staregry

Civilization: Call to Power

Arlena Sokalska
18.11.2003
A A A Drukuj
Świat gier zdominowały w ostatnim półroczu kontynuacje. Była trzecia część "Populousa", "SimCity" i "Settlers". Teraz pojawiła się długo oczekiwana trzecia odsłona "Cywilizacji" - "Call to Power".
Ta "trójka" to tak naprawdę "jedynka" - po raz pierwszy bowiem nad "Cywilizacją" nie pracował jej pomysłodawca Sid Meier. Autor gry z hukiem rozstał się z firmą Microprose i został zmuszony do porzucenia swego "złotego dziecka", a zwłaszcza nazwy "Cywilizacja". Co prawda Sid Meier zabrał też ze sobą osadników z gry i kazał im się osiedlać w kosmosie, ale jego nowe dzieło - "Alpha Centauri" - jest dość kontrowersyjne.

Czy "Cywilizacja" może istnieć bez Sida Meiera? "Call to Power" dowodzi, że tak. Zresztą pomysł był już tak zaawansowany w dwóch poprzednich wersjach gry, że wszystko musiało kręcić się dalej.

Pojawiły się już jednak opinie, że "Call to Power" nie jest kontynuacją, lecz zupełnie nową grą. Coś w tym jest. Przejście z pierwszej części "Cywilizacji" do drugiej nie wymagało dokładnego wczytywania się w instrukcję. Ot, zmieniło się środowisko z DOS na Windows, doszło kilka nowych formacji bojowych, budowli i cudów świata. W "Call to Power" jest zupełnie inaczej. Sterowanie grą i zarządzanie miastami nie jest trudne - robi się to intuicyjnie. Ale co z tego, skoro trzeba się pozbyć nawyków z dwóch poprzednich "Cywilizacji"?

Podobnie jest z koncepcją rozwoju społeczeństw. Trochę zmieniono łańcuch wynikających z siebie wynalazków, które posuwają cywilizację do przodu. Czy była to zmiana na lepsze? Powiem szczerze, że po trzech tygodniach grania jeszcze tego nie wiem. Muszę pograć jeszcze trochę, żeby się przyzwyczaić.

Zmieniono też rolę osadników. Kiedyś byli oni niezbędni przy budowie dróg, nawadnianiu, budowie kopalń. Teraz wszystkie te prace wykonuje się bez udziału żadnych jednostek. Potrzebne są za to publiczne pieniądze, z których wszystkie te inwestycje się finansuje. Osadnikom pozostało jedno zadanie - zakładanie miast. Czy tak jest lepiej, czy gorzej? Znów - tak jak w przypadku innych zmian - trzeba się przede wszystkim do tego przywyczaić.

To samo dotyczy cudów świata. Nie ma już moich ulubionych piramid, dzięki którym nie trzeba było budować spichlerzy. Nie ma też Leonarda da Vinci, który pozwalał na automatyczny "upgrade" jednostek wojskowych. Teraz mamy do wyboru np. "Labirynt" czy - dużo, dużo później - "Agencję". Cudów świata jest znacznie więcej niż w poprzednich częściach, za to mam nieodparte wrażenie, że mają znacznie mniejsze znaczenie dla rozwoju cywilizacji.

Przybyło też sporo nowych budynków - np. teatr. Są też nowe jednostki bojowe, np. nawracający innowierców kapłan, faszysta czy operator broni biologicznej. Teoretycznie nowych sposobów prowadzenie wojen jest wiele. Co z tego, skoro znów pojawia się absurdalny problem znany z pierwszej części gry, a częściowo zlikwidowany w drugiej. Otóż wyobraźmy sobie sytuację, gdy do miasta, w którym stacjonują dwie falangi i jeden oddział muszkieterów, zbliża się czołg. Teoretycznie niezmechanizowane jednostki powinny być z góry skazane na porażkę. Widać jednak, że twórcy gry są z natury romantykami i urzeka ich idea szarży kawalerii na czołgi. A jeśli jeszcze czołg przegraÓ

W poprzedniej części "Cywilizacji" dawało się tak prowadzić grę, by unikać wojen. W "Call to Power" nie udało mi się to. Mimo wielu dyplomatycznych zabiegów teoretycznie pokojowo nastawiony sąsiad wciąż napadał na moje miasta.

Wreszcie rzecz, która napawa mnie wręcz obrzydzeniem - kwestia ustroju. Zawsze byłam za jak najszybszym utworzeniem republiki, a później ustanowieniem demokracji. W "Call to Power", niestety, najbardziej opłaca się wprowadzać ustrój totalitarny, czyli komunizm albo faszyzm. To chyba przesada. Nie pozostaje nic innego, tylko męczyć się z rozpasaną demokracją.

Civilization

Producent: Activision

Wymagania: Win95/98, Pentium 133, 32 MB RAM, 320 MB wolnego miejsca na dysku, CD ROM 4x

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX