozytywne wrażenie, wersja odświeżona natomiast bije go o głowę.

Urządzenie zdolne jest do streamingu w 4K i z HDR-em i w odróżnieniu od rozwiązań konkurencji, potrafi to robić nie tylko z wideo, ale też z grami. A jeśli o te chodzi, nie będziemy już ograniczeni do jednej biblioteki. Dzięki integracji z Uplay będziemy mieli dostęp do takich gier Ubisoftu, jak Watch Dogs 2, The Division czy For Honor. A w dedykowanym sprzętowi sklepie pojawią się też MMO – Paragon i Marvel Heroes.

Jednak najlepszą informacją jest ta o obsłudze Steama i trybu Big Picture. Dzięki temu będziemy mogli streamować całą naszą bibliotekę z królestwa Gabena na telewizor. W 60 klatkach na sekundę i 4K. Oczywiście jeśli mamy odpowiedni telewizor. Widać, że firma mocno stawia na streaming, bo zapowiedziano też rozszerzenie usługi GeForce Now.

Ma ona umożliwić streaming gier na komputery, które niekoniecznie sobie z nimi poradzą, jak ultrabooki czy słabsze pecety. Trochę jak OnLive czy Gaikai, ale Nvidia obiecuje, że w tym przypadku grać będziemy bez lagów a same gry odpalimy w czasie poniżej 30 sekund. Zachęcająco wygląda też cena – 25 dolarów za 20 godzin gry. Pytanie, jak będzie to wyglądało z dostępnością tytulow. Nie podano jeszcze szczegółów, ale raczej nie ma co liczyć na to, że w najnowsze tytuły zagramy w dniu premiery. Usługa stanie się dostępna w marcu tego roku.


Skoro elektronika użytkowa i gry, to nie mogło zabraknąć wirtualnej rzeczywistości. Nikt co prawda nie pokazał w pełni bezprzewodowych gogli, ale pojawiło się kilka wartych wspomnienia gadżetów.

Cerevo Taclim
Obok parawanu obowiązkowe wyposażenie na polskich plażach Foto: Gizmodo

Na przykład buty, które Maciek Kowalik ochrzcił mianem Kubota VR. Faktycznie trochę przypominają sandały, do których idealnie pasują białe skarpetki, ale nie w tym leży ich „magia”.

Dzięki Carevo Taclim będziemy mogli nie tylko kontrolować ruchy naszej postaci i kopać różne przedmioty w grze, co już samo w sobie wydaje się rozwiązaniem ciekawym i wygodniejszym – przynajmniej, jeśli chodzi o zajmowane miejsce – od bieżni pokroju Virtuix Omni. Buty umożliwią też odczuwanie powierzchni, po której poruszamy się w wirtualnej rzeczywistości i fakturę kopanych przez nas przedmiotów. Albo przeciwników, więc jeśli wasz adwersarz będzie miał wielki brzuch, poczujecie to gdy kopem poślecie go w lot z dziesiątego piętra. Albo jeśli przywalicie mu pięścią w nos, bo w zestawie będą też działające na tej samej zasadzie „rękawice”.

A może macie swój ulubiony karabin ASG, który chcielibyście wykorzystać w jakiejś VR-owej strzelance? Niebawem stanie się to możliwe dzięki przygotowanemu przez HTC urządzeniu Vive Tracker. Ta mała nakładka działa tak samo, jak czujniki położenia w kontrolerach Vive z tą różnicą, że możemy przyczepić ją do dowolnego przedmiotu.

I choć nie zostanie on automatycznie zrenderowany w grze, dzięki łatwemu procesowi integracji Trackera z praktycznie dowolnym przedmiotem, nie tylko gracze, ale też twórcy będą mogli w prosty sposób tworzyć własne kontrolery. Widzę tu olbrzymi potencjał dla studia Destructive Creations, które będzie mogło zaimplementować prawdziwy kij baseballowy w swojej pierwszej grze na wirtualną rzeczywistość – Patriota VR. Najlepiej, żeby dogadali się z pewną szczecińską firmą, która swego czasu wypuściła całą linię kijów opatrzonych charakterystycznymi hasłami.

Poza Trackerem HTC zaprezentowało też nowy pasek mocujący dla samego Vive’a. Wzorowany na rozwiązaniu z PS VR, Vive Deluxe Audio Strap ma lepiej obejmować głowę i zostanie wyposażony w specjalne pokrętło, dzięki któremu szybko zdejmiemy gogle w razie potrzeby. No i ma wbudowane słuchawki.

Vive Deluxe Audio Strap
Vive Deluxe Audio Strap Gizmodo

Swoje gogle pokazało też Lenovo. Sprzęt producenta ma być dużo lżejszy od konkurencji i ważyć około 350 gramów (Vive to 555 gramów, Rift 470 a PS VR – 610). Są też mniejsze, więc nosząc je człowiek nie wygląda jak idiota i mają jedną funkcję, której brakuje konkurencji. Ktoś w końcu pomyślał i dodał do gogli zawiasy, dzięki czemu jeśli chcemy na chwilę wrócić do realnego świata, nie musimy zdejmować całego zestawu.

Mniejsze wcale nie oznacza, że gorsze. Gogle będą wyposażone w dwa ekrany OLED o rozdzielczości 1440 x 1440 pikseli każdy (50% więcej niż konkurencja), a za ustalanie położenia użytkownika w przestrzeni odpowiedzialne będą nie zewnętrzne sensory, a dwie kamery i sieć czujników w samych goglach. Podstawowym kontrolerem ma być natomiast pad od Xboksa, ale producent zapewnia, że jego gogle będą współpracowały z urządzeniami firm zewnętrznych.

Cena? Między 300 a 400 dolarów, ale jeśli wierzyć zapewnieniom Lenovo, bliżej tej dolnej kwoty. To dość ciekawe, bo Microsoft daje swoim VR-owym partnerom wytyczne, aby zestaw gogle i zdolny je obsłużyć komputer nie kosztował więcej niż tysiąc dolarów. A to oznacza, że pecet wcale nie będzie z górnej półki.

Intel z kolei powiedział nieco więcej o Project Alloy. O tym, że ma to być rozwiązanie bezprzewodowe, wiemy już od jakiegoś czasu. Na CES-ie jednak zaprezentowano szersze działanie prototypu, który ma skanować otoczenie i przenosić przedmioty, jak na przykład meble, do gry. Mało tego, kiedy już to zrobi, przemodeluje je tak, by pasowały do tematyki. Jako dziecko budowałem sobie z wałków i poduszek kokpity samolotów, jeśli rozwiązanie Intela się sprawdzi, znowu mógłbym to robić.

To wszystko jest super. Nowe gogle, nowe technologie, nowe gadżety. Jednak to wszystko na nic, jeśli VR nie dostanie tego, czego teraz brakuje mu najbardziej – pełnoprawnych, ciekawych gier.

Bartosz Stodolny

Więcej na temat:

  1. 19:27 06.01.2017
    Sly

    ” Jako dziecko budowałem sobie z wałków i poduszek kokpity samolotów, jeśli rozwiązanie Intela się sprawdzi, znowu mógłbym to robić.”

    To zdanie idealnie podsumowuje obecne VR. Dziecięce zabawy kosztujące całkiem „dorosłe” pieniądze i skierowane do dorosłych. To nie może się udać w tej formie.
    Moim zdaniem powinni to stargetować na dzieci/młodzież, przynajmniej na chwilę obecną, którzy rzeczywiście będą się cieszyć strzelaniem zza kanapy w pokoju i innymi tego typu rozwiązaniami. A kiedy technologia przejdzie swój nomen omen dziecięcy okres rozwoju i przede wszystkim pojawią się jakieś pomysły jak to wykorzystać i developerzy, którzy będą się w takich grach specjalizować, to wtedy uderzyć z kampanią marketingową promującą VR jako super platformę dla dojrzalszych gier.

    Nie wierzę, że dobra gra przekonałaby graczy do VR. Bo musiałoby być ich przynajmniej kilka + realna perspektywa kolejnych. Pojedyncze kwiatki zdarzają się i dzisiaj i bardziej wyglądają nad traf szczęścia niż zwiastun czegokolwiek.

    VR potrzebuje jeszcze sporo czasu, żeby rozwinąć skrzydła, ale jeśli nie znajdą jakiejś grupy docelowej, której mogą to sprzedać teraz, to umrze zanim się rozwinie.