Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Walkthrough, czyli na Piechotę przez gry

07.09.2016

W naszym polskim zaścianku ściganie się skuterami wodnymi kojarzymy albo z serią Jet Moto, albo tymi dwoma poziomami z trzeciego Crasha. Albo jazdą na bananie nad Bałtykiem. PSX-owe Jet Moto nie było z całą pewnością złe, ba! – potrafiło rozkruszyć system wyśmienitą wtedy jeszcze oprawą graficzną, ale nie o to mi teraz chodzi. (bo może jeszcze będzie okazja te gry w Koleinie smyrnąć)

waverace1

Mnie idzie o to, że Jet Moto nie było pierwsze. Nagroda Pioniera (mikro)Gatunku wędruje raczej (uwaga, bo będzie niespodzianka) do Nintendo. A że dzisiaj taki magik ze mnie i niespodziankami sypię z rękawa – nawet jeśli wujek z Niemców Wam przywiózł N64 i ogólnie Was za to nienawidzę, nie myślcie, iż Wave Race 64 było pierwszą grą w serii. Ale szok, hmm? Kto by myślał, że największe twisty na Polygamii to w wyścigowym blogu Piechoty?! Nie, „sześciecztery” to sequel. Oryginał wyszedł w 1992 roku na pierwszego Game Boya. Można go zgarnąć teraz za jakieś 20-30 złotych w wyśmienitym stanie (przez wyśmienity stan gry na Classica rozumiem kartridż-igiełkę, bez pudełka. Dwudziestoparoletnie pudełko dodaje nam do ceny jakieś dwie stówki). Znaczy tanioszka. A czy sprawiłby przyjemność komuś spoza elitarnego Stowarzyszenia Zbieraczy Kurzu?

Ja wszystkie odsłony Wave Race’a sprawiłem sobie z okazji wakacji, żeby poczuć wodę nawet gdyby pogoda nie dopisywała. Na szczęście było okej, dlatego skończyło się na kilkukrotnym zabraniu Game Boya z pierwowzorem ze sobą nad wodę. Uwielbiam ironiczne spojrzenia przechodzących młodziaków, gdy widzą, że przyłysawy gościu gra w czarno-białe gierki (rzucam w nich iPhonem zazwyczaj). Poszarpałem wystarczająco, by o grze wiedzieć już wszystko. W myśl zasady, że na wiedzę niepotrzebną nigdy nie brakuje miejsca.

waverace2

I co? No spoko w sumie. Jedna z najgorszych odpowiedzi, jaką można w obecnych czasach z siebie wyrzucić. Ale Wave Race jest właśnie W SUMIE SPOKO. Kręci mnie perspektywa z lotu ptaka a’la Micro Machines, podoba mi się próba odwzorowania fizyki skuterów i długie poślizgi przy nagłych skrętach. Gorzej jest z zawartością – wszystkie trasy wyglądają identycznie (wszak to słona woda i bojki w monochromie, co można było zrobić więcej?) i wzorem Super Mario Kart sporo z nich powtórzymy na coraz wyższym poziomie trudności. Aż dojdziemy tak daleko, że zwyczajnie zero (0, ziomeczki) przyjemności będzie, przeciwnicy spróbują pobić prędkość dźwięku. W ogóle nie opłaca się tras kuć na pamięć i próbować Wave Race scalakować. Opłaca się włączyć tak dla retrofrajdy na trzy, maks cztery godzinki.

Jeżeli nie czerpiecie przyjemności z kolekcjonowania starych gier, obejrzenie produkcji Nintendo na YouTubie powinno Wam wystarczyć (wrzucam Wam podkoloryzowaną wersję, uważajcie tylko na dźwięk, bo naprawdę męczy). To po prostu fajna ciekawostka. Ale jeśli dzielicie ze mną tę kosztowną pasję, Wave Race jest fantastycznym eksponatem – tanim, nieznanym, w miarę rzadkim, historycznie relewantnym. Kurczaki, z jakiej paki (rhyme not intended) Nintendo olało Wave Race po GameCubie? Czyżby był to po prostu efekt zmian wyścigowych trendów w grach? Prawdziwy arcade odszedł do lamusa wraz z nadejściem siódmej generacji konsol. Spłodził swoją nową wersję, okej, ale nic tam nie było już tak, jak wcześniej.

Wakacje mi się skończyły, a zdążyłem zagrać wyłącznie w jedną część. Ale to dobrze, bo nadal nie mam Nintendo 64 (sic!). Mam Gacka, na którym odpaliłbym „trójeczkę” (Blue Storm), niemniej nie wolno oszukiwać. Wrzucam zatem grę z powrotem do swojej maleńkiej kolekcji szarych kartridży. To prawdopodobnie jedyny wyziew Koleiny we wrześniu. Ogrywam regularnie Forzę Horizon 2 w przygotowaniach do „trójki”, ale o tej, jak Naczelny z Maciem mnie do tej pory będą jeszcze lubić, przeczytacie w formie „oficjalnej” recenzji. I hej, nie dziwcie się, że w swoim kąciku piszę o wyścigach skuterów wodnych. Wyścigi to wyścigi. Będą też tutaj wyścigi samolotów, będą wyścigi na nogach, będą gokarty, bydzie Nascar. Im dłużej kochasz jakiś gatunek, tym większą masz tolerancję dla jego najróżniejszych odprysków.

Adam Piechota

Komentuj
(0)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij