Zapowiedzi

Tron: Evolution w sieci, czyli wskrzeszania marki ciąg dalszy

Tomasz Kutera
11.10.2010
A A A Drukuj
Tron: Evolution

Tron: Evolution (Tron: Evolution)

W piątek opisałem swoje pierwsze wrażenia z prezentacji trybu dla pojedynczego gracza w Tron: Evolution. A co z trybem wieloosobowym, który również w grze jest obecny?

Dysk twardy

Na początek trochę suchych danych. W sieci mierzyć się ze sobą będzie mogło maksymalnie dziesięciu graczy naraz, w czterech dostępnych trybach rozgrywki i na czterech różnych mapach. Jeśli uważacie, że to mało: razem z premierą dostępne będą do pobrania kolejne dwie. Praktycznie za darmo, bo za kod, który znajdzie się w każdym pudełku z grą. Jak widać, Disney również walczy z handlem "używkami".

A co to za tryby? Dwa z nich, myślę, nie wymagagają żadnego komentarza: to deathmatch (w grze: dezintegracja) i team deathmatch (dezintegracja drużynowa). Wszyscy wiedzą, o co chodzi, prawda? Świetnie. Kolejnym trybem jest bit-sprinter. To coś w stylu klasycznego capture the flag, z tym, że tutaj bitu (który pełni własnie rolę flagi) nie trzeba nigdzie odnosić, ale wystarczy go mieć przy sobie - każda sekunda to punkty. Czwartym i ostatnim trybem jest żądza mocy: drużyny starają się przejąć odpowiednie punkty na mapie, a za połączenie ich w konkretne konfiguracje (i utrzymanie) zwiększają swój wynik.

Tron: Evolution

Modem

Jak się w to gra? Tak sobie. Bardzo, bardzo chaotycznie. Akcję obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby, co jest pewnym utrudnieniem przy rozgrywce drużynowej - w dużym zamieszaniu ciężko odróżnić sprzymierzonych graczy od siebie. Można się pomylić, zwłaszcza, że kamera nie zawsze działa tak, jak powinna. Walka wygląda identycznie, jak w trybie dla pojedynczego gracza. O ile jednak tam nawet całkiem nieźle się sprawdza (nie licząc drobnych błędów), o tyle tu jest zupełnie nie do przyjęcia. Sprowadza się do szaleńczego nawalania w przyciski pada i liczenie, że "ja jego szybciej, niż on mnie". Nie ma tu nawet mowy o jakiejkolwiek finezji czy taktyce.

Mechanizm walki kładzie w zasadzie większą część gry. Deatmatch pozbawiony jest sensu. Drużynowy również. Dwa pozostałe tryby sprawdzają się już lepiej i przyniosły nam podczas prezentacji nawet trochę radości. Weźcie jednak poprawkę na to, że graliśmy w jednym pomieszczeniu, przekrzykiwaliśmy się i ogólnie rzecz biorąc robiliśmy klimat małej imprezy LAN-owej. Podejrzewam, że jeśli siedziałbym samotnie przed konsolą, to miałbym dosyć po 5 minutach.

Tron: Evolution

Łącze szerokopasmowe

To jednak nie wszystkie atrakcje, które znaleźć można w trybie wieloosobowym Tron: Evolution. Oprócz możliwości poruszania się na własnych nogach, dwie mapy pozwolą także na przemienienie się w dowolnym momencie w światłocykl. Jak wtedy wygląda rozgrywka? Pojazdy zostawiają za sobą ślad - wjechanie w czyjś zabiera energię. Skręcać można zarówno łagodnie, jak i pod kątem 90 stopni (zupełnie, jak w oryginalnym filmie), zabijanie (czy też, jak chce gra, derezowanie) przeciwników polega więc na umiejętnym przecinaniu im drogi.

Ten sposób rozgrywki bardziej mi się spodobał. Niewątpliwie jest to coś świeżego i działa całkiem nieźle. Denerwował mnie tylko ukryty na planszy czołg, do którego wsiąść może osoba, która pierwsza go odnajdzie. Może i to fajnie wygląda na papierze, ale już w grze strasznie zaburza równowagę. Na szczęście, podobno bez problemu można tę opcję wyłączyć. Ogólnie rzecz biorąc, światłocyklom brakuje jeszcze trochę szlifu, ale zapowiadają się dużo, dużo ciekawiej, niż rozgrywka bez ich użycia.

Tron: Evolution

Pamięć RAM. A może ROM?

Najciekawszym aspektem rozgrywki wieloosobowej wydaje się być - co odrobinę paradoksalne - to, jak umiejętnie został on wbudowany w tryb dla pojedynczego gracza. W dowolnym momencie gry będziemy mogli przenieść się do sieci, tam rozegrać kilka meczy, by potem wrócić dokładnie do tego miejsca w kampanii, w którym ją zostawiliśmy. Co więcej, ulepszenia i poziomy zdobywane podczas potyczek z innymi graczami będą przenosić się na nasze możliwość w trybie fabularnym (i vice versa). Bardzo fajny pomysł - zobaczymy, jak się sprawdzi.

W tekście o pierwszych wrażeniach z prezentacji trybu dla pojedynczego gracza napisałem, że nie wierzę, by Tron: Evolution był grą więcej niż średnią. Uwzględniwszy tryb wieloosobowy, podtrzymuję swoje zdanie. Tą produkcją powinni zainteresować się przede wszystkim Ci, którzy są zainteresowani tym uniwersum. Reszta lepiej niech poczeka na recenzje i nie kupuje gry w ciemno.

 

A jeśli chodzi o mnie, to ze wszystkich rzeczy związanych ze wskrzeszaniem marki Tron najbardziej zainteresowany jestem nową płytą Daft Punku. O.

Tomasz Kutera

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (3)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX