Zmien skórke
Logo Polygamii

Call of Duty: Modern Warfare 2 - zastrzel matkę z dzieckiem

28.10.2009 Jakub Kowalski

Firma Infinity Ward, producent  najbardziej oczekiwanej gry roku – bardzo starał się, żeby TO nie wyszło na światło dzienne przed premierą. Activision, wydawca gry, cenzuruje filmy z YouTube'a, a nawet z koreańskich serwisów. Wszystko na nic. Cały świat zobaczył, że w jednej z misji Modern Warfare 2 gramy terrorystą uczestniczącym w masowej masakrze cywili na lotnisku.

Dlaczego ta sprawa jest ważna? Dlaczego powinniśmy o niej dyskutować?

Po pierwsze, gry to obecnie jedna z największych gałęzi przemysłu rozrywkowego. Większa od kinematografii, większa od muzyki.

Po drugie, Call of Duty: Modern Warfare 2 to jedna z najważniejszych premier tego roku, jeśli nie w ogóle najważniejsza premiera w historii. Ilość pieniędzy włożonych w stworzenie i wypromowanie tej gry jest gigantyczna.

Po trzecie wreszcie, gry wpływają na światopogląd milionów młodych ludzi na całym świecie. Traktowane przez media głównego nurtu jako tandetna "rozrywka dla mas" nie były poddawane uważnej krytyce i refleksji nad społecznymi konsekwencjami wartości, które propagują.

SKASUJ CYWILI

Jeśli ktoś jeszcze filmu nie widział, może obejrzeć materiał poniżej, ale jeśli nie chce sobie spoilować (cóż…), pokrótce opiszę – scena zaczyna się tam, gdzie kończył się teaser, czyli w momencie, gdy paru uzbrojonych facetów wysiada z windy lotniskowej, a potem otwiera ogień do bezbronnych cywili, stojących w kolejce do check-inu. Strasznie się obawiałem tego, że Infinity Ward pójdzie tą właśnie drogą i – no cóż – właśnie poszło. W długiej, bolesnej misji obserwuję z podniesionymi do góry brwiami, jak pięciu rosyjskojęzycznych kolesi masakruje dziesiątki, albo i setki Bogu ducha winnych osób, których jedyną winą jest to, że znalazły się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. A gracz jest jednym z terrorystów.

 


 

Cofnę się o dwa lata i spojrzę na siebie samego. Mam zapalenie płuc, siedzę w domu i gram właśnie w pierwsze Modern Warfare. Przechodzę pierwszą misję: wylądowałem na statku przewożącym ładunek nuklearny i zabijam marynarzy, którzy nie wiedzą, co mają na pokładzie. Część z nich trzeźwa, większość pijana i bezbronna. Wszystko dlatego, że dostałem rozkaz "Crew Expendable". Pisałem w Dzienniku o tym, jak bardzo ta scena mną wstrząsnęła , ale wtedy uważałem, że to zadanie pokazuje rzeczywistość wojny z całym jej beznamiętnym okrucieństwem. Dzisiaj, po pięciokrotnym obejrzeniu misji na lotnisku w Modern Warfare 2, jestem wstrząśnięty. Wiecie dlaczego? Bo autorzy poszli o kilka kroków za daleko. Bo to już nie jest wojna, a przynajmniej nie taki jej obraz, jaki mamy społecznie zakorzeniony.

BO W GRACH TO ZAWSZE SIĘ ZABIJALI

Ktoś mógłby zarzucić mi hipokryzję, twierdząc, że w grach to nic nowego, że w grach "od zawsze" można było kogoś zabić, zmasakrować, w bezsensowny i brutalny sposób stosować przemoc. To prawda. Ten przypadek jest jednak wyjątkowy, z wielu powodów:

1. W Modern Warfare 2 w jednej z misji gramy terrorystą podczas zamachu terrorystycznego – jego jedyną motywacją jest zabijanie zwykłych ludzi.

2. Konwencja Modern Warfare 2 to realizm, nie umowność. Ta gra to paradokument, nie żart, nie postmodernistyczna zabawa pomysłami jak u Tarantino lub w grach, które można by zaklasyfikować jako gore (np. Postal).

3. W naszej kulturze przyjęło się kibicować gangsterom – ale gangsterom, a nie mordercom cywili!

4. Zabijanie przypadkowych ludzi w innych grach jest możliwe, ale nie jest konieczne i nie jest motywacją, którą przyjmuje bohater. Gry zawsze wprowadzały kary za mordowanie cywili, o rozmaitym stopniu natężenia –  od komentarzy współtowarzyszy o niewłaściwym zachowaniu po napis "game over".

5. Są gry brutalniejsze od MW2, ale one obudowane są groteską i konwencją, która nigdy nie jest realizmem. Gwałt z filmu "Irreversible" szokuje,  bo jest umieszczony w konwencji paradokumentu, nijak ma się do rozrywania ciał w horrorach gore typu "Piła"

6. MW2 nie daje graczowi wyboru, oczywistego w takich sytuacjach w innych grach.

KILLING IN THE NAME OF

Oczywiście można podejść do tego filozoficznie – śmierć to śmierć. Nie można stwierdzić, co jest zabijaniem w słusznej sprawie, a co w niesłusznej, więc równie mocno należy piętnować każdą śmierć, jaką każe nam oglądać telewizja albo gry komputerowe. Kompletnie – wiem, to niepoprawne politycznie – nie zgadzam się z tym poglądem. W cywilizowanym świecie istnieje bowiem zestaw reguł, według których postępujemy, w myśl których wysyłamy kontyngent wojskowy do Afganistanu, Iraku i Czadu – wierzymy w wyższe dobro, wierzymy w to, że jest jakaś droga, którą należy iść i która jest słusznym wyborem. Być może zakłada ona zabijanie kogoś i jest jedynie mniejszym złem, ale słusznym złem, i złem koniecznym. Nie jestem pewien, jak jest z Afganistanem, ale wiem na pewno, że celowa eksterminacja cywilnych celów na lotnisku nie mieści się w kategoriach mniejszego zła ani słusznego działania.



A może to zbagatelizujmy? Przecież w tylu grach można było mordować cywili! Przecież w scenie ucieczki z banku w Grand Theft Auto IV ginęły dziesiątki policjantów i cywili… Owszem, ta scena była obrzydliwa, zgadzam się. Ale jednocześnie mieściła się w kategorii setek filmów sensacyjnych i gangsterskich, więc niejako była okrzepnięta w naszej świadomości. Tak, ciężko było mi zabijać ludzi, którzy przyjechali do pracy, wbili się w mundury, włożyli pistolety do kabur, a następnie wyjechali w miasto chronić i służyć, a potem oddali życie, bo akurat pan Niko Bellic potrzebował pieniędzy. Ale jednak mieściło się to w przyjętej przez masową kulturę konwencji Pięknych Gangsterów, którym kibicujemy. Niko daleko było do pozytywnego bohatera, ale nie uznałem tej sceny za gwałt na przyjętych normach społecznych. Inaczej niż w przypadku sceny masakry z MW2.

CYFROWA ŚMIERĆ

Można to bagatelizować, oczywiście. W dyskusji na polygamistycznym forum przynajmniej kilka osób napisało, że "przecież to tylko gra, nie podoba się, to nie kupuj". Niniejszy tekst ma przekonać ich i im podobnych, że nie istnieje coś takiego jak "tylko gra". Gry w moim odczuciu są najsilniejszym medium przekazującym uczucia i odczucia, i jako takie muszą być nadzwyczaj ostrożne w sposobie transmisji swojego przekazu. 

Oczywiście, we wspomnianej i opisywanej scenie nie ma obowiązku walenia do cywili na lotnisku, tak samo jak nie ma obowiązku oblewania benzyną, podpalania i obsikiwania ludzi w drugim Postalu. Ale między obiema grami jest zasadnicza różnica. Modern Warfare 2 pokazuje nam scenę, w której jesteśmy zobligowani do pewnego działania. Reżyser gry, jej twórca, postawił nas na lotnisku, dał nam czterech towarzyszy, karabin maszynowy do ręki i powiedział – rób sobie co chcesz, ale twoich czterech kumpli będzie masakrowało cywili. Postal z nami igrał, dając banalne cele i jednocześnie narzędzia do czynienia naprawdę paskudnych rzeczy, stanowiąc bardzo udane studium narastającego w przeciętnym człowieku szaleństwa. MW2 nawet nie udaje, że nie chce, żebyśmy oszczędzili te niewinne istnienia – MW2 zachęca nas do masakry na wszelkie możliwe sposoby, udowadniając nam jednocześnie, jak wstrętnymi zwierzętami potrafią być ludzie. Bo przecież już nawet ten krótki film sprowokował dziesiątki osób do obrony jego przekazu, do pisania "so what, fajnie, super misja, nie mogę się doczekać". Jestem przerażony tym podejściem, bo wyczuwam w nim przyzwolenie na wcielenie się w hipotetycznym Call of Duty: World at War 2 w oprawców z Katynia, którzy eksterminują polskich oficerów strzałami w tył głowy. Ach, cóż to byłaby za wspaniała scena, nieprawdaż? Związani żołnierze wyładowywani z ciężarówek i ustawiani elegancko w szeregu na kolanach prosto przed naszym pistoletem, a my tylko walimy w potylicę i patrzymy jak upadają do dołów. No co? Przecież tak było, niech gra to pokaże!

 


 

CEL: EKSTERMINACJA

Nie przypominam sobie gry, w której eksterminacja byłaby przedstawiona jako jedyny cel. Zaraz mi ktoś tutaj przysunie Carmageddonem czy innym State of Emergency, ale mam na to natychmiastową odpowiedź – oba te tytuły były groteskowe i posługiwały się groteską w swoim wyrazie, tak samo jak Monty Python w skeczu z nie do końca martwą teściową oddaną ulicznemu grabarzowi. Scena lotniskowa w MW2 ma tyle samo polotu i groteski co Steven Seagal, a jej przekaz jest jasny – celem rozrywki jest eksterminacja cywili. Uważajcie, nie taktyczna eliminacja jak w tak bardzo niepokojącej mnie pierwszej misji Modern Warfare. Eksterminacja. To coś diametralnie innego, coś, co mało kto pokazuje nawet w filmach, ukazujących każdą scenę w 99 procentach przypadków z zewnętrznej kamery.

Bo scena scenie nierówna, warto o tym pamiętać. Inny ciężar niesie ze sobą ujęcie nakręcone oczami bohatera – jak w Urodzonych Mordercach, w zasadzie nie pokazujących niż nadzwyczajnego w ogólnych kategoriach, a inny takie, w którym obserwujemy go z zewnątrz. Nie przypominam sobie takich scen, których bohater brał udział w absolutnie nagannych czynnościach – a przecież już teledysk do Smack My Bitch Up wywołał gigantyczne kontrowersje ze względu na pierwszoosobowy sposób ukazywania znacznie mniej straszliwych rzeczy niż mordowanie cywili z karabinu maszynowego. Na litość, główny bohater (tak, wiem) chlał tam wódę, podszczypywał dziewczyny, rozwalał szybę w samochodzie, tłukł się z kimś, prowadził po pijanemu i uprawiał dość wyuzdany seks. I to wszystko. A, przypominam, afera była nieziemska.

 


 

JAK TO SIĘ STAŁO

Pracuję od lat w korporacjach, łatwo mi więc wyobrazić sobie proces myślowy stojący za decyzją włączenia takiej sceny do gry. Wstaje pan project leader i zaczyna dukać – słuchajcie, panowie, jest nieźle, w jedynce zrobiliśmy wybuch bomby atomowej oraz zabijanie celów cywilnych w celach militarnych. Wzięliśmy więc z zespołem te dwie rzeczy i zastanowiliśmy się, jak je zrobić bigger, better and more badass. Postanowiliśmy nie wymyślać koła od nowa, tylko wszystko powiesić na tych dwóch założeniach, dlatego w MW2 bomba atomowa wysadza Waszyngton, a militarna eksterminacja celów cywilnych to atak terrorystów na lotnisko. Moim zdaniem nie odchodzimy za daleko…

Ale tutaj zostawmy już pana nieszczęsnego project leada i zastanówmy się nad przyszłością. Model World at War 2 rozważyłem już powyżej, teraz przejdźmy do ciekawszych rzeczy, czyli teraźniejszości. Wiem! Skoro już były te cele cywilne, a potem ludzie na lotnisku, to teraz zajmijmy się prawdziwą historią – niech Modern Warfare 3 zaczyna się od tego, jak własnoręcznie wlatujemy samolotem pasażerskim w jedną z wież WTC! Wiecie co będzie super-śmieszne? Jak jeszcze zrobimy bodycounter na ekranie, i niech on rośnie nawet po wbiciu się samolotu w budynek – przecież ci kolesie potem skakali jeszcze z okien, nie? LOL. A zakończymy scenę jak wieża runie i wtedy dajemy pompatyczny kawałek muzyczny i wjeżdża logo MW3 – BUM! Super, nie?

No więc, moim zdaniem, zupełnie nie. Już MW jedynka oscylowała na granicy dobrego smaku, pokazując oczami skazanego na śmierć prezydenta jego własną egzekucję, a potem każąc nam zabijać niewinnych marynarzy. Wtedy Infinity Ward było na granicy. W MW2 granicę – wszelką – kompletnie przekroczyło.

 


 

AFERA KONTROLOWANA

Spójrzmy jednak na to z innej strony: czy ten filmik może być gruntownie i dokładnie przemyślaną kampanią wirusową gry? Może być. Modern Warfare 2 planowane jest na największą premierę w historii branży, a za długo w tejże branży pracuję, żeby mieć jakiekolwiek złudzenia odnośnie skrupułów wydawców – jeśli plany wydawcy są ambitne, takie też muszą być metody spełnienia założeń tychże planów. Mieści się w tym viralowy filmik nakręcony przez samo Infinity Ward, który miał mnie sprowokować do pełnego świętego gniewu tekstu, a Was do przekonania się na własne oczy, czy naprawdę w grach komputerowych można pójść aż tak daleko.

Na szczęście – dla mnie – tekst na tym nie cierpi. Bo niezależnie od intencji podtrzymuję wszystko, co napisałem – pokazywanie zamachu terrorystycznego oczami terrorysty jest w przyjętych przez nas normach społecznych cholernym skandalem. Mam wielki niesmak w ustach, a będzie on jeszcze większy, gdy okaże się, że w grze naprawdę jest taka misja. A wtedy napiszę jeszcze coś w tym temacie, bo go jeszcze nie wyczerpałem.

Jakub "Cubituss" Kowalski

redaktor naczelny

Autor prowadzi bloga: Zagraceni.pl

[red. Piotr Gnyp, Radek Zaleski]

AKTUALIZACJA: Activision postanowiło odpowiedzieć na zarzuty wobec materiału, który wyciekł do internetu:

"Tak jest. Scena ma pokazać głębię zła i zimnokrwistość rosyjskiego przestępcy i jego oddziału. Zbudowanie tego zła, ma graczowi uświadomić ważność jego misji, by ich zatrzymać."
"Gracze mają możliwość pominięcia tej sceny. Na początku gry, są dwa punkty kontrolne, w których gracze są ostrzegani, że dla części osób ten fragment może być wstrząsający. Te punkty kontrolne można wyłączyć."
"Modern Warfare 2 to wymyślona gra akcji projektowana dla intensywnej i realistycznej rozgrywki, która odzwierciedla rzeczywiste konflikty, tak jak epickie filmy akcji. Jest przeznaczona dla ludzi dorosłych ze względu na sceny przemocy w niej się pojawiające."

Teraz już wszystko jasne? Uważacie, że to wystarczające usprawiedliwienie? Czy może nadal jest to przekroczenie pewnej granicy, w końcu to wciąż strzelanie do cywilów…