Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaBoisz się grać w horrory, a bardzo byś chciał? Oto garść porad, które ci pomogą

Powaga. Nie będzie żartów o doborze rozmiaru pieluch.

Facebook Twitter Google Wykop

Bo przecież wyszedł Resident Evil 7, którym wszyscy się zachwycają i trudno o lepszą okazję, by ponownie dać szansę strasznym grom. Bo jeśli o sam poziom grozy idzie, nowe dziełko Capcomu jest stosunkowo zjadliwe. Chyba, że w PS VR. Wtedy żadna sztuczka nie pomoże i będziecie drzeć się jeszcze długo po zdjęciu gogli.

Ale zakładamy normalny scenariusz. Wieczór, tv, konsola, przygaszone światło i ty.

Zadzwoń po wsparcie

Hej, wpadnij, bo mam grę, w którą boję się grać” odpada. Ale „hej, wpadaj, bo mam nowy hit i koniecznie musisz to zobaczyć” brzmi już lepiej. Może da się jeszcze z tego zaproszenia wyciągnąć darmową pizzę w myśl zasady, że gość nie powinien wpadać z pustymi rękami. Tylko unikajcie śmieszków, co to nie wiedzą, że gdy na ekranie robi się podejrzanie cicho i gracz ma nerwy napięte jak postronki, pod żadnym pozorem nie należy szturchać go w ramie z pytaniem czy będzie jadł ostatni kawałek.

Patryk: Jęki Lisy z P.T. zmroziły mnie od stóp do głowy. To była druga randka z moją dziewczyną – chcieliśmy pograć w horror i potrząść się razem ze strachu. Nie udawałem przed nią twardziela. Gdyby nie siedziała obok, w życiu nie odważyłbym się tego przeklętego dema odpalić. I tak samo z Lisą – kiedy usłyszałem te koszmarne gardłowe odgłosy, ni to łkanie, nie to śmiech, zamarłem i gdyby nie to, że nie byłem w tym ciemnym pokoju sam, to wyłączyłbym konsolę. Autentycznie przez chwilę zamarłem, nie byłem w stanie poruszyć ani swoim ciałem, ani postacią w grze.

Pomoc z zewnątrz odpada? Sam bądź swoim wsparciem

Gadanie do siebie w miejscach publicznych może być niepokojącym objawem problemów z psychiką. Zagajenie rozmowy z samym sobą w domowym zaciszu może tę psychikę uratować. Nie trzeba zaraz urządzać filozoficznych dysput czy wyrzucać sobie wszystkich głupot popełnionych od przedszkola. Polecamy komentowanie bieżących działań i głośne rozwiązywanie drobnych dylematów pokroju wyboru drzwi do otwarcia czy broni, którą zapakujesz do plecaka. Pomaga. Bardzo. Nada się też pies w zasięgu ręki. Głaskanie uspokaja, ale niech Cthulhu ma cie w swojej opiece, jeśli psisko niespodziewanie zacznie nagle sapać czy chrapać przez sen. Mini-zawał gwarantowany.

Dominik: Graliśmy na streamie Niezatapialnych w Layers of Fear w trójkę. Żarciki, gadanie, niby wiadomo – w takiej sytuacji się nie przestraszysz przecież. I jeszcze Iga mówi chwilę wcześniej „teraz będzie dobre”. No to ja już wiem – „ok, teraz będzie coś strasznego na pewno się nie przestraszę”. Ale nagle wyskoczyło + efekt dźwiękowy i prawie spadłem z krzesła.

Uważaj na drzwi

Drzwi są wredne, bo każą wyobraźni zgadywać, co się za nimi kryje. A wiadomo, że nic nie straszy tak bardzo, jak podświadomość, znająca wszystkie nasze słabe punkty. Z redakcyjnych rozmów wyszło nam, że generalnie mamy dwie strategie radzenia sobie z drzwiami.

Patryk wybiera strategię na wariata. Widząc drzwi, przebiega przez nie jak najszybciej się da, nie pozwalając balonowi grozy napompować się do krytycznych rozmiarów. Cokolwiek jest za drzwiami i tak będzie trzeba się z tym zmierzyć, więc równie dobrze można to zrobić jak najszybciej. Maciek działa odwrotnie. Dosłownie – drzwi otwiera tyłkiem, by nie musieć spojrzeć czychającemu za nimi złu od razu w twarz. Potem stopniowo obraca się, omiatając wzrokiem pomieszczenie. Generalnie, jeśli nic go przedtem nie zagryzie, ma pewność, że jest w miarę bezpiecznie.

Maciek: Gry, grami. Ja opowiem Wam o momencie, w którym na jedną, dłuuugaśną chwilę zacząłem wątpić w swoją racjonalność. Lubię się bać – od czasu do czasu. Nienawidzę jumpscare’ów, kocham psychologiczne jazdy. Mam dni, gdy o 21 puszczam sobie jeden horror, a w okolicach północy poprawiam drugim. Nie było w moim trzydziestodwuletnim żywocie bardziej przerażającej chwili, niż ta, gdy po pierwszym seansie założyłem na uszy słuchawki znowu i usłyszałem w nich – we wstępie amerykańskiego filmu polskie słowa „zjem twoje serce”. Zamarłem. Niby hej, zabawa – flirt ze strachem, ale czemu ten cholerny dybuk z amerykańskiego filmu mówi do mnie po polsku! Sami posłuchajcie.

Nie patrz złu w twarz

Graficy wychodzą z siebie, by facjaty kreatur był jak najstraszniejsze. Więc… nie patrz na nie. Obiecujemy, że stopy i kolana stworów nie wyglądają tak groźnie, dlatego podchodząc do zakrętu korytarza, za którym coś może się czaić spuść wzrok albo kucnij. Brzmi głupio, ale skoro działa, to głupie nie jest. Pozwala podzielić szok i osłabić jego moc. No, chyba, że autorzy zaplanowali sobie, że uciec z wzrokiem się nie da.

Zrób coś głupiego

Potraktuj to jako wyjście awaryjne, bo atmosfera jest ważną częścią przeżycia pt. „gram w straszną grę”. Ale warto znać swoje granice i lepiej trochę odpuścić, niż potem żałować, potykając się o kable przy ucieczce z pokoju. Zrób coś głupiego, by przebić wiszący nad tobą balon grozy. Przełam napięcie. Przypomnij sobie, że to tylko gra. Co? Zacznij skakać po wirtualnym korytarzu, strzelać do obrazów, sprawdź odporność elementów otoczenia na trzymaną w prawicy sztachetę. Zobaczysz, że to tylko wirtualna miejscówka.

Adam: Szykowałem się do pierwszej komunii, więc gluty jeszcze jadłem, gdy starszy kuzyn (do dziś nie kumam jakim cudem) namówił mnie, żebym przeszedł Silent Hill. Grę pożyczył i czasopismo z opisem przejścia. Ja miałem tylko grać. No więc przeszedłem. Największym problemem dla dziecięcej psychiki okazała się ścieżka dźwiękowa. Utwory Yamaoki zrobiły mi taką dziurę we łbie, że nie spałem w nocy przez następne kilka tygodni. Spałem tylko za dnia. Gdy zapadał zmrok, nie sposób było pomyśleć na sekundę chociaż o czymś innym niż Cichym Wzgórzu. Rodzice, jak to często bywa, nie wiedzieli, co zrobić, więc nie zrobili nic. Po jakimś czasie przeszło. Ale inicjację w horrory miałem pierwszoligową.

Pamiętaj, że pauza może cię uratować

Właśnie wydarzyło się coś, co zmroziło ci krew w żyłach i starło struny głosowe, a do tego gra wymaga od ciebie jeszcze, a jakże, jakiegoś działania? Pamiętaj, że to nie prawdziwe życie i psychopatę/potwora/ducha możesz zapauzować jednym przyciskiem. Będziesz miał czas, żeby ochłonąć, pozszywać poszarpaną psychikę i przygotować się na własnych warunkach do dalszej rozgrywki. Z autopsji wiemy, że często się o tym zapomina, ale jak już człowiek w kluczowym momencie pauzy użyje, to naprawdę oszukuje przeznaczenie.

No, cho – dołącz do naszej rodziny przestrachanych graczy. Opowiedz swoją historię, podziel się własnymi sztuczkami na oszukanie strachu. I tak nie masz gdzie uciec.

  1. kr1z
    10:42 28.01.2017
    kr1z

    Z czego jest główny screen w tle artykułu? To gra, film? Z chęcią obalę ten tytuł , miłej soboty! 😉

    Ukryj odpowiedzi()
  2. 11:35 28.01.2017
    etriel

    Dla mnie jakoś mniej strasznie było grać w SH Downpour na TV z padem, niż przy kompie. Pewnie kwestia odległości od ekranu 😉

    Ukryj odpowiedzi()
  3. majster
    19:38 28.01.2017
    majster

    Duzo nerwow kosztowalo mnie ukonczenie serii Penumbra i Amnesia. Gralem w nocy dla pelnej imersji i bez uprzedniego zglebiania jakichkolwiek poradnikow, let’s playow itp. Do przodu ciagnela mnie interesujaca fabula; bardzo chcialem odkryc obie historie. Ciekawosc pozwolila mi ukonczyc te gry. Ostatnio mialem podobna jazde z Soma. Zdecydowanie wole straszenie klimatem i opowiescia niz tanim chwytem z naglym ueeeeeeee! Outlast naruszony lypie na mnie okiem z HDD jakby chcial wiedziec kiedy go skoncze. A takiego!

  4. mcklop.
    22:53 28.01.2017
    mcklop.

    Nieźle, może powinienem wykorzystać te rady. Jestem absolutnym cykorem, jeśli chodzi o granie w horrory, zwłaszcza takie z „nowej fali” w stylu Amnesii. Outlast odpuściłem po kwadransie, bo czułem po prostu maksymalny dyskomofrt psychiczny. SOMA przez chwilę była okej, ale pierwsze spotkanie z przeciwnikiem skutecznie mnie zniechęciło. Chociaż słyszałem o modzie czyniącym bohatera niewidzialnym dla przeciwników – brzmi jak coś właśnie dla mnie…

  5. 05:33 29.01.2017
    ammarmar

    Jeśli nie graliście, to koniecznie sprawdźcie „Alien: Isolation”. Absolutnie genialna gra, której klimat naprawdę ciężko jest opisać. Najlepiej zrobiony dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszałem. Będziecie się bali każdego odgłosu za ścianą, każdego własnego kroku, który robi zbyt duży hałas, każdego komputera, który zbyt głośno „pika”…

  6. Whis
    11:37 29.01.2017
    Whis

    U mnie problem zaczął się po przygodzie z Silent Hill 2. Gdy byłem mały, każdą noc spędzałem z wszelkiej maści horrorami w TV. Jednak gdy człowiek dostał swój pierwszy komputer a kumpel pożyczył mi SH2 to się zaczęło. Pamiętam że instalowałem tę grę i usuwałem kilkanaście razy, najdalej gdzie udało mi się dojść to przejście chyba przez pierwszy hotel, gdy dochodziłem do szpitala to moja psychika wysiadała. Najgorsze w horrorach co jest to dźwięk, wszelkie jump scare i sytuacje że wychodzisz przez drzwi na korytarz, patrzysz się na wprost w ścianę a z radyjka dobiega nieprzyjemne szumienie, wiesz że coś jest w holu, wiesz że coś zaraz Ciebie zaatakuje ale nie wiesz czy spojrzeć w prawo, czy w lewo. Spojrzysz w złą stronę to przekichane, stwór czai się za Twoimi plecami, spojrzysz w dobrą stronę to dostrzeżesz to czego nie chciałeś. Grze dawałem kilka dni po jej usunięciu, po kilkunastu takich rajdach zwykle grę zaczynałem od nowa by po dojściu do pierwszego hotelu, stojąc w holu usunąć ją całkowicie i już nigdy do niej nie wracać. Pamiętam też że bawiłem się kilka razy z zapisami gry dostępnymi z sieci, walka z ostatnim bossem to jedyne co moja psychika akceptowała. Kilkanaście lat później mając PS3 odkryłem fajny trick, wtedy do konsoli zakupiłem 26″ HD TV na którym grałem jak na komputerze, konsola na biurku i ekran obok mnie. W takim stanie Dead Space demka nie byłem w stanie ukończyć, co jednak się okazało gdy odsunąłem się od ekranu na dalszą odległość? Zupełnie mnie to nie ruszało. Leżenie na cholernym łóżku oddalonym z dala od ekranu pozwoliło mi to demo ukończyć, tak samo miałem z demem trójki. Teraz jednak przy PS4 i graniu na o wiele większym TV z odległości jakiś 4-5 metrów ta odległość mi w niczym nie pomaga. Może to wina wielkości TV? Może na mniejszym bym się tak nie bał, nie wiem. Nie byłem w stanie zbierać przedmiotów z krypty w Mortal Kombat X, nigdzie nie czytałem przed premierą że mają być jump scary a o dziwo z tego co się później dowiedziałem to i w MK9 był jeden stwór który tam wyskakiwał, nie pamiętałem o nim więc chyba mi się to nie przydarzyło, musiałem wtedy wejść do krypty mając bardzo dużo gotówki i zakupić wszystko za jednym razem. Tutaj w MK10 jak mi wyskoczył pierwszy wilk na twarz to prawie zawału dostałem, pierwsze co zrobiłem to wyszedłem z krypty i do niej nie wracałem. Skończyło się na tym że kumpel wpadał do mnie i mi zbierał przedmioty z niej, w międzyczasie zauważyłem że gra bez dźwięku pozwoliła mi samemu też po niej pobiegać. Dźwięki i muzyka w horrorach to największe zło, to przez te aspekty się boimy.

  7. simpson
    08:57 30.01.2017
    simpson

    ja tam właśnie przechodzę residenta 5 z dziewczyną i szukamy racoon city bo cena steam 27 ojro….. Już wolę dobrze się bawić i wiedzieć, że to stary dobry kiczowaty resident z chrisem, aniżeli wgl się nie bać i grać w coś co jedyne co ma z residenta to mało miesjca w ekwipunku ;p

    Ukryj odpowiedzi()
    • 23:02 01.02.2017
      LISU

      yyy… tyle, że nie..
      5 mi się podobała, ok- ale z Residentem akurat właśnie totalnienie ma nic wspólnego, a o 7 się nie wypowiadaj jak nie grałeś, bo to właśnie totalny powrót do korzeni jeśli chodzi o klimat i schemat rozgrywki. No i strach. 5 to zwykła masowa rzeźnia. W 7 jest strasznie. W VR jest zawał totalny.