Zmien skórke
Logo Polygamii

Afryka i zombie-wyrzynka dzika, czyli pierwsze wrażenia ze Strange Brigade

To nowa gra twórców Snajpera. Tego, wiecie, nieco lepszego.

Strzelanka z nieumarłymi? Jak reagujecie na ten termin? Czujecie nagłe swędzenie za uszami, pięści się Wam zaciskają, a usta otwierają do gigantycznego ziewnięcia, którego nie zdołacie zasłonić? No to hej, witam w klubie. Nazywam się Adam Piechota i zbiera mi się na wymioty, gdy widzę zombie w grach wideo. Dead Rising, Left 4 Dead, Resident Evil, ZombiU, Dead Island, Dying Light, State of Decay, Metal Gear Survive i każde pojedyncze Call of Duty od kilku dobrych lat – ile serii jeszcze jesteśmy w stanie zaakceptować? Cóż – będziemy musieli przynajmniej jedną, od studia Rebellion, które łączycie w myślach głównie ze Sniper Elite. Szczęśliwie, trochę świeższą niż prezentowane w niej zwłoki.

Strange Brigade, dzięki Bozi, w żadnym momencie nie traktuje się poważnie. Twórcy wiedzą, jak wyeskploatowanym motywem będą walczyć o graczy. Dlatego idą w konwencję przygodowego filmu klasy G rodem z kina samochodowego. Grywalni bohaterowie wyglądają jak postaci ze słabszego komiksu, narrację prowadzi wąsaty zapewne komentator radiowy, a nad całością unosi się atmosfera niskobudżetowej zrzynki z „Indiana Jonesa”. To specyficzny klimat, jednak pomoże deweloperom uciec trochę od podstawowych zarzutów zombieprodukcji. Zaczynając swoją dwudziestominutową przygodę, czułem się, jak bym odpalał jakiegoś niezobowiązującego indyka, a nie produkcję gości, którzy próbują wejść do ligi AAA. I dobrze.

Na początku zostałem przeproszony za „słabsze doznanie” – jak się okazało, musiałem grać w pojedynkę. A Strange Brigade powstaje raczej z myślą o czteroosobowej kooperacji przez sieć. Ale to lepiej dla dzisiejszego tekstu. W singlu można sobie mniej więcej wyobrazić, co zyskam na realnych kompanach. Zaś w multi nie potrafiłbym już ocenić, czy szarpanie samemu miałoby jakikolwiek sens. Dwie pieczenie na mniejszym ogniu.

Pierwsze zaskoczenie: w to gra się całkiem przyjemnie. „Brygada” jest strzelanką TPP z masą zombie-tałatajstwa i prostą mechaniką, opartą na punktach, kombosach i mnożnikach. Znaczy, że trzeba tutaj zabijać dziesiątki umarlaków możliwie najszybciej, w zróżnicowanym stylu. Od czasu do czasu granat, znowu kilka headshotów, a potem wykorzystanie jednej z pułapek na arenie, na przykład gigantycznej piły koszącej wszystko dookoła lub „dywaniku” z wysuwającymi się kolcami? Tylko tak. Bez spiny, za to możliwie jak najodważniej. Nie jest to tak wysmakowany system, jak w Bulletstorm, niemniej duże kombinacje potrafią ucieszyć. Im lepiej, tym więcej waluty, dzięki której kupimy kolejne zabawki.

Drugie zaskoczenie: design cieszy oczy. Strange Brigade w miejsce oklepanego, industrialnego mroku proponuje słoneczne, bogate w florę lokacje z zakamarków Afryki. Nie bez powodu pisałem wyżej o kinie przygodowym. Do tego dodajmy dziwaczne rodzaje przeciwników – na drodze bohaterów staną jeszcze mumie, egipscy asasyni czy minotaury. Tak, to ten rodzaj gry akcji, gdzie możliwe będzie wszystko, więc lepiej wyłączyć mózg. Dzięki temu tutejszy Czarny Kontynent za nic nie przypomina Afryki z Resident Evil 5. A i jest na czym oko zawiesić. Przynajmniej w wersji na PlayStation 4, która działa i wygląda o wiele lepiej niż ta xboksowa (grałem na obu konsolach).

Szalona zadyma dla lubiących świadomy kicz i intensywne doznania multiplayerowe. Żaden horror. Już prędzej daleki krewny Serious Sama. O ile będziemy o tym pamiętać, nowej produkcji Rebellion można dać szansę po premierze. Czyli kiedy? Pytajcie mnie, a odpowiem tym samym pytaniem. Nic jeszcze nie wiadomo.

Przeczytaj także:

Pod tagiem Prosto z GC 2017 znajdziesz nasze wrażenia z innych ogrywanych i oglądanych w Kolonii gier.

Adam Piechota

Więcej na temat:

  1. Aimagylop
    12:29 30.08.2017
    Aimagylop

    Zombie są tak wyeksploatowane jak np. wyścigi – czemu nikt nie narzeka na wyścigi. Krytykowanie zombie jest teraz w modzie czy jak?
    Wracając do tematu, czy w Strange Brigade jest większa swoboda niż w snajperskiej serii? Czy zniknęły małe murki nie do przeskoczenia oraz niewielkie obiekty które kompletnie blokują ruch postaci a nie powinny?

    Ukryj odpowiedzi()
    • 12:55 30.08.2017
      Adam Piechota

      Złe porównanie. Bo jak „wyścigi”, to „strzelanki”. A jak „strzelanki z zombie”, to już „street racery”. I tak, były już tak wyeksploatowane w pewnym momencie, że po prostu zdechły.
      Areny są niewielkie, ale mają wystarczającą przestrzeń. To inny typ rozgrywki, tutaj musisz biegać bez przerwy w kółko. Jeśli zatem były jakieś murki, to ich po prostu nie odczułem na tyle, bo to zapamiętać.