Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Git Gud

29.09.2016

Chciałoby się zakrzyknąć „ten moment, kiedy pojawia się gameplay z DLC do Dark Souls 3, a społeczność jest zbyt zajęta, żeby to zauważyć”. Nieco to przesadzone, ale nie aż tak bardzo. Fani soulsów emocjonują się ostatnio głównie wirtualnymi klanami, które – przynajmniej w teorii – mają bawić się zorganizowanymi walkami zespołowymi.

Zakręcone mechaniki sieciowej interakcji w Soulsach to temat podejmowany chętnie przy okazji każdego kolejnego tytułu. FromSoftware po wydaniu Demon’s Souls wciąż eksperymentuje z zakresami poziomów postaci, na których gracze będą mogli się nawzajem najechać czy przywołać, dostępnością przedmiotów leczniczych, a nawet ograniczaniem czasu wizyty gościa.

Przy okazji trzeciej części społeczność jest niemal zgodna, że atakujący inne światy mają zwyczajnie przekichane. Kod sieciowy w pierwszej kolejności podsuwa im instancje gry, gdzie host ma już przywołane wsparcie, a do tego niemal natychmiast pojawia się w nich soulsowa policja – ściągnięty na pomoc członek przymierza polującego na najeżdżających.

O ile w poprzednich tytułach dość łatwo było trafić na samotnego hosta, inwazje w trójce to właściwie pewność, że przyjdzie nam stanąć naprzeciw trzech czy czterech przeciwników na raz. Są wśród graczy, czerpiący przyjemność z bycia obiektem polowania, specjaliści od walk z przeważającymi siłami wroga, ale duża część społeczności czuje, że odebrano jej frajdę z mechaniki inwazji, które po prostu piekielnie ciężko wygrać.

Gangi, czyli grupy graczy specjalnie zasadzających się na najeźdźców, od zawsze są elementem krajobrazu gier FromSoftware, ale nigdy nie stanowiły reguły. W trójce praktycznie każda inwazja to jak starcie z gangiem.

Jednym z bardziej znanych specjalistów od rozbijania takich zasadzek jest Peeve Peeverson. I to on wpadł na pomysł, który podchwyciły tłumy. Zaproponował utworzenie nieoficjalnego przymierza (oficjalne to takie, które są wbudowane w mechanikę gry), którego członkowie będą wyróżniać się określonym typem zbroi i ekwipunku. A najlepiej, żeby nadali swojej postaci nazwę rozpoczynającą się od słowa Bloodshade. Tak żeby Bloodshade Piotr i Bloodshade Ania, spotykając się w cudzym świecie, wiedzieli, że współpracują. Bo ich celem jest wspólne, taktyczne rozprawienie się z gangami, których pełno w Anor Londo. Bloodshades nie atakują w pojedynkę – czekają na zebranie się trzyosobowego zespołu.

Peeve dokładnie przemyślał sprawę. Członkowie przymierza rozwijają bohatera do sto czterdziestego poziomu, żeby nie móc najeżdżać światów, w których organizuje się turnieje czy fight cluby – ich uczestnicy nie zwykli rozwijać swoich awatarów powyżej poziomu sto dwudziestego piątego. Gangi nie narzucają sobie takich ograniczeń. Wszyscy członkowie przymierza korzystają też z broni wywołującej krwotoki, czyli takiej, która po kilku skutecznych atakach zadaje dodatkowe obrażenia. Zwiększają tym samym szanse na wykrwawianie wroga – w starciach trzech na trzech, nawet przy często zmieniających się przeciwnikach, nie marnują statusu, który zaaplikował wrogowi kolega z drużyny. A sam widok napełniającego się aż do wykrwawienia paska na ekranie to dodatkowy stres w walce. Dopełnieniem awatara jest pierścień sprawiający, że w pewnej odległości od przeciwnika postać przestaje być widoczna. Stąd nazwa – Bloodshades, Krwawe Cienie, wyłaniające się jak duchy z mroków Anor Londo.

Serwery szybko spłynęły krwią. Zawrzała też w głowach hostów, czego wyraz obficie dają na reddicie czy forach. Ale nie tylko oni się emocjonują – nieoficjalne przymierze zrzesza już tysiące graczy. Peeve raportował, że założony dla Cieni kanał na Discordzie potrafi odwiedzić pół tysiąca osób na raz.

Bloodshades to gangi najeźdźców, wcale nie czekają na walki 3 vs 3!

Dranie zasadzili się na mnie, kiedy byłem sam!

Nie byli więc prawdziwymi Bloodshades!

Rozwijam nowy build do SL140, jest świetne wsparcie innych Bloodshades po drodze!

Jesteście tak bardzo do dupy, że musicie najeżdżać w gangach, żeby wygrywać!

Szybko pojawiło się też w sieci pełno żartownisiów czy naśladowców, proponujących inne nieoficjalne przymierza. Okazji do przetestowania skuteczności krwawej organizacji nie przegapił np. kolejny popularny streamer świetnie odnajdujący się w pojedynkach Scott Jund. Jak grzyby po deszczu zaczęły też wyrastać zespoły, których celem jest polowanie na popierających Peeve’a. Społeczność znalazła sobie nową, świetną zabawę.

Sam największy sukces pośród naśladowców wróżę zaproponowanemu przez Oroboro przymierzu Krzyżowców. Nie dlatego, że wyróżnia się jakoś specjalnie na tle innych – każde kolejne będzie przecież nieco zmodyfikowaną kopią pomysłu Peeve’a. Oro to po prostu równie co Peeve znana i ważna postać w swoistym lore soulsowej społeczności. Obaj są weteranami bawiącymi się grami FromSoftware od czasu Demon’s Souls. Przez długi czas grali też razem – hermetycznym żartem jest ten o oczekiwaniu na jedenasty odcinek ich serii Pure Black, w której wspólnie pokonują zmodyfikowaną (utrudnioną) wersję pierwszego Dark Souls na NG+7, kiedy większość przeciwników zabija ich postaci jednym uderzeniem.

Duet przyciągał widzów swoistą dynamiką – Peeve zdaje się być sympatycznym, wiecznie uśmiechniętym kolesiem, często żartującym z samego siebie, podczas gdy streamujący Oroboro przywodzi na myśl raczej rozwydrzone, bezczelne dziecko. Wzajemne docinki i złośliwości po prostu dobrze się oglądało. Popularności streamerów nie przegapiło Namco Bandai, które obu Panów zaprosiło do materiału wypuszczonego na kilka tygodni przed wydaniem Dark Souls 3.

Jak długo potrwają wojny gangów? Czy gracze zdążą zapomnieć o nich przed wydaniem Ashes of Ariandel, na które poczekamy jeszcze miesiąc? Nawet jeśli – z przyjemnością obserwuję, co dzieje się teraz na serwerach gry i w sieci. Dyskusje o kolejnych tytułach FromSoftware obejmowały obok nowego lore podobne tematy – jakość PVP, bugi, przepakowaną broń, exploity. Rywalizacja Bloodshades z innymi grupami to miła odmiana i orzeźwienie.

Warto zwrócić uwagę na to, jak gracze podążają za wyrazistymi, silnymi charakterami inspirujących akcję streamerów. Opiekunowie zaimplementowanych w grze przymierzy to nieme lub martwe kukły, o których więcej można dowiedzieć się głównie z wyjaśniających soulsowe lore materiałów Vaati’ego. Nie zachęcają do zaangażowania tak jak robili to Solaire z Astory czy Siostra Queelag – też niezbyt przecież rozmowna – z pierwszej części gry.

Ciekawe też, jakie wnioski z całego zamieszania wyciągną wydawca i twórcy. Nie jestem specjalistą w temacie MOBA, ale odnoszę wrażenie, że soulsowa społeczność zorganizowała sobie w Lothric namiastkę tego gatunku.

Paweł Kumor

Komentuj
(4)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

  1. Freszu
    16:04 29.09.2016
    Freszu

    Z obserwacji wnioskuję, że spora część fanów twórczości From zagrywa się także w LoL’a i Dotę. IMO Soulsowa MOBA (albo przynajmniej stabilniejsze serwery, niż te z serii Dark Souls) przyda się światu, ale nie jestem pewny czy Japończycy do tego się posuną. Swoją drogą, gratuluję dotrwania do 10 wpisu 🙂 .

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      18:01 29.09.2016
      gsg

      Ha, dzięki! Można by powiedzieć, że idziemy łeb w łeb, ale mój tekst o Giant Dadzie napisałem niemal rok temu, więc jesteś do przodu :>

      Serwery serwerami, w Soulsach mocno kuleje kod sieciowy. Hidetaka Miyazaki też nigdy nie sprawiał w wywiadach wrażenia, jakby był gatunkiem MOBA zainteresowany. Ale widać też, że z gry na grę From idzie na więcej kompromisów – łatwiej chociażby łączyć się w grze z przyjaciółmi, co w pierwszych Soulsach wymagało niezłej gimnastyki.

      Może kolejny souls-like (seria może się skończyć, ale gatunku nie odpuszczą), zdecyduje się podebrać coś niecoś z LoLa czy Doty, jeśli opisywany trend się utrzyma.

  2. 08:23 15.10.2016
    Bartłomiej Nagórski

    Doskonały tekst, jako wielki fan serii, który wszelakoż nie dotarł jeszcze do trójki, przeczytałem z przyjemnością.

    Ukryj odpowiedzi()

O Autorze

gsg

gsg

O mnie:
Gram w Soulsy, TESy, metroidvanie, indyki i różne starocie. Wiecie, slow-gaming (pisał o tym Paweł Kamiński ostatnio? "Patient gaming"), skoro w XXI wieku trendy jest być slow-cośkolwiek. Tylko ja byłem wcześniej (GSG, to ja, znaczy Gnuśny, czyli slow, c’nie?), więc WCALE NIE JESTEM JAKIMŚ HIPSTEREM OD GRANIA. Nie no, żarcik. Wiadomo, że to żadne slow-gaming. To wyprzedaż-gaming. Blog mógłby się nazywać gry z promocji, ale wstyd mi było słomy w butach. Kontakt: pawelkumor (at) outlook.com

Wróć do listy postów