Xbox LIVE Arcade w skrócie - odcinek 3
vandal hearts: flames of judgment
Zgodnie z obietnicą, dziś przejrzymy gry z dwóch minionych tygodni. Może nie są to najbardziej wyczekiwane pozycje, ale przynajmniej jednej z nich warto poświęcić więcej uwagi.
KrissX (800 MSP)
KrissX zajmuje niecałe 30MB a kosztuje pełne 800 MSP. W zamian dostajemy... krzyżówki i pokrewne zadania polegające na przykład na ułożeniu liter wyrazu w kolejności alfabetycznej. Nie jest to zbyt wciągające dla dorosłego gracza, a młodszych odstraszy fakt, że gra jest oczywiście jedynie po angielsku.
Gdyby była to pozycja z katalogu Indie Games i kosztowała 80 MSP, to można by zastanawiać się nad ewentualnym zastosowaniem jej do edukacji pociechy. Oprawa i klimat przywodzi na myśli Peggle, ale na tym zalety KrissX się kończą.
Death by Cube (800 MSP)
Death by Cube zapowiadało się na dynamiczną strzelaninę z dziwacznym stylem grafiki i hektolitrami krwi na ekranie. I faktycznie taka właśnie jest, problem tylko w tym, że w ogóle nie bawi.
Akcja jest dynamiczna do przesady. Wrogie sześciany pojawiają się znikąd, a ich pociski zalewają ekran. Nasz robocik może skorzystać z boosta, by chwilowo się od nich uwolnić albo oszołomić wrogie masy. Dysponuje również tarczą, która pozwala łapać pociski przeciwników i wykorzystywać przeciwko nim. Zaliczając plansze zdobywamy punkty, za które kupujemy ulepszenia robocika i kolejne poziomy. Nie jest łatwo, a ogólna sterylność i chaos nie zachęcają do kolejnych prób.
Grafika jest potwornie uproszczona i szczerze mówiąc nie wygląda zbyt ciekawie. Krwawe eksplozje są natomiast zupełnie niepotrzebne i nie rozumiem, co autorzy chcieli za ich pomocą wyrazić.
Death by Cube mogę polecić jedynie masochistom ze zbyt dużą ilością Microsoft Points. Reszta miłośników dynamicznych strzelanin powinna jednak zostać przy obu częściach Geometry Wars. Akcja, wizualia i muzyką zabijają Death by Cube na miejscu.
Vandal Hearts: Flames of Judgment (1200 MSP)
Vandal Hearts to ciekawostka, bo w obecnej generacji nie cierpimy na natłok taktycznych gier RPG. Intro załamało mnie swoim stylem graficznym i przed doczłapaniem się do rozgrywki byłem negatywnie nastawiony do tej gry. Okazało się jednak, że nie wygląda ona wcale tak źle.
Trudno rzetelnie oceniać podobne pozycje po zaledwie krótkim kontakcie, ale internetowe recenzje są wyjątkowo zgodne w tym, że Flames of Judgment to bardzo tradycyjna, może nawet archaiczna gra, która jednak ma w sobie coś, co spodoba się fanom gatunku.
Najważniejsze jest bowiem to, że kombinowanie z rozwojem postaci (na modłę Oblivion - im częściej używamy danej broni/umiejętności, tym lepiej nam to wychodzi) sprawia frajdę, podobnie jak warstwa strategiczna i walki. Pola bitew są urozmaicone i do monotonnego klepania przeciwników czasem dorzucają jeszcze inne wyzwania, jak eskorta czy trochę ogólnego kombinowania.
Grafika na pewno mogłaby być lepsza (krwiste gejzery tryskające z pokonanych wrogów są żenujące), a tempo nieco szybsze, ale jeśli nie liczycie na zbyt duże fajerwerki i dawno nie bawiliście się taktycznymi RPG, to nie powinniście żałować inwestycji tych 1200 MSP. Zupełnych "świeżaków" może odstraszyć toporność, pozorna nuda oraz umowność oprawy graficznej. Fanów gatunku przyciągną dodatkowo różne zakończenia przygody i fakt, że rozwój postaci jest bardzo dowolny i za każdym razem możemy bawić się inną drużyną.
Maciej Kowalik
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0 głosów






























Komentarze (3)
To tragedia, jak bardzo spaprali graficznie Vandal Hearts. Serio, mogli po prostu zrobić porta z PSone, zostawić te sprite' y, rozdziałkę... Ech, szkoda.
Te fontanny krwi to chyba po prostu nawiązanie do pierwszego Vandal Hearts. Tam to się dopiero działo...
Sama gra jest bardzo w porządku. Mocno uproszczone, taktyczne RPG na 5-10h zabawy. Właśnie tego się spodziewałem.
Oczywiście, że gierka jest bardzo w porządku. Graficznie też nie jest źle (jak na XBLA/PSN). Na screenach prezentuje się dużo słabiej niż w rzeczywistości. Bardzo spodobały mi się przerywniki "filmowe" i muzyka. Przejście gry (100% pucharków) zajęło mi jakieś 12-14 godzin, ale sporo czasu poświęciłem na "ulepszanie" drużyny. Do tego stopnia, że większość przeciwników padało po przysłowiowych "dwóch strzałach"
Dopiero sama końcówka gry okazała się dość trudna, ale już mam obcykaną taktykę. Jeśli ktoś lubi taki rodzaj rozgrywki to polecam z czystym sumieniem.