Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Walkthrough, czyli na Piechotę przez gry

23.08.2016

O co chodzi z ATV Offroad Fury: Blazin’ Trails? Czy to unikalna pozycja z niszowej, absolutnie zapomnianej serii, czy – jak często na PSP bywa – zmyślnie ukryty port starszej gry z PlayStation 2? Niestety, w tym przypadku opcja numer dwa. Większość zawartości pierwszej przenośnej inkarnacji ATV przeniesiono żywcem z Offroad Fury 3. Jeżeli komuś wydawało się, że kilka nowych tras wystarczy, aby zrekompensować fatalny poziom techniczny (tytuł w „najlepszych” momentach zjeżdża do jakichś 15 klatek na sekundę), miał jegomość zbyt beztroskie podejście.

 

atfalki2

A szkoda, bo jako jeden z nielicznych Europejczyków pamiętających równie obskurne marki, uważam, iż Offroad Fury nalezała się ociupinkę większa popularność, przez co dawałem Blazin’ Trails taką maleńką szansę, naparstek taki szansy. Ja wiem, że quady to dla nas wyłącznie oznaka bogatych, zblazowanych Amerykanów, niemniej w tej serii krył się prawdziwy arcade. Ten sam, za którym wzdychamy na wspomnienie Wave Race’ów, Burnoutów, Outrunów czy SSX-ów. Byłeś Ty, kilkanaście tras i petarda w rytm archaicznego, rockowego soundtracku rodem z Junajted Stejtsów (emo, nu, metalcore – te sprawy). Czasy takie już nie wrócą.

 

Ale gdyby miały wracać na wzór duchów Bozi Narodzenia, to na PS2, proszę, a nie jej córeczce. W związku z tym, że odbicie się od Blazin’ spowodowało we mnie ostateczną chęć sprawdzenia, czy cztery odsłony Offroad Fury na półce w ogóle jeszcze działają (mam bardzo ciężkie skrzywienie na punkcie dokładania gier wyścigowych do kolekcji. Kiedyś opowiem Wam, ile Need for Speedów mam w domu. Nie uwierzycie), gdzieś tam w trakcie tego mikrocyklu do nich wrócę. Zatem przy okazji „trójki” dowiecie się, czym próbuje być jej kieszonkowa wersja. No i czym nie jest, przez pochrzanione sterowanie (generalnie MUSISZ operować analogowym grzybkiem PSP), absolutnie powalony model jazdy, słabszą grafikę, dźwięk i framerate. Pff…

 

Przykrostka polega na tym, że kilka godzin zajęło mi zrozumienie, że to port Offroad Fury 3. Grałem, grałem, a gdy przyszedł czas na kąpiel, postanowiłem puścić sobie z YouTubki jeden kawałek, który towarzyszył mi w grze („A Favor House Atlantic” Coheed And Cambria, ach, młodości!). Tubka pokazała mi jednak nie okładkę Blazin’ Trails, a „trójeczki” z PS2. Zrozumiałem wtedy. Krzyknąłem (w głębi ducha), że to zdrada i nienawidzę być tak nabijany w butelkę. Bo nienawidzę. I wrzuciłem UMD z powrotem do pudełka, bo jak mam te trasy i te piosenki wykuć na pamięć, wolę to zrobić przy lepszym tytule, z lepszym „wszystkim”, wliczając w to model jazdy, odczuwalnie poprawniejszy na stacjonarnej konsolce.

 

Nie żałuję, że egzemplarz Blazin’ trafił do mojego muzeum, bo znajdzie się tutaj miejsce na każdy tytuł wyścigowy (poczekajcie, aż opowiem Wam, ile Need for Speedów… ach, sekunda, już zarzuciłem tym cieniem przyszłych wydarzeń). No ale poza tymi kilkoma godzinami nie dam mu już więcej szans. Znaczy – nie przejdę go. I Wam przechodzić również nie polecam. Wiadomo, że lepiej w oryginał, skoro lepszy.

Adam Piechota

Komentuj
(0)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij