Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeAbsolver – recenzja. Pijany mistrz ma kaca

Ale może nauczyć cię kung-fu.

Facebook Twitter Google Wykop

W życiu każdego fana bijatyk przychodzi moment, gdy decyduje się pożegnać najłatwiejszą do opanowania postać i nauczyć się tej, która naprawdę go kręci. Gdy chciałem przestać mashować Hwoarangiem w Tekkenie, siadłem do Leia. Gdy znudziło mi się kopanie Jackiem z obrotu w Virtua Fighterze, postanowiłem opanować Lei-Feia. Lubię techniczne postacie, pozwalające „grać głową” i szachować przeciwnika. Stawiam to ponad dwóch gości klepiących na szybko swoje combosy, by jeden z nich miał tego farta, że jego sekwencja wejdzie.

W pierwszej chwili pokochałem Absolver miłością 10-latka, nie mogącego doczekać się aż taśma VHS przewinie się do początku, by na ekranie znów zataczał się Jackie Chan. Myślałem, że z tego wyrosłem. Z pomocą Namco wyrzucającego Leia poza skład w najnowszym Tekkenie i Segi, która jakoś nie chce pochwalić się zupełnie nowym VF-em. Niezależne studio Sloclap przypomniało mi czym „to” jest.

Platformy: PC, PS4
Producent: Sloclap
Wydawca: Devolver
Dystrybutor: –
PL: –
Data premiery: 29.08.2017
Grę do recenzji udostępnił wydawca. Graliśmy na PS4. Obrazki pochodzą od redakcji

Pokochałem Absolver miłością 10-latka, nie mogącego doczekać się aż taśma VHS przewinie się do początku

Droga pięści

Absolver to gra walki, która zbyt często bywa bijatyką. To jej gorsze oblicze, które niestety często trzeba sklepać. Z każdej strony czuć tu ograniczenia budżetu, kładące się cieniem na szalenie ambitnym pomyśle. Małe studyjko spróbowało napisać grę walki zupełnie od nowa, nie zważając na ustalone schematy.

Kung fu souls – taki skrót myślowy ukułem po 30 minutach, by jak najprościej przekazać kolegom wrażenia z zabawy. W dłuższej perspektywie z pochwały stał się raczej drobną drwiną, bo to jednak nie ta skala absolutnie wszystkiego. Ale jako sztafaż do opisania Absolvera nadaje się znośnie.

Małe studyjko spróbowało napisać grę walki zupełnie od nowa, nie zważając na ustalone schematy

Bo tu też nie do końca wiadomo, o co chodzi. Zostajesz wybrańcem mistrza, który wręcza ci maskę przenoszącą do obcego świata bez słowa wyjaśnienia. A raczej do jego ruin, w których miejsce mieszkańców zajęli podobni do ciebie uczniowie. Oni też kiedyś stanęli w obliczu próby, mającej sprawdzić czy są gotowi miana tytułowych Absolverów, ale nie dali rady. Zgubili drogę i błąkają się po światach, atakując kogo popadnie.

Absolver to gra walki, która zbyt często bywa bijatyką

Ma ci być smutno

Ruiny imperium Adal nie są wesołym miejscem. Prawie wszystko co mogło się zawalić, zrobiło to. Gruz blokuje co wygodniejsze ścieżki, a większość okien i przejść zabita jest dechami, z którymi nasz gibki wojownik nie da sobie rady. Niestety Adal nie jest też miejscem ciekawym. Od czasu do czasu trafimy na NPC-a, który zamiast fangi w nos rzuci mniej lub bardziej niezrozumiałą myśl. Ale poza tym – nie bardzo jest skąd wydzierać światu jego tajemnice. Lepiej niż do opowiadania historii nadaje się ze swoimi pastelowymi barwami do tworzenia widokówek. Do tego jest malutki. Jego prawdziwe rozmiary uświadomicie sobie po kilku godzinach. Gdy czując się pewnie, zauważycie, że zrobienie kółeczka po wszystkich lokacjach to kwestia kilku minut. Jeśli nie pogubicie się na identycznie wyglądających ścieżkach.

Singlowa nuda

Fabularna kampania tak naprawdę nie zasługuje na to miano. To tylko pretekst, by wysłać graczy w świat. By kopali i byli kopani. Choć trudniejsze niż sami bossowie jest ich odnalezienie. Sterowane przez SI mobki uwielbiają „zapętlać” się na jednym czy dwóch combosach, co potężnie ułatwia uczenie się odpowiednich reakcji. Poza tym wrogów spięto z konkretnymi lokacjami bardzo nierozciągliwą gumką, co również sprawia, że nie stanowią większego wyzwania, jeśli tylko podejść do rozróby spokojnie. To słowo dobrze opisuje Absolvera, który fascynuje w trakcie starć 1 na 1, ale autorzy z jakiegoś powodu uparli się, by rzucać na gracza dwójki i trójki przeciwników. W trakcie walki ładujemy okruchy, pozwalające na skorzystanie z mocy specjalnych. Tańcząc z SI, korzystałem tylko z leczenia, stojąc metr za granicą wyznaczonego wrogom pola działania. Rozczarowujące.

Pelerynę Absolvera po pokonaniu ostatniego bossa zdobyłem po 6 godzinach, ale nie rzuciłem gry w kąt

Pelerynę Absolvera po pokonaniu ostatniego bossa zdobyłem po 6 godzinach, ale nie rzuciłem gry w kąt. Już bez ciśnienia, znając świat i wrogów, zacząłem tak naprawdę delektować się walką i zachwycać możliwościami.

Maluj płot w lewo i w prawo

Tworząc postać, mamy do wyboru trzy style, różniące się ciosami oraz naciskiem na siłę/zwinność i oferujące inną umiejętność defensywną. W trakcie gry poznacie jeszcze czwarty, bo „pijanego mistrza” zabraknąć nie mogło. Bijąc innych, zdobywa się doświadczenie, pozwalające rozwinąć kilka statystyk. Ale ciosów za nie nie kupicie. Ich nauka polega na… przyjmowaniu ich na ciało (z grubsza). Zablokowany kopniak z wyskoku, którego postać nie zna, sprawi, że pozna go trochę lepiej. To połowa motywacji, by po zobaczeniu napisów końcowych zostać w Adal.

Odblokowane ciosy trafiają do naszej talii bitewnej, skąd możemy przydzielać je do zestawu, z którego korzystamy aktualnie. To tu dzieje się magia, która sprawia, że po prostu chce się biegać po tych labiryncikach i dawać się obijać w zamian za naukę nowych technik.

Widzisz mnie? Patrz co robię

O stylach wspomniałem, nie mówiłem nic o postawach, więc czas najwyższy. Każdy cios wyprowadza się z jednej z czterech postaw kierunkowych. Każdy też kończy się w którejś z nich. To ważne przy tworzeniu combosów, gdyż jeśli pierwszy cios kończymy obróceni do wroga prawym pośladem, to następny powinien od tej postawy się zaczynać. Tu nie ma ciosów w stylu przód, przód, mocna piącha.

Odblokowane ciosy trafiają do naszej talii bitewnej

Są ataki będące częścią kombinacji (kwadrat) i ataki alternatywne (trójkąt). Aczkolwiek ten podział nie oddaje głębi zabawy. To kapitalny system, który zasługuje na czytelniejsze menu wyboru ciosów. Kradnie więcej czasu niż powinno, ale efektem jest styl dostosowany wedle własnego widzimisię. Z potężnym potencjałem do modyfikacji.

Gram od premiery i widziałem, że gracze szybko oduczyli się budowania kombinacji na zasadzie szybki, szybki, potężny. Takie najłatwiej przyjąć blok, by potem być gotowym na ominięcie finału lub – w zależności od stylu – sparowanie go i wejście z kontrą. Nawet w swoim zwiewnym stylu Windfall mam postawę, która rozpoczyna się od sążnego ciosu z piąchy z doskokiem, poprawionej równie mocnym kolanem z wyskoku, gdyby ktoś miał mnie za frajera, który bije lekko. Każdy cios w talii ma jasno opisane statystyki. A dwójka wojowników krążąca wokół siebie, płynnie zmieniając postawy przed pierwszym ciosem to widok radujący serce każdego fana sztuk walki.

Moje kung-fu jest lepsze niż twoje

Ale właśnie – dwójka _graczy_. W Absolverze światy przenikają się, więc w trakcie biegania po Adal napotkacie innych. Mogę zaświadczyć, że jednym z elementów soulsowej spuścizny jest pewien savoir-vivre towarzyszący takim spotkaniom. Menu gestów jest tu wygodne, umożliwia bezproblemowe zaproszenie napotkanej postaci do kooperacji czy rzucenie jej wyzwania. Zdarzają się nicponie atakujący z tyłu, ale… homo hominis i tak dalej.

Te walki… Oj, bywają poezją

Piękną sprawą są improwizowane, ot tak, pojedynki, po których zwycięzca podnosi pokonanego i obaj rozbiegają się w swoją stronę. Ale jest też osobne menu dla pojedynków PvP. Ma braki w matchmakingu, który swata ze sobą graczy o dramatycznie różnych poziomach. Ale te walki… Oj, bywają poezją. Gra nabiera sensu właśnie w nich. Gdy jest czas na poznanie przeciwnika i jego taktyki.

Obserwacja postaw SI nie ma większego sensu, a tu jest clue psychologicznej zabawy. Walczy się do trzech zwycięstw, ale każda runda to seria mniejszych starć, które najczęściej wygrywa się głową. Ucząc się ulubionych combosów przeciwnika, albo ucząc… go swoich. By potem kilka razy podpuścić go markowanym ciosem, opóźnieniem rytmu albo zmianą uderzenia na alternatywne i zdobyć rundę. Teoretycznie w grze dostępna jest broń biała, ale niewielu sięga po nią w trakcie walk PvP. Co innego rozmaite pułapki na arenach. Oj, ci siłowi lubią spychać w przepaście.

Świdrująca pięść budżetu

Tak naprawdę o kampanii fabularnej Absolvera już nie pamiętam. Nie interesuje mnie ten świat. Nie zamierzam też wracać na wyższych poziomach do nudnych bossów. To powinna być gra stricte sieciowa, z krótkim samouczkiem, ewentualnie sensownym trybem treningu.

Bo mam prawdziwą ochotę wracać jedynie dla tych starć z innymi graczami. I sprawdzenia jak zareagują na moje nowe combosy. A gra nagradza za to marnie. Elementami ubioru, które nie mają większego znaczenia i często się dublują. Absolver ma piękne serce, ale zbyt dużo braków, by wystawić wyższą ocenę. Zobaczymy, co Sloclap zrobi z nim po premierze. Póki co studio stara się eliminować lagi i gubienie klatek. Ze średnim powodzeniem.

Ma piękne serce, ale zbyt dużo braków, by wystawić wyższą ocenę

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.0

  1. 22:53 04.09.2017
    yogurtlol

    1. Ocenianie Absolvera po jego „kampanii” nie ma większego sensu, to tylko rozbudowany tutorial.
    2. Co do „ganków” w PvE, są spowodowane przez dziwaczny model online wymyślony przez twórców. Gdy na chwilę przełączymy się na offline przeciwników zrobi się znacznie mniej i będą się skalować do naszego poziomu. -> W sumie to nie takie głupie, po prostu założenie online jest takie, że będziemy grać z innymi, hence więcej przeciwników by default.
    3. Wiadomo, że podczas pisania recenzji nie musicie się zagłębiać za głęboko w community gry i nie zbierzecie o niej wszystkich informacji, ale w przypadku absolvera przy recenzji trzeba położyć nacisk na 4 aspekty:
    – mało satysfakcjonujące, krótkie PvE, dla którego gry absolutnie nie wypada kupować,
    – może i nie dające nam za dużo nagród poza niesamowitą satysfakcją, ale wyśmienite i (dość) zbalansowane PvP faworyzujące tego kto stworzy lepszy „deck” (AKA moveset naszej postaci) oraz czyste umiejętności gracza z bardzo odpowiednią domieszką szczęścia, a do tego myśl przewodnia twórców (w wolnym tłumaczeniu) „najgorszą rzeczą w grze jest odebranie graczowi kontroli nad jego postacią”, co dla nas, graczy oznacza, że obecnie i w przyszłości nie pojawią się w tej grze głupoty występujące powszechnie w For Honor (które kocham, ale widzę jego problemy i błędy), Mortal Kombat (comba Skorpiona, na Was patrzę :p).
    Tl;dr PvP 420/10
    – serwery i sprawność gry to rzut kostką, 50% szans, że gra będzie działała poprawnie, 50% że będzie crashowała co 20 minut. 50% że będziesz w stanie stabilnie grać online, 50%, że z serwerami połączy Cię za 5 podejściem, a co gorsza, nie z tymi Europejskimi 😛
    – twórcy zamierzają wspierać i rozwijać grę, sporo rzeczy (tryby 2v2, 3v3, tryb widza, etc) jest już potwierdzonych, plus są naprawdę dobrymi ludźmi, na problemy związane z brakiem australiskiego serwera zareagowali w mniej niż 24h i pod koniec tego (czy poprzedniego?) tygodnia już takowymi się zajęli. (Powinny być już od dnia premiery, ale pamiętajmy że to jednak niski budżet i fakt, że reagują i działają tak szybko w związku z własnymi niedopatrzeniami zasługuje na trochę respektu, bo, EKHEM, spójrz na Ubisoftowe For Honor).

    Porównywanie gry do Dark Souls lub For Honor jest dla niej krzywdzące, pomimo pewnych oczywistych podobieństw, należy ona do zupełnie innej kategorii, rozbudowanych pod względem 1v1 PvP fighterów.

    Z każdej bety wychodziłem z tą samą oceną, 3/5, można. Ale po zakupie gry, ograniu jej przez około 20 godzin, zrozumieniu i opanowaniu pewnych mechanik. (i przyzwyczajeniu się do odrzucającego na starcie modelu sterowania), mogę śmiało powiedzieć, że gdy spojrzy się na tę grę pod względem jej założeń, można śmiało dać jej 4/5, z potencjałem (jeśli serwery przestaną płonąć, a twórcy dodadzą trochę nagród i „end-game contentu”) na 5/5 w swojej kategorii.

    Pozdrawiam 🙂

    Ukryj odpowiedzi()
    • Maciej Kowalik
      23:11 04.09.2017
      Maciej Kowalik

      „gdy spojrzy się na tę grę pod względem jej założeń, można śmiało dać jej 4/5”
      Myślałem nad 3,5/5, tyle tylko że Absolver kosztuje 125zł. Zwykle cena nie jest dla mnie elementem oceny, ale jednak w tej samej cenie można kupić Hellblade, albo nawet dwa czy trzy inne indyki zamiast jednej niedopracowanej gry. Ocenianie pod kątem założeń powyżej pewnego progu cenowego nie ma moim zdaniem sensu.