Zmien skórke
Logo Polygamii

Back to school. I do grania na lekcjach. Z jakimi tytułami kojarzy nam się szkoła? [Klub Dyskusyjny]

Lekcja informatyki lub konsola przenośna pod ławką. Żaden belfer nas nie mógł powstrzymać!

Paweł Olszewski: Szkoła licealna = PSP. Swego czasu sporo grałem w węża na swojej Nokii 3210, ale takie „prawdziwe” granie pod ławkami to era pierwszej konsolki przenośnej Sony. Pojawiła się jakoś w połowie mojego trzyletniego ogólniaka, solidnie przyczyniając się do zaniżonej średniej ocen na kolejnych świadectwach. Po połowie dnia grania na PSP popołudniami przesiadałem się wtedy w domu na PS2, ale to już inny temat.

Wracając do lat szkolnych, warto tu młodszym czytelnikom wyjaśnić, że tych okolicach 2004 roku nie było smartfonów, a na telefonach jak już się grało, to w w większości wypadków w te okropne gry w Javie. Nintendo ze swoimi mobilnymi platformami tkwiło jeszcze mocno w 2D, maszynka Sony, z przenośną wersją WipEouta, Burnouta, a później także GTA czy w końcu Tekkena, była więc dla mnie prawdziwym objawieniem. Czymś, czego nie przeżyłem nigdy wcześniej (na pożyczonych GameBoyach), ani nigdy później (na PS Vicie).


adam2Adam Piechota: Moje gimnazjum, podobnie jak liceum Naczelnego, naznaczone było podławkowym szarpaniem na PSP. Na konsolkę uzbierałem, odkładając wiele miesięcy „dwa złote na czipsy”, o które bez wyrzutów sumienia codziennie prosiłem najpierw mamę, potem tatę, a na końcu dziadka. W pewien sposób była ta pierwsza konsola, jaką kupiłem „sam”. Bo w oczach rodziców stanowiła niepotrzebny, wymyślny wydatek. Oprócz szpanowania przed kolegami wizualnymi fajerwerkami w Daxterze, zapamiętałem jeszcze wiele godzin z Lumines i… rozwijającą się ówcześnie miłość do muzyki metalowej – PSP było moim podstawowym odtwarzaczem plików mp3.

Na informatyce pod plikiem z Excela ukrywało się wtedy Tibię, której fenomenu nigdy nie zrozumiałem, „Małysza”, Elastomanię, jakąś dziwną ścigałkę, co zapamiętałem pod pseudonimem „Yf” (niestety, nie mogę tego odnaleźć w sieci) i całe morze flashowych, brutalnych lub po prostu zboczonych dziwadeł. Dla nas lekcje informatyki były także godzinką darmowego dostępu do Internetu, dlatego wolne chwile poświęcałem poszerzaniu ubogiej wiedzy o grach. Już wtedy zaczęło się bowiem u mnie silne ciśnienie do „dziennikarstwa growego”. I cieszę się, że to robiłem, bo dzięki temu jestem tu, gdzie jestem.


Maciej Kowalik: Ach, lekcje „informatyki”, gdzie na semestr przypadała jedna godzina zabawy Logo Komeniuszem, a resztę czasu spędzało się na klasowych turniejach. W podstawówce rządziły i dzieliły Wormsy. Te pierwsze. Zastąpiły nam Scorched Earth. Nie dość, że militaryzacja praw fizyki była tak piekielnie grywalna, to jeszcze pozwalała, by każdy miał swojego robala na polu walki.

W liceum „informatyka” dalej była tylko informatyką w ciapkach, więc gdy już każdy stworzył jakiś kalkulatorek, rozpoczynał się turniej. Na kilku pecetach odpalało się różne gry i łaziło dookoła, rozgrywając mecz za meczem. Czy próbując oddać dwa dobre skoki. Nie oszukujmy się – to był czas „Małysza”, a więc Delux Ski Jump.


Patryk Fijałkowski: Elastomania. To była gra. Trzeba była przejechać dwuwymiarową trasę jako bardzo, bardzo elastyczny motocyklista. Na lekcjach wykręcało się najlepsze wyniki albo zwyczajnie próbowało dojechać do końca zwariowanej planszy, Sporo godzin informatycznych nam to zeżarło, podobnie jak Jazz Jackrabbit 2 i… Tibia. W gimnazjum mieliśmy taką patologię, że na godzinie wychowawczej (nasza wychowawczyni uczyła infy) chodziliśmy na smoki. Nawet dzisiaj pamiętam, jak kolega krzyczał do drugiego przez całą salę „żeby, kurwa, poczekał na niego, a nie tak zapierdala, cwel”. Cóż, nie bez powodu byliśmy najgorszą klasą w szkole. Jeśli natomiast chodzi o moje osobiste preferencje, to w czasach szkolnych byłem pecetowcem. Nie był to jakiś świadomy, wykalkulowany wybór; po prostu tak wyszło. Nie miałem konsoli, więc trzymałem się PC, nie myśląc zbytnio o innych platformach. Świat był wtedy dużo prostszy.


Bartek Stodolny: Na informatyce w podstawówce cięło się w Syndicate: American Revolt, bo gra obsługiwała tryb LAN. Fajnie się grało, szczególnie że było nas zbyt wielu na możliwości, więc kilku robiło za szpiegów, chodząc niby od niechcenia, a potem donosząc kumplom: „Tam jest, za tymi budynkami!”. Liceum to już czasy Quake’a III i pierwszego Counter-Strike’a, a komputery w naszej pracowni były na tyle „dobre”, że jako tako sobie z tym radziły. Potem przenieśliśmy się z pracowni informatycznej do kafejki internetowej, często olewając lekcje… informatyki. I jeszcze Ganja Farmer był, choć multi nie miał. Pamiętam, że był to pierwszy i ostatni raz, kiedy Stodolny zmodował grę – podmieniłem grafikę marihuany na kiełbasę śląską, kolega – niejaki Wasyl – narysował do tego nagrobki z rzeczoną kiełbą, a wszystko nazwałem Śląska Farmer, odpowiednio zmieniając ekran tytułowy. Oczywiście zrobiony w paincie.


Dominik Gąska: Był ten żużel z kresek, wiadomo, ale najbardziej chyba była ta gra o jeżdżeniu samochodem, co w niej można było własne trasy robić. Stunts. To był mój hit informatyki w podstawówce. Potrafiłem skleić sobie jakiś niedorzeczny tor i żyłować w nim rekordy. Liceum to z kolei już Quake. Była taka wersja z jedną mapą, co mieściła się na dyskietce, nie wymagała instalacji i pozwalała na granie po LAN-ie. Później był Quake 2. Nigdy nie byłem dobry w te wieloosobowe gry. W ogóle nie byłem zbyt towarzyski. Szkoła była do dupy.

Redakcja

 

Więcej na temat:

  1. 12:55 03.09.2017
    MasaGratoR

    Podstawówka – Tibia i CS 1.6
    Technikum to Quake 3, mieliśmy nauczyciela mechatroniki, u którego można było wywalczyć zmianę oceny z 1-2 na 5 (odpowiedzi ustne i kartkówki). Przegrany miał w zależności od humoru nauczyciela dwa wyjścia (nie do wyboru): kolejna jedynka lub kupienie kaktusa. 😀

  2. mateo91g
    13:18 03.09.2017
    mateo91g

    W podstawówce na lekcji informy nauczyciel mocno nas pilnował i grać nie pozwalał, kto miał komórkę to grał pod ławką, najlepsza była wtedy Nokia 3310 i genialny wąż i Space Impact, niestety ale na przełomie lat 90 i 2000 mało kto miał komórkę, bo jednak wtedy to był spory koszt. W gimbazie to na informie grało się w Elastomanie, DSJ, a „Tibijczycy” w Tibie grali.

  3. Kocimientka
    13:19 03.09.2017
    Kocimientka

    Z lekcji informatyki – Elastomania, GTA 2, Ganja Farmer i DSJ.

    Z gimbazy – mój własny DS Lite, a więc Mario Kart, Metroid, Zelda, Resident i Fullmetal Alchemist.

    Z liceum – przesiadka na PSP. A wraz z nim Daxter, Tekken DR, Tomb Raider Anniversary, SW: The Force Unleashed. No i emulacja miliona staroci – od Pokemonów, przez Zeldy aż po Final Fantasy IX.

    Z Zeldami na PSP wiąże sie zresztą śmieszna historia, bo zaparłam się przejsc na PSP Maskę Majory, której emulacja była… taka sobie, powiedzmy delikatnie. Do tego w pewnym momencie gra się zwieszała. Nie zrażając się tym, zrzuciłam save z PSP na PC, przeszłam dany fragment na emulatorze i wrzuciłam nowego save’a na PSP. Działało i mogłam grać dalej.

  4. 14:48 03.09.2017
    mimochodem

    DSJ, Elastomania, Moto GP, Unreal Tournament i Soldat. do singla – Fury 3

  5. Rif-
    19:46 03.09.2017
    Rif-

    Z marszu gry, które przychodzą mi do głowy, to Prince of Persia, F-29 Retaliator, Alone in the Dark i Electro Body 🙂

  6. Lord Bart
    20:56 03.09.2017
    Lord Bart

    Szkoła nie kojarzy mi się z żadnym tytułem, bo w podstawówce nie miałem informatyki, chociaż placówka posiadała pracownię komputerową (odbyły się tam 2 turnieje szkolne: w Unreal Tournamenta i Red Alerta 2), a w LO… na tych lekcjach
    a) odrabiałem inne lekcje
    b) śmigałem hehe po necie
    c) kierki, pasjans itd.

    Ubogo, ale zauważyłem że wszystko „fajne” szło za moją edukacją, a nie razem z nią ;(

  7. Simplex
    22:34 03.09.2017
    Simplex

    Z podstawówki pamiętam grę w której trzeba było wylądowac pojazdem na powierzchni planety zanim skończy się paliwo, odpowiednio sterując ciągiem, co było trudne.
    W liceum Prehistoryk i Wolfenstein 3D – to była druga polowa lat 90 no i biedna szkoła na Podkarpaciu.

    Ukryj odpowiedzi()
  8. kano777
    10:33 04.09.2017
    kano777

    Z podstawówki najbardziej zapamiętałem granie w Lotusa 3 i Prince of Persia, chociaż na komputerach było jeszcze parę innych tytułów, a liceum to oczywiście „Małysz”. Była jeszcze obok mojego domu tzw. „gralnia” (dzisiaj nazwalibyśmy ją „kafejką internetową”), do której jeden kolega chodził zamiast na lekcje. Tam w podstawówce najwięcej czasu spędziłem przy Quake’u 2 i Dune 2000, a w LO z kumplem cisnęliśmy z Team Fortress Classic (zawsze na mapie 2Forts, bo innych kumpel nie uznawał).

  9. Kurasiu
    10:55 04.09.2017
    Kurasiu

    Podstawówka – pierwsze Gubble, demo GTA i Abe’s Oddysee, Deluxe Ski Jumping, Croc: Legend of the Gobbos, jakaś DOSowa gierka z Marianem… stare, dobre czasy.

    Gimbaza – lepsze kompy, więc i bardziej wymagające gierki brało się na warsztat – Unreal Tournament i Soldier of Fortune po sieci.

    Liceum – nic. Nauczyciel był strasznie restrykcyjny, w dodatku i tak nie mieliśmy uprawnień do odpalania giereczek czy instalacji własnych rzeczy. 🙁

    Studia – taki powrót do klasyki, na nudniejszych wykładach pocinało się w Heroes of Might and Magic III i Worms World Party.

Najczęściej czytane

01

Next-geny pojawią się szybciej niż nam się wydaje

02

Need for Speed Payback – recenzja. Policyjny pościg za mikropłatnościami

03

Tolerujesz skrzynki z lootem, nienawidzisz ich czy totalnie ci zwisają? [Klub Dyskusyjny]

04

Czy „narodowość” gry ma dla nas w ogóle znaczenie [Klub Dyskusyjny]

05

Rekord Reddita zmasakrowany przez EA, DICE oraz Star Wars: Battlefront 2. Chwalić się tym nie będą

06

Call of Duty: WW2 – recenzja. Operacja remaster

07

Kampania Call of Duty WW2 – mógł być reboot drugowojennych FPS-ów, jest ich remaster

08

„To, co my robimy na GOG-u, działa trochę jak muzeum”. Za kulisami polskiej konkurencji Steama

09

PlayerUnknown ich nienawidzi! Jednym prostym trikiem przekroczyli 20 milionów graczy!

10

Od dziś zapłacimy na Steamie w złotówkach

Popularne Gry