Gravity Crash
GRA
Pomysł na Gravity Crash opiera się na prostym pomyśle, który wpisuje się doskonale w ostatnie trendy. Zróbmy grę, w którą gra się tak jak kiedyś, ale w odjechanej, współczesnej oprawie, wykorzystując moc obecnej generacji konsol. Były już udane wznowienia hitów, jak Space Invaders Extreme czy też nowe marki - Geometry Wars. Gra studia Just Add Water (fajna nazwa) stara się, jak ten drugi tytuł, być czymś nowym, a jednocześnie starym. Zbyt starym.
ROZGRYWKA
W grze zasiadamy za sterami statku kosmicznego, który penetruje 5 udostępnionych nam przez autorów planet. Akcja ukazana jest z boku, a naszym zadaniem jest manewrowanie w ciasnych labiryntach, celem ustrzelenia określonego na początku celu. Aby ukończyć misję, należy zniszczyć np. kilka rafinerii, ale to nie wyczerpuje listy zadań w poszczególnych lokalizacjach. Czekają na nas jeszcze do uratowania kosmonauci, czy też różnokolorowe kryształy do zebrania. A wszystko to należy zrobić najlepiej w jak najkrótszym czasie.
Na drodze do powodzenia stoi oczywiście kilka czynników. Po pierwsze, sam układ plansz i wspomniane wcześniej wąskie gardła powodują, że manewrowanie i nieobijanie się o ściany jest trudne (a energii życiowej zbyt wiele nie ma). Po drugie, czekają na nas ruchome oraz strzelające instalacje, takie jak działka czy wyrzutnie samonaprowadzających rakiet. Poza tym nasz statek nie jest oczywiście zasilany powietrzem, toteż co jakiś czas musimy podlatywać do rosnących na powierzchni planet skupisk kryształów, które po zestrzeleniu uzupełniają nam energię oraz paliwo.

Gdyby wszystkie powyższe elementy stanowiły komplet utrudnień, to nie byłoby z Gravity Crash problemu. Gorzej, że największą przeszkodę stanowi główny pomysł na grę - sterowanie i bezwładność statku. To pierwsze umożliwione jest na dwa sposoby, albo nowoczesny (analogiczny do Geometry Wars - lewa gałka sterowanie, prawa strzał) albo klasyczny (strzelamy tylko w kierunku, w którym obrócony jest nasz statek, jeden przycisk służy do dodania gazu, drugi do strzału, gałka steruje). Tradycyjny układ przycisków przeznaczony jest jedynie dla największych miłośników starej szkoły i masochistów, ale nawet ten nowszy nie sprawdza się tak, jak byśmy chcieli. Gra jest szalenie trudna i frustrująca i wymaga czasu, na zgłębienie niuansów sterowania. Nie możemy zawrócić w dowolnym momencie, lecz dopiero, gdy zezwoli nam na to bezwładność, czyli z reguły zbyt późno. Gra nie jest beztroską strzelaniną, gdyż podczas zabawy musimy być bez przerwy skupieni.
Ogólnemu wizerunkowi nie pomaga fakt, że misje (łącznie 35) są szalenie powtarzalne i w każdej chodzi tak naprawdę to samo - zestrzel COŚ. Pod koniec każdej planety pojawia się boss, ale i tutaj finezji zabrakło. W dalszej części plansze są coraz bardziej skomplikowane, a pozamykane bramy należy otwierać wcześniejszym... zestrzeleniem czegoś. Wciąż jest to odbębnianie w kółko tego samego.
Nie zabrakło trybu wieloosobowego i możliwości tworzenia własnych plansz, ale ten pierwszy jest jedynie lokalny (nie testowałem). Własne dzieła tworzy się całkiem przyjemnie i jeśli ktoś ma do tego dryg, to mu trochę czasu na kreację własnej galaktyki zejdzie.

OPRAWA
W tym akapicie złego słowa na Gravity Crash powiedzieć nie mogę. Grafika jest czytelna, bardzo kolorowa i szczegółowa. Wyświetlany w pełnym HD obraz cieszy oczy, a zróżnicowanie i bogactwo znajdujących się na planszy elementów przez długi czas potrafi zaskakiwać.
Takoż muzyka jest bardzo przyjemna, utrzymana w starych klimatach przywodzących na myśl kosmiczne strzelaniny z Amigi. Nie zapewnia poziomu wyobcowania znanego choćby z Super Metroida na SNESie, ale też nie męczy. Trzeba wziąć jednak poprawkę, że to mimo wszystko retro-klimat i nie każdemu przypadnie on do gustu.

PODSUMOWANIE
Gravity Crash byłoby świetną grą, gdyby nie zmuszanie nas do katowania się przy pomocy przestarzałego już sterowania. Na powtarzalność misji można by przymknąć oko tym bardziej, że możliwość nabijania coraz lepszych wyników punktowych daje niemal nieograniczone możliwości, a porównywanie się ze znajomymi z PSNu mobilizowałoby do wytężonych wysiłków. Nie jest to pozycja zła, lecz po prostu skierowana do bardzo wąskiego grona odbiorców. Na szczęście twórcy udostępnili wersję demonstracyjną, która rozwieje wątpliwości, czy jesteście w stanie w ten tytuł się zagłębić. W razie czego też, atrakcyjna cena (zaledwie 29zł) Gravity Crash pozwala spojrzeć na niego nieco przychylniejszym okiem. To nie jest zła gra, ale dla ogromnej części będzie już niestrawna. Czujcie się ostrzeżeni.
Dodaj swój komentarz:
Komentarze:
- najfajniejsze
- najstarsze
-
shastorm 07.12.09, 12:14
Oj tam sterowanie. W tym tytule inne być nie może, steruje się dobrze, stateczek słucha nas zgodnie z logiką fizyki czyli grawitacji i wyporności cieczy, w której czasem się możemy zanurzyć. Jedyne co frustruje to problem z celnością ale idzie przeżyć jeśli połączyć to rozsądnym wykorzystaniem ciągu i sterowania samym stateczkiem. Na początku ambitnie wybrałem funkcję ręcznego włączania osłony (chroni nas przed skutkami zderzania się ze ścianami, wrogiem i efektami jego broni strzelającej). I to było mega frustrujące. Przy drugim podejściu wybrałem opcję automatycznego odpalania osłony gdy tylko jest tego potrzeba i latanie w wąskich przesmykach przestało być takie okropne. Jedyne co mnie razi w tym tytule to konsekwencja ;) To coś pomiędzy misjami mogli już zrobić mniej retro ;) Grafika, teksty i dźwięki są za bardzo "zprymityzowane". Sama gra przyjemnym tytułem by ot tak sobie czasem włączyć. Cena zadowalająco niska :)
-
szpynda 07.12.09, 13:08
Bylo gdzieś info o tym, że gra : OSMOS już jest w pełnej wersji? Dawno nie widziałem taaaak dobrej gry.
-
c00ler 07.12.09, 13:10
"Pomysł na Gravity Crash opiera się na prostym pomyśle" Litości...
-
c00ler 07.12.09, 13:23
A, sama gra podoba mi się. Nie jest to Superstardust, ale przecież GC nie miał być tego typu grą. Tu głównym wrogiem jest grawitacja, w związku z czym narzekanie na sterowanie czy bezwładność jest jakimś kosmicznym nieporozumieniem. BTW: stawiam piwo osobie, która podpowie, jak nazywała się gra na małe Atari, w której latało się trójkącikiem nad mniej lub bardziej udziwnioną powierzchnią, działała grawitacja, strzelało się do budynków i pojazdów, a grafika to był biały wektor na czarnym tle. To była pierwsza gra, jaką w życiu widziałem na komputerze (nie w tv).
-
michaelius 07.12.09, 14:54
O muszę sprawdzić demko. Na amidze w coś podobnego sporo czasu grałem. Choć bez prawdziwego joysticka to chyba nie będzie takie fajne.
-
waaagh 07.12.09, 17:28
c00ler -> Szukasz słynnego DEFENDER, czy o coś innego chodzi ?
-
feirr 07.12.09, 18:20
@michaelius: Gravity Force? Też się w to zagrywałem. GC nie jest zła, ale obecnie jest tyle dobrych gier zajmujących czas, że w taką drobnostkę zagrałbym co najwyżej na konsoli przenośnej. Dla posiadaczy Xa, znalazłem takie coś na YT youtube.com/watch?v=IAfiCie0tEw
-
michaelius 09.12.09, 12:33
Możliwe - wtedy nie przejmowałem się tytułami za bardzo ;) Ale po zagraniu mam pytanie do Tap-Chana - jak niby miałoby wygladać "nowoczesne" sterowanie do tej gry? Bo wersja na dwa analogi to jest jakiś koszmar. Zdecydowanie lepiej lata się metodą klasyczną.
-
c00ler 09.12.09, 13:19
waaagh: o coś innego, Defender był kolorowy :)
-
mariusz 09.12.09, 15:29
@michaelius: Tap-Chan się nie zna, nie wie co dobre ;) sterowanie klasyczne (+ automatyczna tarcza) sprawdza się bardzo dobrze, tylko trzeba chcieć się przyzwyczaić (nauczyć). Gra do łatwych na pewno nie należy, ale właśnie to mi się w niej najbardziej podoba. Postanowiłem, że zrobię w tej grze 100% i jestem na dobrej drodze ku temu :)





















