Zmien skórke
Logo Polygamii

Assassin's Creed Origins gotowe na pierwszy dodatek

Szkoda, że Bayek nie podłapał od Geralta jeszcze jednej rzeczy.

Mam wrażenie, że wystarczająco chwaliłem już samą grę. Zajęła zresztą wysokie miejsce w naszym głosowaniu na najlepsze tytuły minionego roku, więc sprawa jest jasna. Ale bardzo podoba mi się też, co Ubisoft robi z Origins po premierze.

Nie, żeby w przypadku poprzednich części firma po premierze mówiła „cześć” i zwijała kramik. Ale poprzednio skupiała się głównie na wypuszczaniu aktualizacji, które walczyły ze starymi błędami i powodowały nowe. W przypadku Origins jest inaczej. Dochodzą nowe misje, starcia z bogami, elementy wyposażenia do zdobycia. Ba, gra rozrasta się o nowe, podsuwane przez społeczność opcje, jak chociażby skalowanie poziomu wrogów, które można sobie włączyć, by nieco utrudnić zabawę. Nowy poziom trudności też się przecież pojawił.

To wszystko dostaliśmy za darmo. I skłamałbym mówiąc, że nie zmienia to nieco optyki. Szefostwo Ubi zakochało się w haśle gra-usługa, ale wciąż uczy się go na własnych błędach. Mimo to się nie poddaje.

Nie porzuciło The Division, wszyje do For Honor dedykowane serwery, wyszło na prostą z Rainbow Six: Siege. A w przypadku Origins mam wrażenie, że wreszcie udało się Francuzom nie potknąć. Od razu jakoś z większym optymizmem wygląda się kolejnych gier.

Firma zapowiedziała właśnie, że w styczniu wyda pierwszy płatny dodatek – The Hidden Ones. Mapa gry stanie się dzięki niemu jeszcze większa, bo dojdzie nowy region. Okupowany przez Rzymian, którzy dadzą Bayekowi możliwość awansowania na 5 kolejnych poziomów.

Oczywiście płatne rozszerzenia to żadna niespodzianka, wszak na coś te karnety sprzedawali. Ale zastanawiam się, czy Ubisoft, który widzi, że przerwa wyszła temu asasynowi na dobre, nie powinien rozważyć pójścia drogą CD Projektu. Czyli dużych, faktycznie wzbogacających podstawkę o nowe elementy, dodatków, zasługujących na tę nazwę i dłuższy cykl produkcyjny. Oczywiście tak wielka korporacja ma inny model prowadzenia biznesu niż polske studio, ale to dodatki tego drugiego potrafiły w plebiscytach bić pełnoprawne gry. 2018 rok, w którym Ubi dalej pracuje sobie nad nową odsłoną, wypuszczając jednocześnie jedną czy dwie przygody, w których można by przetestować kilka pomysłów wydaje się mieć trochę sensu.

Może następnym razem. A może The Hidden Ones i pozostałe rozszerzenia Origins też będą na innej jakościowej półce niż dodatki do poprzednich odsłon serii?

Maciej Kowalik

Więcej na temat:

  1. TurboGad
    11:46 09.01.2018
    TurboGad

    Opinia trochę typu „Imma gonna let you finish, but…” – AC: Origins dobre, ale do czegoś się przyczepić trzeba jednocześnie oddając (ustawowo wymagany?) czołobitny pokłon przed złotym cielcem CDPR.

    Zgadza się, DLC do Wiedźmina 3 były bardzo dobre, przy czym „Serca z kamienia” tylko minimalnie rozbudowywały mapę gry, w zasadzie dodając do już istniejącej parę lokacji (czyli tak jak „Kuba Rozpruwacz” do AC: Syndicate). Fabularne DLC do Black Flag i Unity rozgrywało się na nowych mapach, pojawiały się nowe bronie, mechaniki (strach w „Rozpruwaczu”). Tak, te dodatki mogły być lepsze, ale z tekstu wynika, że to w ogóle było jakieś badziewie co nic nie dodawało. No i od razu spekulacja, że może być tak samo w przypadku Origins, podczas kiedy raczej można się spodziewać jakichś mechanik związanych z zarządzaniem podwładnymi, a w kolejnym dodatku przeciwnikami mają być nieumarli i monstra takie jak olbrzymie skorpiony, czyli nowymi przeciwnicy.

  2. Lord Bart
    00:55 10.01.2018
    Lord Bart

    Szkoda, że Bayek nie podłapał od Geralta jeszcze jednej rzeczy.

    Ciężko rzucać się śnieżkami z „córką” żeby przeżyła, bo to i Egipt ma taki klimat, no i syn Bajeka nie żyje…